Co robić, gdy twoje dziecko się nudzi?

– Nuuudzę się!

Każdy rodzic przynajmniej raz usłyszał od dziecka takie słowa. Co wtedy robimy? Źli rodzice dają dziecku telefon / tablet /  komputer / pilot do telewizora i mają młodego z głowy. Dobrzy rodzice rzucają wszystko i zaczynają z dzieckiem grać w karty, rysować lub grać w piłkę. A ja uważam, że błąd popełniają i ci pierwsi, i ci drudzy. Powinno się odpowiedzieć:

– To posprzątaj.

Gdybym miała wymienić wszystkie zabawy, które zajmowały mi czas w dzieciństwie, może jedna na dziesięć była w jakiś sposób zorganizowana lub wymyślona przez kogoś dorosłego.

I szczerze mówiąc, w ogóle tych wymyślonych przez dorosłych zabaw nie pamiętam.

W moim dzieciństwie nie było komputerów i tabletów a w telewizji była dwa czarno-białe kanały, które w ogóle mnie nie interesowały. Nie siedziałam też z mamą i nie rysowałyśmy razem ani nie bawiłyśmy się w chowanego, bo mama nie miała na to po prostu czasu. Co robiłam? Sama wymyślałam sobie różne zajęcia. Uczyłam psy różnych sztuczek, chodziłam z nimi na spacery (dość wcześnie, bo już jako 6-latka), pisałam książki, które sama ilustrowałam i zszywałam w okładki, siedziałam pod stołem, gdy mama udzielała korepetycji i rysowałam, budowałam bazy z  poduszek i materacy, udawałam, że jestem szpiegiem, budowałam miasta z lego, szłam odwiedzić dziadka i z nim pogadać, robiłam zdjęcia i czytałam. Potrafiłam też godzinami odbijać piłkę od ściany i ćwiczyć łapanie. Czasami po prostu leżałam na łóżku, na podłodze, w schowku na pościel lub pod krzakiem w ogrodzie i wymyślałam. Tak po prostu. Wymyślałam historie, scenariusze, alternatywne rzeczywistości i moje własne wymarzone przygody.

Wymyśliłam też czasopismo o psach i sama je wydałam („Kudłaty przyjaciel” się nazywało :)), które składało się z dwóch złożonych kartek A2 czyli z ośmiu stron A4, miało zdjęcia, rysunki, wywiady, artykuły i porady, a nawet kolumnę z napisem „tu jest miejsce na twoją reklamę”. Sprzedawałam potem skserowane egzemplarze czasopisma mieszkańcom mojej dzielnicy za 50 tys. zł (dzisiejsze 5 zł), chodząc po domach lub zaczepiając ludzi z psami w parku. Jedynym etapem, na którym potrzebowałam pomocy dorosłych było kserowanie egzemplarzy Kudłatego Przyjaciela, więc poprosiłam o to mamę. Miałam wtedy jakieś 9 lat i zarobiłam tak moje … drugie pieniądze (pierwsze zarobiłam, sprzedając bukiety stokrotek przy pl. Wilsona ;)).

Gdy patrzę na dzisiejszych dziewięciolatków, mam wrażenie, że jedynym projektem, który byliby w stanie tak poprowadzić od początku do końca jest zadanie zlecone przez panią w szkole, a i wtedy mieliby problem z różnymi etapami realizacji, o ile nie zostałyby dokładnie wypisane w punktach razem z gotowymi rozwiązaniami. I to wcale nie jest wina tych dzieciaków – tylko właśnie tego, że dzisiejsi rodzice nie dają im przestrzeni do tworzenia własnych zajęć, pomysłów i generalnie do organizowania sobie czasu.

zabawy dzielą się na takie zorganizowane i swobodne.

Zorganizowane to wszelkie animacje przedszkolne lub świetlicowe, zajęcia sportowe, gry komputerowe, gry planszowe i generalnie wszystko to, co ktoś wymyślił – a dziecko bawi się według tych wymyślonych przez dorosłego reguł. Tak, telewizja lub komputer to też zajęcie zorganizowane, bo to nie dziecko tylko program telewizyjny lub twórcy gry komputerowej decydują o tym, co robi i o czym myśli widz. Swobodne zabawy to wszystko to, co wymyśli dziecko. Dla przykładu podam klocki lego: składanie modelu według instrukcji to zabawa zorganizowana. Budowanie własnych pojazdów lub budowli to zabawa swobodna.

