Mój wewnętrzny dzikus

Ci, którzy mnie dopiero co poznają, mają mnie za osobę dość odważną, bezpośrednią i towarzyską. Ci, którzy znają mnie trochę lepiej, uważają, że jestem bardzo odważna, bezpośrednia i towarzyska. Ale najbliżsi przyjaciele, którzy znają mnie od lat, mieli okazję widzieć, jak zamykam się w sobie, uciekam od ludzi, zachowuję jak dzikus i wstydzę tak, że nie umiem poprawnego zdania skonstruować. Tak. Zdarza mi się to.

Ponieważ psychologiem nie jestem a chwilowy brak internetu uniemożliwia mi przeprowadzenie gruntownego riserczu, pozwólcie, że tylko na swoim przykładzie opiszę Wam tę dwoistość natury, którą w samej sobie obserwuję – i którą, jestem pewna, ma też wielu ludzi z pozoru odważnych i towarzyskich.

Boję się telefonować.

Niby to tylko telefon po pizzę albo do urzędu, żeby sprawdzić, w jakich godzinach są czynni. A ja tego nie znoszę. Odwlekam takie telefony w nieskończoność lub zwalam na kogoś innego, jeśli to tylko możliwe. Na samą myśl o rozmowie z kimś obcym, kto będzie na mnie trwonił swój czas, przechodzą mnie ciarki. Gdy jeszcze do tego rozmówca “nie uśmiecha się głosem”, jest oschły i słychać, że się spieszy – a kompletnie tracę rezon i zaczynam pieprzyć trzy po trzy, czasem tracąc oddech lub mówiąc tak szybko, że trudno mnie zrozumieć. Podobna głupawka dopada mnie przy wystąpieniach publicznych albo przy autorytetach lub po prostu ludziach, których podziwiam za ich twórczość.

Regularnie potrzebuję samotności

Nie przepadam za zapraszaniem ludzi, których dobrze nie znam, do siebie do domu, bo po kilku godzinach spędzania z nimi czasu mam ochotę być sama – a głupio mi tak ich zostawić samych lub, co jeszcze trudniejsze, wyprosić ich z domu. Z przyjaciółmi nie mam tego problemu, bo oni rozumieją, że czasem mam dość. Dlatego dużo bezpieczniej jest spotkać się na mieście, gdzie mogę w pewnym momencie po prostu wrócić do siebie, tłumacząc się zmęczeniem. Bo to faktycznie tak działa – męczy mnie aktywność towarzyska i potrzebuję te kilka godzin dziennie być sama. Czasem, gdy kilka dni z rzędu spotykam się z ludźmi, taka ucieczka w samotność trwa nawet tydzień lub miesiąc. Siedzę wtedy sama w domu, gram lub pracuję.

Test mieszkania razem lub wspólnej podróży.

Kiedyś mieszkałam dłuższy czas z przyjaciółką, z którą wcześniej fantastycznie sie dogadywałam na stopie zwykłych spotkań towarzyskich. Niestety podczas mieszkania razem okazało się, że ona zupełnie nie potrzebuje samotności – podczas gdy mnie zabijało to spędzanie każdej godziny razem. Nie umiałam się w tym odnaleźć, wpadłam w dziwnego doła, zaczęłam nawet mieć objawy psychosomatyczne nerwicy. Nie potrafiłam jej wytłumaczyć, że cholernie potrzebuję tych kilku godzin dziennie bycia samej. Po prostu. Gdy wychodziła na spacer lub na miasto, chciała, żebym poszła z nią. Gdy odmawiałam, ona też zostawała w domu. Gdy sama chciałam wyjść, oferowała towarzystwo i zupełnie nie rozumiała, że mogę tego nie chcieć. Nie dlatego, że jej nie lubię, tylko dlatego, że bez tego zwariuję. Dlatego też kilka osób, z którymi się wcześniej przyjaźniłam, zupełnie nie przetrwało próby wspólnej podróży. Spięcia i kłótnie, jakie się podczas takich wyjazdów narodziły, zniszczyły naszą relację.

Sprzątanie

W czasach studenckich często organizowałam imprezy u mnie w domu. Przyjaciele pamiętają, że gdzieś w środku nocy, po kilku godzinach takiej imprezy, zaczynałam kompulsywnie sprzątać. Po części dlatego, że nie chciałam, żeby mama rano zastała bałagan w domu – ale też po części dlatego, że to był mój sposób na nie-bycie towarzyską wśród ludzi. Odmawiałam propozycjom pomocy, latałam po domu w poszukiwaniu szklanek i talerzy, wyrzucałam śmieci, zmywałam naczynia, zamiatałam podłogę. I to pewnie też sugerowało gościom, że czas się zwijać lub iść spać na kanapę. Tłumaczyłam, że jestem już zmęczona, ale gdy w końcu szłam spać do pokoju, potrafiłam jeszcze godzinę lub dwie siedzieć na internecie lub czytać książkę.

Problem z asertywnością

Nie umiem odmawiać. Uczę się tego, staram przełamywać, ale bardzo często prokrastynuję, żeby tylko odwlec odmowę w czasie. W mojej skrzynce odbiorczej na fejsie i na mailu jest mnóstwo maili od znajomych, którzy chcieli, żebym na blogu opublikowała jakiś tekst proszący o pomoc finansową dla jakiegoś psa, dziecka lub znajomego. Wiem, że nie od tego jest blog, żeby zalewać go takimi publikacjami i wiem, że mogę po prostu odmówić takiej publikacji, ale kompletnie nie wiem, jak to napisać, żeby nie urazić osoby proszącej – nawet jeśli jest to jakiś znajomy znajomego sprzed lat i nie jesteśmy blisko. Zostawiam bez odpowiedzi.

Nieśmiałość

Dała mi w kość w podstawówce i liceum. Nie umiałam wtedy zjednywać sobie przyjaciół, nie miałam powodzenia u chłopców. Na szkołach zimowych i imprezach szkolnych byłam zawsze z boku, milcząca, obserwująca, sztywna, gdy ktoś próbował ze mną rozmawiać. Kilkakrotnie docierały do mnie słuchy, że inni oceniają mnie jako wyniosłą i zadzierającą nosa. Dzieci nie odbierały mojego milczenia jako braku odwagi – tylko jako postawę oceniającą. Uznali, ze celowo się alienuję i że najprawdopodobniej ich nie lubię. Długo zajęło mi wychodzenie z tego problemu (nawet napisałam kiedyś tekst o kilku prostych trickach, których sama uczyłam się latami), ale do dziś zdarza mi się, że ktoś źle odbiera moje zachowanie.

Nie jestem introwertykiem, a jednak mam w sobie kilka typowo introwertycznych cech. Nie jestem nieśmiała, a jednak czasem boję się ludzi i kontaktu z nimi. Z niektórymi takimi cechami staram się walczyć, ale niektóre – zwłaszcza tę potrzebę samotności – cenię, bo pozwalają mi czerpać energię i tworzyć. Piszę o tym, bo jestem ciekawa, czy też przeżywacie podobne emocje i macie takie obserwacje względem samych siebie. No i mam nadzieję, że jeśli ktoś Was kiedyś zostawi w środku imprezy albo będzie dziwnie z Wami rozmawiał przez telefon, nie posądzicie go o złe intencje i negatywne emocje – tylko zrozumiecie, że czasem największy cwaniak może być jednocześnie zwykłym dzikusem. :)

Komentarze do wpisu: 67 Napisz komentarz

  1. Ja też tak mam! A już myślałam, że tylko ja zachowuję się jak dzikus sprzątając w trakcie imprezy albo znikając… do kuchni zmywać naczynia. Jakbym czytała o sobie, w każdym punkcie, a nawet we wstępie i zakończeniu. Uważam, że taki wewnętrzny dzikus i ta potrzeba samotności jest mi potrzebna, dla zdrowia psychicznego, mojego i innych. Zwłaszcza mojego. I tak, nigdy nie zamówiłam pizzy przez telefon.