Nie twierdzę, że zabawy zorganizowane są złe. One też są dziecku potrzebne – chociażby do tego, żeby nauczyć się pracy w grupie, kiedy to po prostu trzeba dostosować się do czyichś reguł. Ja zawsze miałam problem z pracą w grupie – być może właśnie dlatego, że mało miałam w dzieciństwie zorganizowanych zabaw. Dlatego fajnie, jeśli dziecko ma ze dwa razy w tygodniu jakieś zajęcia sportowe lub animacje kulturalne – a w domu czasem porysuje lub pogra w piłkę z rodzicem. Ale jeśli takie zabawy i zajęcia zaczynają przeważać, to robi się niebezpiecznie.

Mam wrażenie, że własnie z takiego wychowania biorą się potem roszczeniowi dorośli, którzy mają pretensje do świata, że za mało zarabiają i nie osiągają sukcesów.

To ludzie, którzy oczekują, że wszystko im będzie „zaproponowane” i sami nie potrafią niczego stworzyć, wymyślić i pokierować. A gdy na ich drodze pojawia się problem, to rozkładają ręce, bo przecież ktoś powinien im podsunąć zaraz rozwiązanie! Tak jak w liniowej grze komputerowej, gdzie pozornie widzisz otwartą przestrzeń miasta, ale tak naprawdę twój bohater może otworzyć tylko jedne drzwi i pobiec tylko jednym korytarzem. Takiego świata oczekuje dziecko, któremu się wszystko organizowało. Otwarty świat sprawia, że się gubią. Umieją funkcjonować tylko w rzeczywistości, w której są czyimś pracownikiem, dostają jasne zadania do wykonania i jeszcze ktoś stoi nad nimi i sprawdza, czy na pewno te zadania wykonują i czy mają ku temu wszystkie niezbędne narzędzia.

Ale wystarczy, że trafi się bardziej wymagający szef lub projekt, a już taki pracownik nie jest specjalnie wartościowy dla firmy. Co wtedy? Dziecko wychowane na zabawach zorganizowanych nie założy własnej firmy albo nie będzie umiało nią pokierować. Będzie też miało problem w ogóle ze znalezieniem pracy. Wyśle jedno cv, potem będzie miesiącami czekało na odpowiedź a koniec końców uzna, że zostało potraktowane bardzo niesprawiedliwie, bo praca mu się należy i to wszystko wina Tuska.

Dzieci muszą się nudzić. Jest to absolutnie niezbędny stan do tego, żeby wreszcie same zaczęły coś tworzyć i wymyślać.

A to z kolei jest niezbędnym ćwiczeniem wyobraźni i kreatywności, które przydadzą się potem małego człowiekowi w dorosłym życiu. I niestety takie nudzące się dziecko nie będzie wpadało tyko na takie genialne pomysły jak stworzenie czasopisma o psach. Czasem narobi bałaganu w domu, zgubi coś lub zniszczy, wymyśli, że będzie dzwoniło do obcych ludzi i robiło ich w balona albo nawet coś sobie złamie, próbując dokonać jakiejś akrobacji na drzewie. Ale pozwól mu na to. Bo w przeciwnym wypadku wychowasz korpoludka-nieudacznika, który może nigdy nie będzie chodził w gipsie, ale będziesz musiał kiedyś płacić alimenty za jego dzieci.

Komentarze do wpisu: 44 Napisz komentarz

  1. Przez pierwsze 6 lat byłam ciągle chora, więc siedziałam w domu i mama była kaowcem. I to było super! Tworzyłyśmy dzieła sztuki ze wszystkiego, co było w domu; drzewa na rolkach po papierze toaletowym, kolaże z różnych gatunków kaszy, ozdoby choinkowe, których wyszło tyle, że chyba by się choinkę na Placu Zamkowym dało w to ubrać. To mi tylko wyrobiło kreatywność, dalej już wymyślałam sobie zajęcia całkiem sama.

  2. Byłym pierwszym dzieckiem na podwórku które opanowało zwrot „Nie mam czasu” wobec rówieśników i własnych rodziców. Budowałem bazy, rysowałem komiksy, marnowałem klisze w Smienie..

  3. Hnacia napisał(a):

    Jak przypomnę sobie moje stosy zeszytów, w których projektowałam stroje to aż się łezka w oku kręci. Z jednej strony uważam, że tablety i telefony to samo dobry, ale żal chwyta za serce gdy tylko pomyślę, że miałabym się wychowywać w otoczenie elektroniki. Bez moich gazet, które robiłam, bez książek, które pisałam, bez tych brzydkich komiksów i bez tych wszystkich strojów, które jako totalne bezguście tak uporczywie projektowałam. Myślę, że współcześni rodzice powinni się mocno zastanowić nad całkowitym odcięciem dziecka od elektroniki do 7/8 roku życia, bo to zabija kreatywność. A tego można się nauczyć tylko za dzieciaka.

  4. Z jednej strony pełen wachlarz możliwości, z drugiej chyba strach albo poczucie winy rodziców, kiedy mają powiedzieć: „Pobaw się sam, bo ja jestem zajęta/chcę trochę odpocząć.” W czasach, kiedy z kazdej strony płynie krytyka rodziców, że się dziećmi nie zajmują, mamy też przeginanie w drugą stronę. A tak na marginesie: ksero przed denominacją złotego?! Szacun ;)

    1. rena napisał(a):

      a co nie pasi z ksero? toż denominacja była w 95-tym a ksero w latach 80-tych swobodnie było juz dostępne

      1. W 95 miałam 14 lat i nie przypominam sobie, żebym korzystała z ksero w tych czasach. Nawet jeśli było, to jeszcze nie rozpowszechnione na szeroką skalę. Choć ze dwa lata później w liceum już pojawiły się punkty. Pasi odpowiedź?

        1. rena napisał(a):

          pewnie zwyczajnie ich nie zauważyłaś, bo nie były Ci potrzebne :) w latach osiemdziesiatych studiowałam, korzystalismy z ksero, trzeba było kopiowac podręczniki, których nie dało się dostać w wypożyczalni (nie mówiąc o księgarniach, z których wszystkie książki znikały w tych czasach jak świeże bułeczki..)

  5. Joanna Żero napisał(a):

    A biedni rodzice, wypełniający dzieciom czas myślą, że są troskliwi i poświęcający. Tymczasem nieświadomie robią krzywdę sobie i własnym dzieciom. Dziękuję Ci Segritto za nadzieję, którą właśnie mi dałaś – można mieć dziecko i nie „ześwirować”. Z przyjemnością patrzyłam na samodzielne zabawy wymyślane przez mojego syna i szkoda mi dzieci, które dzieciństwo spędzają wyłącznie na zabawach z dorosłymi. Lub z pilotem.

  6. Paulina napisał(a):

    Bardzo podobne tezy zostały przedstawione w książce „W Paryżu dzieci nie grymaszą”. I ja się z nimi zgadzam. Sama miałam zarówno zabawy zorganizowane, jak i te, które wymyślałam sobie sama, co w efekcie pozwoliło mi wyrosnąć na człowieka, który słucha, ale nie daje sobie w kaszę dmuchać.

  7. Mój bratanek ma niecałe półtora roku, a obsługuje tablet prawie lepiej ode mnie. Trochę to przerażające gdy aby mieć chwile spokoju jego rodzice mu to dają, bo inaczej małym się trzeba zajmować, a ile to można, to męczące.. Co to się będzie działo za dwa, trzy lata, to strach pomyśleć.

  8. Renata Tokarska napisał(a):

    Wyobrażam sobie małą Matyldę z warkoczykami robiącą te wszystkie rzeczy, odbijająca piłkę od ściany i uczącą psy sztuczek. Na pewno byłaś śliczna dziewczynką, z którą nie było żadnych kłopotów, całkiem jak moja córka. Tylko w dzieciństwie moich córek światy budowało się z Playmobili, a nie z Lego. Moda taka wtedy była.

    1. Renata, na pierwszych wagarach byłam w pierwszym tygodniu szkoły (bo mama mi kiedyś powiedziała, że uczeń bez dwói to jak żołnierz bez karabinu, no i na wagary też powinno się przynajmniej raz pójść). ;)

  9. Dzień bez zbudowanej bazy był dniem straconym, a pomysły na zastosowanie (nie)zwykłego patyka na podwórku nigdy się nie kończyły. Wyobraźnia działała na najwyższych obrotach i to było piękne. Aż się rozmarzyłam. :)

  10. Też pisałam książki i czasopisma, ale nie kserowałam ich. Za to biznes „na kocyku” też miałam. Kolorowałam najzwyklejsze kamyki i sprzedawałam sąsiadom jako „magiczne”. Niestety jeden, młodszy ode mnie sąsiad się nabrał i jego ojciec był wściekły, że jego syn został oszukany na piątaka;)