  2. Katis napisał(a):

    Niestety nie mogę napisać, że mam podobnie, bo jestem introwertyczką, choć w kilku punktach wszystko się zgadza. Też wolę spotykać się na mieście z przyjaciółmi, bo mogę wtedy wyjść o której chcę- zazwyczaj wychodzę pierwsza, bo męczy mnie ich towarzystwo, choć ich lubię. Taki mały paradoks. ;)
    Jeśli chodzi o Ciebie, to może jesteś po prostu ambiwertyczką? :)

      1. Nikt nie jest w 100% intro- ani ekstrawertykiem, bo to byłby poziom bliski szaleństwa :) W dodatku szczególnie introwertycy są od małego szkoleni i poprawiani, żeby pasować do bardziej pożądanego wizerunku ekstrawertyka, więc większość z nas całkiem nieźle nauczyła się w tym wszystkim funkcjonować :)

  3. Świetny tekst! Ja też nie cierpię telefonować! Wolę załatwić sprawę osobiście albo napisać, telefonuję tylko w ostateczności.
    Też mam tak, że uwielbiam uciekać w samotność :-). Nic nie robi mi tak dobrze, jak spędzenie czasu we własnym towarzystwie, pomimo tego, że uwielbiam spotykać się z innymi ludźmi. Jednak przychodzi taki czas, że po prostu muszę poprzebywać sama ze sobą.
    Uff, a już myślałam, że tylko ja jestem takim dzikusem :-D

  4. Iwa Obara napisał(a):

    Mam bardzo podobnie. Z tym sprzątaniem to dopiero z wiekiem przyszło. Gdy czasem mówię, że jestem nieśmiała to słyszę taa jasne… Samotności potrzebuję jak powietrza dobrze się czuję sama ze sobą:)

  5. cactai napisał(a):

    Też jestem dzikusem! Najgorzej mam z nieśmiałością, mieszanie grup po każdym semestrze na studiach to makabra. Normalnie czuję się niezbyt komfortowo wśród obcych osób, ale przebywanie z ludźmi którzy znają się i są dobrani w mniejsze lub większe grupki, gdy samemu stoi się na uboczu i nie potrafi do nikogo zagadać ssie. A to że zaczynam się do nich przyzwyczajać i w miarę normalnie rozmawiać dopiero pod koniec semestru, kiedy wiem że nas i tak pomieszają znowu, ssie jeszcze bardziej.

  6. Oliwia napisał(a):

    Jakbym czytała o sobie! A sytuacja z koleżanką-współlokatorką, dokładnie taka sama. Też już nie utrzymujemy kontaktu. Działała na mnie jak wampir energetyczny, gdy zajmowała zbyt duża część czasu w ciągu mojego dnia stawalam się rozdrazniona, śpiąca, otępiała. I to nie tylko ona tak na mnie działała, z niektórymi osobami muszę mieć do czynienia cały czas.
    Totalnie Cię rozumiem!

  7. Pod większością się podpisuję, dodałabym jeszcz, że nie potrafię wypytywać ludzi o ich życie. Zawsze kiedy zadaję pytania mam wrażenie, że się narzucam i jestem nachalna. Potem wychodzi, że znam kogoś długo, a nie wiem o nim banalnych rzeczy. Tak też przepadło pewnie kilka fajnych znajomości, bo jak ktoś się nie odzywa to ja nie umiem nagle wyskoczyć z jakimś „hej, co słychać?”… ;)

    1. Siri napisał(a):

      Mam to samo. Rzecz tym gorsza, że im jesteś starsza, tym częściej zdarza się przebywać ze starszą częścią rodziny (wujostwo, ciotki), które nie mają problemu z wypytywaniem o moje życie, za to ze zwykłym „i co tam u was słychać, co porabiacie?” mam już duży problem.

  8. Też tak mam. Nienawidzę rozmawiać przez telefon, muszę się przymuszać za każdym razem, chyba, że dotyczy to mojej najbliższej rodziny lub chłopaka. Wtedy jest ok.
    Nie sprzątam na imprezach, ale nigdy nie zostaję na nich do końca, przeciwnie, przeważnie jestem jedną z pierwszych osób, która ma dosyć.
    Kocham swoje własne towarzystwo tak, że czasem mnie to przeraża. Mogę siedzieć sama ze sobą w domu przez kilka dni i czuć się z tym super.

    Przez lata świadomej pracy wyrobiłam w sobie cechy bardziej ekstrawertyczne, szczerze uwielbiam przebywać z ludźmi, jestem ich bardzo ciekawa i bardziej przebojowa, chodzę na imprezy, załatwiam sprawy przez telefon (choć niechętnie).

    Ciągle jednak myślę o sobie jako o dobrze przystosowanym społecznie introwertyku. Ciekawa jestem, skąd Twoje przeświadczenie, że nie jesteś introwertykiem. W sumie wymienione punkty by na to wskazywały :)

    Pozdrówki!

  9. O, to, to.
    Odwlekam telefony. Często uchodzę wśród obcych za osobę ‚uważającą się za lepszą od innych’ (uwielbiam to określenie). Mam dużą potrzebę samotności, co bywało problemem na rozmaitych zimowych szkołach i obozach harcerskich. I często wychodzę z mieszkania minutę później, jak usłyszę przez drzwi, że sąsiad też właśnie wychodzi ;)

  10. „Mam tak samoooo jak Tyyyy”… Jeśli chodzi o punkt pierwszy, myślałam, że uporałam się z tym strachem po miesiącu pracy w telewizji, gdzie codziennie wykonywało się dziesiątki telefonów do różnych osób – tych niższych, ale i wyższych rangą. Przyzwyczaiłam się i po tym czasie telefony wykonywałam już z automatu. No, a później wróciłam na studia, przestałam gadać z ludźmi (oprócz oczywiście rodziny, bliskich, no i pomijając „przymusowy” kontakt czy to z wykładowcą, czy panią w spożywczaku) i strach wrócił – może nie taki jak kiedyś, ale nadal jest… Nawet do zamawiania pizzy deleguję swojego mężczyznę. Aż mi głupio.

  11. Siri napisał(a):

    Segritta, nawet sobie nie wyobrażasz ilu ludzi tak ma. I własnie takich z pozoru pewnych siebie, otwartych i bezpośrednich. W tym ja. Najbardziej nas łączą te telefony. Chryste, jak ja ich nie znoszę. Nawet odbierania (często nie odbieram – różnie to bywa, raz wynikają z tego kłopoty, raz nie, ale no nie moja wina, że wręcz wpadam w panikę jak widze obcy numer). Dzwonienie to już w ogóle jakiś koszmar. Nigdy nie wiem, co powiedzieć. Ostatnio mam mniejszy problem z dzwonieniem po pizzę, bo traktuję to jako bardzo niezobowiązującą rozmowę, ale rozmawiać z jakimś urzędnikiem, załatwiać coś… No jęzor sam się plącze. Asertywnośc to już w ogóle kosmos. Jasne, umiem odmówić, ale jak znajomy prosi o pomoc czy coś w tym stylu… Nie no, nie wiem, jak się zachować. Naprawdę nie chcę nikomu sprawiac przykrosci. No i ta nieszczęsna nieśmiałość. To zawsze zostaje w człowieku, jeśli się w szkole było tą mniej atrakcyjną, szarą, niewyróżniającą się dziewczyną. I to nic, że po latach wygląda się już normalnie i całkiem często słyszy „ładna” (może zbyt skupiam się na urodzie, ale u mnie to bardzo przekładało się na pewnośc siebie gdy byłam młodsza) to jednak gdzieś to nadal w człowieku zostaje.

  12. Mam to samo z telefonami… Pizza jeszcze jakoś idzie, ale zadzwonić do banku czy do kogoś obcego (np. z polecenia aby coś załatwić) to już dla mnie ogromne wyzwanie…

  13. Przez telefon zero stresu. Ogarniam klientów i współpracowników, pełen luz. Ale na żywo… o Jezu. MASAKRA. A nikt by się nie domyślił, jak bardzo krępują mnie czasami rozmowy z żywymi ludźmi :P

  14. Latami zmuszałam się do dzwonienia, załatwiania spraw w szkolnym sekretariacie, zapisałam się do kółka debatowego – wszystko po to, żeby pozbyć się tej dziwnej nieśmiałości. Z mówieniem „nie” też miałam przeboje – wyrzuty sumienia nawet, jeśli miałam rację odmawiając. Lata pracy nad sobą dały tyle, że dziś czuję jedynie wewnętrzny dyskomfort robiąc tego typu rzeczy.