  11. Katarzyna Dettlaff napisał(a):

    Głos rozsądku wyłaniający się z aktualnie panującej mody na wypełnianie dziecku czasu na maxa. 7-14 szkoła, popołudniu we wtorek basen, w środę taniec, w czwartek siatkówka, w piątek fortepian a w sobotę dziecko pada na pysk jak po dobrym tygodniu w korpo. Ten tekst powinien być obowiązkowy dla rodziców hodujących a nie wychowujących.
    ps. Ta klapa od śmietnika, która służyła za właz do wyjścia z naszego RUDEGO 102 zrobionego z gałęzi w lesie..bezcenne=)

  12. Też kiedyś robiłam gazetki. Teraz robię bloga ;) Co do tabletów i innych, na nich też można tworzyć fajne rzeczy, ale nic nie zastąpi zapachu farb plakatowych, plasteliny i, nie wiem czy ktoś kojarzy program „Mini playback show”? Inspirując się czymś podobnym przygotowywałam z koleżanką lub sama choreografie do ulubionych piosenek, wtedy Ace of Base, to potrafiło pochłonąć nas na całe dnie.

  13. Aaa, przypomniałaś mi, że też wydawałam pismo za piątaka, tyle, że o chomikach („Chomiklandia” :D).
    I to też były moje drugie zarobione pieniądze, bo pierwsze zarobiłam organizując dla rodziny i znajomych aukcję własnych rysunków, bo gdzieś usłyszałam, że jakiś tam obraz sprzedał się za tyle i tyle… Eh, wspomnienia :)

  14. Marta A. Drabik napisał(a):

    No właśnie, ale jak tu wychować dziecko na kreatywne i samodzielne, kiedy wszyscy koledzy w przedszkolu będą zasuwać z tabletami… jak tu je przekonać, że farbki są fajniejsze od Painta (albo jakiegoś innego programu do rysowania… nie jestem na czasie:P)… eh.. to wyzwanie :-)

    1. artystka napisał(a):

      Jakiś czas temu moja znajoma, która ma sześcioletnią córę dała jej do zabawy farbki i jakiś kawałek materiału (przypuszczam, że zużytą bluzeczkę) do pofarbowania, ozdobienia czy czegoś w tym stylu. Prawda, bałaganu trochę przy tym było, ale radość dziecka… bezcenna! :)

  15. Urszula Jaworska napisał(a):

    A mi się trafił trudny model dzieciaka… Od początku, wręcz od urodzenia lubi, gdy mu się powie co i jak… A ja matka wyrodna często mu powtarzam, że jak nie wie co ma ze sobą zrobić, to ma się położyć na łóżku, a może pomysł spadnie z sufitu. Mina mojego syna bezcenna… Za to drugi ma już fantazję, oj ma! Hehe … Także tego, nie zawsze to wina rodziców, niektórzy mają predyspozycje na korpoludków, tfu, tfu

    1. Sara napisał(a):

      A ja mam jeszcze inny model w domu. Podobnie jak twoje dziecko, moj syn wręcz uwielbia jasne i klarowne zasady w domu, polecenia, godziny zabaw, itp. Najlepiej żeby jeszcze mu zabawy i zajęcia zorganizować. Bardzo lubi klocki Lego, ale tylko z instrukcjami. Budowanie dowolne go przeraża. Ale z kolei w Minecrafcie – nigdy przenigdy nie budował „z instrukcji” czy poradników – 100% swobody i dzięki temu ma najwyższe oceny z informatyki w szkole, bo sam nauczył się programować. Dodam jeszcze, że jest aktorem dziecięcym (meeega kreatywnym), gra na pianinie (z nut i z głowy) i uczy się śpiewać. Nigdy w życiu nie wziął farbek do ręki, nie bawił się w żadne biznesy ani tworzenie gazetek czy latanie po dziwnych miejscach na podwórku. Ot taki jeszcze inny wytwór…
      Prawda jest taka, że nigdy w sumie nie powiedział, że się nudzi, więc nie wiem tak na 100% jak to z nim jest.

  16. Jestem przeciwniczką dawania dzieciom tabletów, jednak trafiłam gdzieś na badania wykazujące, że tablety nie są wcale destrukcyjne dla rozwoju dziecka – musi ono myśleć, kombinować, działać, podejmować decyzje itd. Dużo gorsza jest telewizja, którą odbiera się całkowicie biernie i tak, duża ilość telewizji może hamować rozwój dziecka.