    Za to z potrzebą samotności nie walczę – to mi jest – podobnie jak Tobie – potrzebne do podładowania akumulatorów. Kto mnie zna – ten rozumie, kto zrozumieć nie chce, uważa mnie za dziwadło i dzikusa z humorami. Na szczęście opinią tych drugich już się nie przejmuję [tylko czasami o tym zapominam :P]

  15. shithappens225 napisał(a):

    Tak, mam tak samo! Do telefonów już przywykłam i nauczyłam się całkiem nieźle z tym radzić. Czasem tylko jakiś jeden głupi telefon do dziekanatu, szczególnie w wakacje, odwlekam przez kilka dni… Gorzej z asertywnością… Mam wrażenie że im starsza jestem tym bardziej to postępuje, a przejawia się dokładnie tak samo jak u Ciebie. Najczęściej kończy się brakiem odpowiedzi i udawaniem, że totalnie zapomniałam o prośbie, a w efekcie wyrzutami sumienia przez to ze taki ze mnie tchórz :P.

    Najsmutniejsze jest to, że zaczęło się to u mnie jakoś w liceum. Wcześniej byłam zawsze tą pierwszą żeby zadzwonić, iść zapytać i coś załatwić. Z szalonej ekstrawertyczki stałam się czymś po środku i sama nie wiem czy mi z tym dobrze oO

  16. Podpisuję się pod wszystkimi powyższymi punktami, choć ja akurat zdecydowanie jestem introwertykiem. Przy czym trzeba wyraźnie zaznaczyć, że introwertyzm to coś zupełnie innego niż nieśmiałość. Nie unikamy ludzi dlatego, że się ich boimy czy wstydzimy, tylko po prostu… nie mamy potrzeby wchodzić z nimi w interakcje :) Bardzo długo zajęło mi zaakceptowanie faktu, że mogę jednocześnie kogoś lubić i nie mieć ochoty na wspólne wyjście.
    A telefony to w ogóle pogięty wynalazek, nie wiem dlaczego w dobie emaili, SMSów i Facebooków wciąż tyle osób upiera się na dzwonienie :)

  17. Z telefonem mam tak samo. Nie wiem czy jesteś dzikusem. W wykonywaniu telefonu najbardziej denerwuje mnie przedłużanie rozmowy. Lubię konkretnie i na temat :)

  18. Klaudia eS napisał(a):

    Ja się dopisuje do klubu, przede wszystkim ze względu na telefony i brak asertywności, też zdarzało mi się raczej zignorować czyjąś prośbę niż odmówić. A swoją nieśmiałość już od liceum nazywałam tchórzostwem i ten tchórz nadal czasem ze mnie wychodzi w kontaktach z ludźmi. Tylko w gronie najbliższych mi osób potrafię nie być ‚cicha, spokojna i nieśmiała’, kiedyś uważałam to za przekleństwo ale z czasem jakoś się człowiek przyzwyczaja do bycia sobą :)

  19. Karolina Łuszczyńska napisał(a):

    Też tak mam. Oprócz sprzątania. A jak muszę wykonywać w pracy telefony, to już w domu jak trzeba zadzwonić to pizze to zawsze proszę kogoś innego żeby to zrobił.

  20. Asia Jaśka Jankowska napisał(a):

    Telefonów nauczyła mnie praca, choć i tak nadal tego nie lubię. A potrzebę samotności znam bardzo dobrze. Najciężej dla mnie było na obozach harcerskich – prawie miesiąć zawsze wśród ludzi. Pod koniec potrafiłam być nieznośna, bo już miałam dość. Poszłam na kilkadziesiąt minut bycia samą i od razu lepiej. Ale mam to też po rodzicach. Po długim dniu, lubią pójśc na godzinny spacer do lasu. Wychodzą podobnie, wracają podobnie, każde idzie w swoją stronę.
    W kwestii nieśmiałości, u mnie to chyba jest kwestia tego, że dość wolno myślę i analizuję różne rzeczy, więc czasem nie nadążam za rozmową. Ale czasem też sie po prostu wyłączam i wegetuję i mi jest dobrze z ludźmi, ale nie mam ochoty się bardziej angażować. A znajomi się już przwyczaili do tego, że, jak się spotykamy, wyjmuję szkicownik i ołówek i mam wtedy taką moją cząstke świata. Uczestniczę w rozmowie itd. ale nie czuję się nią przeciążona.

    Kiedyś w nawale siedzenia w BuzzFeedzie natrafiłam na ten filmik. https://www.youtube.com/watch?v=PuXRmm0ueNI Wydaje mi się, że bardzo dobrze mnie określa i może sama też się w tym odnajdziesz. Jest o ambiwertyku – to coś pomiędzy ekstrawertykiem a introwertykiem.

    1. Anna Dawid napisał(a):

      I ja tak mam, niestety nie nabrałam jeszcze ogłady. Mam przeskoki kiedy
      jestem duszą towarzystwa i takie kiedy zlewam się ze ścianą, i większość
      osób w otoczeniu uważa mnie za dziwaka. Dziękuję za ten post bo wiem że
      nie jestem sama.

  21. Majakisenne napisał(a):

    Jakiś czas temu zastanawiałam się jakbym nazwała bloga, gdybym miała takiegoż założyć. Padło na dzikus i teraz czuje się nieoryginalnie. Nie-dziękuje.
    Oczywiście – ja też tak mam ;)

  22. Jestem, jestem. Nigdy nie przestanę biec z wilkami. Chodzić swoimi drogami i kochać samotności z wyboru. Z sobą.
    Reszta mnie nie dotyczy (poza wspólnym mieszkaniem – tu są tylko wyjątki), ale tylko dlatego, że z wiekiem to przepracowałam, bo mi przeszkadzało, ale pamiętam ile pracy nad sobą mnie to kosztowało. Dziś jestem dużym Smokiem.
    Bycie dzikusem jest wolnością. Uśmiechnęłam się do tego tekstu i do Ciebie.

  23. Telefony – mój koszmar.. pociesza mnie, że nie jestem sama bo już myślałam, że to ja jakaś nienormalna jestem. Jak mam gdzieś dzwonić to odwlekam ile siè da :D
    Nie mówiąc już o tym, że jakis czas temu jednym z moich obowiązków było zastepowanie Pani w Sekretariacie. Jak szla nawet na 1 dzień urlopu to ja już na kilka dni przed przeżywałam, że będę musiala telefon odbierać i użerać się z ludźmi.. masakra.

  24. Edzia napisał(a):

    Jakbym o sobie czytała :) Może oprócz tego sprzątania :)
    Raz koleżanka z liceum powiedziała mi nawet, że na początku pierwszej klasy myślała, że się strasznie wywyższam, a ja tylko nie bardzo umiałam do nikogo zagadać, a nawet podejść i się przedstawić.

  25. Pierwszy akapit – totalnie ja! <3
    A co do dzwonienia gdzieś to mam tak samo, z tym że u mnie objawia się to także nieodbieraniem telefonów od obcych – nie raz już ignorowałam kuriera bo bałam się odebrać nieznanego mi numeru :( ale uczę się! i jest coraz lepiej :D
    fajny tekst, miło wiedzieć, że nie jest się jedynym ze swoją dziką naturą :D

  26. Czemu piszesz, że nie jesteś introwertykiem? Skoro to wszystko brzmi, jak typowy introwertyzm:)
    Swoją drogą, tak, też tak mam, w każdym punkcie. Może poza asertywnością – jej się już nauczyłam (ale lekko nie było, i rzadko, ale zdarzają się gorsze momenty).

  27. Dobrze wiedzieć, że nie jestem sama! Wszystko oprócz ostatniego punktu pasuje również do mnie. I jak wytłumaczyć komuś, że można nie lubić rozmawiać przez telefon?!