    A jeśli chodzi o badania, to są już dostępne badania wykazujące, że dzieci, które miały dużą ilość zorganizowanych „odgórnie” zajęć, gorzej radzą sobie w późniejszym życiu, osiągają mniej sukcesów itd.

    Dodam jeszcze, że istnieje jeden rodzaj aktywności dorosłego z dzieckiem, z którym nie można przesadzić i im więcej tym lepiej, i korzystniej dla rozwoju dziecka – czytanie dziecku książek!

    1. artystka napisał(a):

      Telewizja to kolejny stereotyp. Przyjęło się, że jest be i ogólnie otumania. Chcę Wam powiedzieć, że wcale niekoniecznie tak musi być. Jeżeli tylko dziecko nie ślęczy przed telewizorem po kilka długich godzin dziennie (wszystko z umiarem) to telewizja też może rozwijać, na przykład wyobraźnię dziecka. Doskonale pamiętam jak po powrocie z podwórka czekałam na dobranockę, czy to były Smerfy, Bolek i Lolek czy Zaczarowany ołówek itd. Następnego dnia miałam sto pomysłów na zabawy, do których właśnie zainspirowała mnie telewizja. Sobotnie poranki to był czas spędzony z Disneyem i filmami, które w jakiś sposób uczyły wrażliwośći społecznej i dawały pojęcie o tym co dla dorosłych było oczywiste, a co dziecko chłoneło jak gąbka.
      Może to zabrzmi śmiesznie, ale to właśnie dzięki jednej kreskówce (o ile dobrze kojarze japońskiej) zaczęłam marzyć o podróżach. Tak się szczęśliwie składa, że mieszkam teraz w jednym słonecznym kraju, a to wszystko dzięki inspiracji z telewizji.
      Więc czytanie książek jak najbardziej, a może nawet i przed wszystkim, ale z drugiej strony myślę, że warto dać dziecku także i takie bodźce.

      1. Tak jak napisałam, miałam na myśli dużą ilość telewizji, a nie telewizję w ogóle. Kiedyś w ogóle nie było zagrożenia telewizją, bo bajki dla dzieci leciały 10 minut dziennie, teraz jest kilka kanałów nadających 24/7. Inne czasy, inne zagrożenia.

  17. Edyta Ppp napisał(a):

    Seg, jak (prawie) zawsze masz rację. Mi się przypomniało, że nagrywałam na kasecie magnetofonowej audycje i potem je puszczałam znajomym i mamie. Rodzice specjalnie nie spędzali ze mną czasu, przynajmniej nie odkąd pamiętam, czasem jakiś chińczyk czy karty, albo z tatą oglądanie atlasu. Pamiętam, że bardzo chciałam mieć rodzeństwo, ale nawet nie dlatego, że mi się nudziło, tylko z samotności. Bardzo mi brakowało, żeby jak już zbuduję jakąś twierdzę ze stołu i koców, aby mieć tam z kim się schować. Brata się doczekałam dopiero jak miałam 6 lat i to już było troszkę późno.
    Co do elektroniki to właśnie mam dylemat, czy w ogóle dziecku zabronić i nie zaznajamiać zanim nie skończy powiedzmy 10 lat, czy da się jakoś tą kreatywność przez nowoczesne technologie rozwinąć, bo też nie chce żeby dziecko było analfabetą elektronicznym i nie wiedziało jak włączyć kompa.

  18. Anna napisał(a):

    Nie lubię psioczenia na tablety i smartfony, tego całego „za moich czasów nie było…”. No i dobrze. Nie było. A teraz jest i należy dostosować się do zmieniającej się rzeczywistości, a nie obstawać przy swoim-sprawdzonym, ale może przestarzałym i już nieatrakcyjnym dla dzieci sposobie myślenia, spędzania czasu itp. Każda przesada jest niezdrowa: ani dziecko które ciągle siedzi na tablecie, ani dziecko, które ciągle czyta książki, ani dziecko, które nie je nic poza owocami i warzywami nie będzie się miało dobrze. Tablet można wykorzystać na tysiące kreatywnych sposobów, a jego plus jest taki, że jednocześnie uczy się dziecko obycia z technologią, która jest przyszłością, nie da się od niej uciec, wiec dlaczego swoim przywiązaniem do zapachu plasteliny i „normalnych” zabaw mamy krzywdzić, wręcz upośledzać dziecko?