  28. Marta napisał(a):

    Mam to samo i wiem, że tak, jestem introwertykiem :P Owszem, w pracy jestem postrzegana jako wygadana i towarzyska, na imprezach nie mam problemu z rozmową z ludźmi, jak już na imprezę trafię. Lubię grać w planszówki ze znajomymi, czy iść do kina. Ale wolę spędzić wolny weekend, kiedy mój Konkubent ma jakiś wyjazd, grając w gry i jedząc zamówione żarcie, a odbieranie tegoż jest moim jedynym kontaktem z drugim człowiekiem przez dwa i pół dnia. Kiedy oboje jesteśmy w domu, a jesteśmy po pracy i porozmawialiśmy co u kogo i co nam na duszy leży, to On wie, że ja potrzebuję mieć ciszę i robienie „swoich” rzeczy i to jest taka moja samotność mimo, że On siedzi 10cm ode mnie. Na szczęście opanowaliśmy umiejętność bycia obok, ale „samotnie”. Jeden dzień weekendu każde ma dla siebie, czyli np. w sobotę gdzieś idziemy, kino, przyjaciele, knajpka, ale niedziela, poza szybkimi zakupami rano, to indywidualne zajęcia. Dla mnie to się równa całemu dniu przed PCtem, PS4 albo nad książką. Tak, jemy razem obiad, pogadamy, ale to taka samotność obok siebie :) Ale tak, lubię być sama sama.
    Telefony musiałam opanować przez pracę, ale nadal wolę zamówić przez pizzaportal, niż zadzwonić bezpośrednio (cześć i chwała, że można zamawiać on-line!). Kiedyś zawsze zrzucałam takie zadania na ludzi obok.
    Na studiach miałam moment, że mieszkałam z kimś, moment trwał 3 lata i dla jedynaczki, która zawsze miała swój pokój był czymś nowym. Ale przeszło mi. Potem już zawsze była „jedynka” i tak, socjalizowałam się ze współlokatorstwem, bardzo zżyci z większością byłam, ale jednak samotność + komputer/książka = <3
    Nie jesteś sama :)

    1. Marta napisał(a):

      A, co do mówienia „nie” – umiem, ale przychodzi ciężko. Tym bardziej, jak moja odmowa jest postrzegana jako bycie niemiłą i wredną wręcz. Ale cóż, powtarzam sobie – mnie ma być wygodnie i dobrze, nie kosztem dobra innych, więc skoro coś dla mnie będzie niewygodne i nie będzie mi z tym dobrze – nie i koniec. Chyba, że to ktoś bliski, wtedy przeżyję niewygodę ;)

  29. Cale zycie mialam problem z pytaniem ludzi o droge. Z niczym innym – w zasadzie jestem tak bezczelna, ze malo we mnie strachu przed ludzmi, ale pytania o droge mnie mordowaly. Kiedy jezdzilam z rodzicami w miejsca, gdzie nie mowiono po polsku, przynajmniej raz dziennie byla awantura o to moje pytanie. Bardzo dlugo z tym walczylam, za kazdym razem pytajac sie na powaznie: co najgorszego moze mi sie stac w tej sytuacji? i ostatecznie wygralam. A wiec jest pewnie i szansa dla telefoniarzy :)

  30. Wiele z tego co napisałaś znajduję i w sobie. Niektóre rzeczy pomogła mi przełamać praca np telefony czy wystąpienia, bo zwyczajnie nie było od tego ucieczki. Choć nadal czasem się z tym blokuje, najgorsze są spotkania z nowymi osobami, którzy nijak nie wydają się nawet odrobinę sympatyczni. Tacy paraliżują mnie w ułamek sekundy!

  31. Mam tak samo- W samotności ładuję baterie by móc spędzać czas z ludźmi…
    I jak mnie zaskakują te komentarze jak komuś powiem że jestem czasem introwertyczką i słyszę: Tyyyy? przecież Ty taka towarzyska…

  32. Joanna Leśniak napisał(a):

    Polecam książkę „osobowość plus” florence littauer(test osobowości dostępny w necie). Książka mi pomogła zrozumieć skąd we mnie tyle sprzecznych emocji. Okazało się, że jestem towarzyskim Sangwinikiem w 80% i Melancholijnym samotnikiem w 20%

  33. domnaglowie napisał(a):

    O dziwo, mam też takie dziwne zachowania. Sprawy wolę załatwiać mailowo, czekam aż ktoś się do mnie pierwszy odezwie, lubię być sama w pustym ciemnym domu – nie przeszkadza mi to. Mąż, który wiecznie pracuje z dala od domu to nie jest dla mnie obciążenie, choć lubię gdy wraca. Pośród tego zawsze pracowałam tam, gdzie wymagany był kontakt z ludźmi czy wystąpienia publiczne i chyba nikt by nie powiedział, że tak naprawdę to ja jestem trochę inna. Zawsze też ciągnęło mnie do ludzi, lubiłam imprezy, miałam dużo przyjaciół. Nie wiem skąd to się bierze. W przedszkolu i podstawówce byłam w cieniu, pod koniec dopiero zaczęłam sobie torować drogę do klasowej elity. Przedarłam się i zdobyłam kilka fajnych przyjaciółek, ale w głębi duszy zawsze był we mnie taki mały, skulony człowieczek, który chce mieć święty spokój :)