    Ale poza tym krótkim fragmentem, bardzo mi się tekst spodobał.

  19. „Będzie dzwoniło do obcych ludzi i robiło ich w balona”
    Teraz dopiero sobie uświadomiłem jak smutne będzie dzieciństwo tych, którzy nigdy tej przyjemności w swoim życiu nie doświadczą.

  20. Yam napisał(a):

    Moje pierwsze zarobione pieniądze to woda z cukrem sprzedawana koleżankom i kolegom z przedszkola. Boszz, mało mnie wtedy nie wywalili:)

  21. Pamiętam, że będąc dzieckiem nudziłam się non stop. Przybiegałam do rodziców i babci, ale często słyszałam tylko „wymyśl coś, pobaw się czymś, idź się czymś zajmij”. Dzięki temu nauczyłam się kreatywnego myślenia, organizowania sobie zabawy i zajęcia się samą sobą. Dzisiaj im za to dziękuję. :)

  22. Ach te dziecięce biznesy. Ja sprzedawałam agrest zza lady z kartonu. To były czasy. Książkę też pisałam, a nawet wiersze (które były tak mroczne, że zaliczyłam poważną rozmowę). Teraz powróciłam do korzeni :D Agrestu nie sprzedaję, ale założyłam bloga, a co!

  23. Matko z córką, sprzedawanie kwiatków, skręcanie wtyczek do prodiża, czego to człowiek nie robił. Ale też sporo zależy nie tylko od wychowania, ale predyspozycji. Jedne dzieci, takie jak my, po przebudzeniu, kiedy rodzice jeszcze śpią, będą leżeć w łóżku i udawać, że ich palce są ludzikami, które ze sobą rozmawiają. Wymyślać, kombinować. Inne się w tym nie odnajdą, bo nie każdy jest takim odludkiem ;). Prawdą jest, że warto za młodu wytrenować, poprzez zabawy, różne umiejętności. Bo można ich nie lubić, ale, jak to w złośliwym życiu bywa, mogą się potem bardzo przydać :).

  24. Emilia Kuligowska napisał(a):

    ja byłam właśnie dzieckiem pół na pół – mama czasem grywała ze mną w chińczyka, warcaby lub wilka i owce, ale to moja babcia osiągnęła pełne mistrzostwo w bawieniu się ze mną. zajmowała mnie, ale absolutnie nie pozbawiając mnie tej kreatywności, którą daje nuda, zupełnie nieświadomie (bo nie mówiło się wtedy aż tyle o tym jak się bawic z dziećmi – dziecko to było dziecko). otóż babcia kładła się na kanapie, odpoczywała, ja włączałam kasetę w magnetofonie i nagrywałyśmy. jeździłyśmy pociągiem w różne miejsca świata (ja siedząc okrakiem na miotle, a babcia leżąc na kanapie), a ja opowiadałam kto obok nas siedzi, co widać za oknem, co bedziemy robić jak dojedziemy. babcia tylko wydawała dźwięki pociągu itd. i te zabawy pamiętam najlepiej z całegobdzieciństwa, choć w wolnym czasie pisywałam i pamiętniki, i książki z własnymi obrazkami, gotowałam zupy z mąki i farbek, ustawiałam sklep lub bawiłam się w dom. a dodatkowo – znalazłam ostatnio owe kasety i poza wspomnieniami mam cudowną pamiątkę. polecam wszystkim dzieciatym i wnuczatym! ;)

  25. U nas nie ma dnia bez kreatywnej zabawy. Na szczęście Kinia nie jest maniaczką komputerową, czy tabletową. Nie mówię, że nie korzysta, ale może to dzięki temu, że jej nie zabraniałam i nie wyznaczałam dokładnego czasu, które może przed nimi spędzać po prostu ją do nich nie ciągnie. Jeśłi już w coś gra to są to także głównie gry w gotowanie, ozdabianie itp. wymagające inwencji twórczej dziecka. Ale i tak większość dnia to rysowanie kredkami, pisakami, malowanie farbami (szczególnie lubi te do malowania palcami), ciastolina, wylepianki, wyklejanki, układanie klocków itp. A ze swojego dzieciństwa pamiętam jak tworzyłam różne książki, pisałam, rysowałam ilustracje. :) Jednak takie twórcze zabawy są najlepsze.

  26. Tak sobie myślę, że ja się w dzieciństwie chyba nigdy nie nudziłam i nie było potrzeby, aby ktoś wymyślał mi zabawy. Potrafiłam godzinami siedzieć z klockami lego, rysować, malować, lepić z gliny, czy robić figurki z masy solnej. A jeśli znudziło mi się siedzenie w domu, wychodziłam na dwór i obdzwaniałam domofonem wszystkie koleżanki, czy wyjdą pograć w gumę, piłkę, czy pobawić się w państwa-miasta. Z koleżankami miałyśmy swoje kluby i każdego dnia u którejś było spotkanie. Też miałam swoje czasopismo, nawet horoskop na jego potrzeby wymyślałam :D Mam nadzieję, że moje (przyszłe) dziecko, chociaż troszkę tej kreatywności odziedziczy po mnie w genach ;)

  27. na brytyjskim „podwórku” jest bardzo nie dobrze jeśli chodzi o „rozszczeniowe” dzieciaki wyższej kasty. Nastolatki/ i nawet osoby kończące edukacje są już tak życiowo nieporadne, że ponownie UK zaczyna tonąć w nepotyźmie pracowniczym! coś strasznego, te dzieciaki są tak nieprzystosowane do życia! często nie umieją jednak utrzymać stanowiska, bo przecież trzeba pracować, wydusić z siebie cosik, a nie tylko pierdzieć w stołek i tak trafiają na zasiłek, a UK to państwo zdecydowanie za bardzo socjalne, więc lepiej im wegetować na zasiłku u rodziców niż postarać się i wyjść z inicjatywą życiową. od zeszłego roku w curriculum wprowadzono praktyki zawodowe w szkołach średnich, by właśnie dzieciakom uświadomić , co to praca! tylko problem dalej tkwi także w rodzicach, którzy te dzieciaki tak nieszczęśnie „tresują” …zaczyna się od ipod,padow, mac’ow, przez wycieczki szkolne do Orlando, Milanu, super ciuszki, zajęć dodatkowych w opór…..wszystko podane na talerzu, kreatywne podejście do swojego czasu??? hmmm kreatywnie te dzieciaki to mogą wystawić tylko nową focię na FB:( P.S. hej ja też wydawałam hand made gazetkę w latach młodości, egzemplarzy 6 dla wszystkich sąsiadów moje babci na wsi :D :D super sprawa!

  28. Nie przypominam sobie, żebym się w dzieciństwie kiedykolwiek nudziła! To ja wymyślałam zabawy, nawet zogranizowane ćwiczenia dla koleżanek. :)

  29. Zuza napisał(a):

    Przeczytalam pierwsze zdanie i pomyślałam do siebie „powiedzieć żeby posprzątać”. Moja mama zawsze tak robiła, wystarczyło parę razy i przestałam pytać. Wszystko było przecież lepsze od sprzątania, nawet nuda czy np. książki które później pokochałam. Dla mnie to zawsze była jedyna słuszna odpowiedź;)

  30. Prawda jest taka ze puki bedzie leciec w Tv czy na kompie czy chocby w tablecie kolorowa bajka z wartka akcja to zadne dziecko nie pojdzie i nie wezmie zabawki do reki. Widze to po swoich. Stos zabawek w salonie i w pokoju i wszystko lezy i sie kurzy puki bajki leca na kompie. A dzieci znudzone i tak. Bajki przyciagaja bo sa kolorowe, obraz szybko sie zmienia i gra muzyczka. Nie potrzeba wtedy wyobrazni by bylo ciekawie i nic nie musi dziecko robic. Ale to takie tracenie czasu i mam wrazenie ze dzieci nei wiedza wtedy co to znaczy dobra zabawa. Ja w dziecinstwie bylam co chwile nauczycielka i mialam tone ”dziennikow” porobionych z zeszytow i czas lecial niewiadomo kiedy. Niemowie by calkowicie zrezygnowac z bajek w koncu my dorosli tez nieukrywajmy to lubimy siedziec troche przy komputerze dla rozrywki. Ja dzieciom od czasu do czasu te bajke czy 2 puszcze,ale najlepsze zabawy moje dzieci wymyslala jak po tej bajce ”komputer idzie spac” . Chwile pomarudza i po kilku minutach juz caly pokoj w zabawkach a corka z synkiem chichocza po katach.

Dodaj komentarz