  34. CeciliaLind napisał(a):

    Mam dokładnie tak samo. No może poza sprzątaniem, bo rzadko organizowałam imprezy. I pewnie byłabym na to za mało asertywna ;)

  35. Eryk Markowski napisał(a):

    Mam tak samo! Mógłbym tu teraz napisać wypracowanie na temat tego, jak to fajnie, że przeczytałem tekst…o sobie. Myślę jednak, że to, co napisałem, wystarczy. Samotność jest fajna, jeśli się ją lubi, a nie każdy musi lubić.

  36. O, znam to. Właśnie płaczę za moją byłą współlokatorką idealną – sama lubiła pobyć sama. Doskonale nam się rozmawiało, razem często jadłyśmy, gotowałyśmy, sprzątałyśmy, ale po wszystkim każda lubiła zamknąć za sobą drzwi do pokoju. Tak po prostu, bez słów, rozumiałyśmy, że każda potrzebuje mieć swoją przestrzeń. I też trzęsie mnie na myśl o wykonaniu telefonu. A teraz jeszcze nie raz muszę się zmagać z rozmową telefoniczną po angielsku czy niemiecku. Głowa mnie na samą myśl boli!

    1. Leeni napisał(a):

      Mam to samo absolutnie ze wszystkim. Ja naprawdę lubię ludzi, ale nie za długo, bo mój mózg po prostu umiera ze zmęczenia. Też nie znoszę telefonować, ale u mnie objawia się to też strachem przed załatwianiem czegoś np. w urzędach, a jako dziecko nie zgadzałam się nawet pójść po zakupy. Ciężko mi przychodzi odezwanie się jako pierwszej, robię to skręcając się w środku. Znajomi dziwią się, że po całym dniu razem w szkole nigdy nie chciałam iść czegoś zjeść, wolałam dom. Kiedy u kogoś nocuję, nie potrafię zostać i odsypiać przegadane godziny do południa, wychodzę o szóstej, żeby spać u siebie. W tegorocznego sylwestra (całe szczęście nie u mnie, bo pewnie byłoby mi ciężko zostawić gości) od pierwszej do trzeciej siedziałam samotnie w kuchni i czytałam coś na telefonie, a moi znajomi się obrazili. Także no, chyba ktoś mnie rozumie…

  37. Dzwonić nauczyłem się poszedłem do pracy, samotność mam jak idę biegać, test mieszkania zweryfikował już kilka znajomości, sprzątanie nie leży do moich koników, ale jest taki poziom bałaganu, który wymaga posprzątania :) Odmawiać też nie umiem, całe szczęście nie muszę tego robić zbyt często. Nieśmiałość powiązana z brakiem pewności siebie utrudniła mi straszliwie drogę do miejsca w którym jestem. I widzę, że jest nas więcej :)

  38. Leeni napisał(a):

    Mam to samo absolutnie ze wszystkim.
    Ja naprawdę lubię ludzi, ale nie za długo, bo mój mózg po prostu umiera ze zmęczenia.
    Też nie znoszę telefonować, ale u mnie objawia się to też strachem przed załatwianiem czegoś np. w urzędach, a jako dziecko nie zgadzałam się nawet pójść po zakupy.
    Ta ilość maili bez odpowiedzi… Ile razy ktoś prosił, żeby poprawić mu tekst, a on był kiepski albo nie miałam czasu, nigdy nie potrafiłam odmówić.
    Ciężko mi przychodzi odezwanie się jako pierwszej, robię to skręcając się w środku.
    Znajomi dziwią się, że po całym dniu razem w szkole nigdy nie chciałam iść czegoś zjeść, wolałam dom.
    Kiedy u kogoś nocuję, nie potrafię zostać i odsypiać przegadane godziny do południa, wychodzę o szóstej, żeby spać u siebie.
    W tegorocznego sylwestra (całe szczęście nie u mnie, bo pewnie byłoby mi ciężko zostawić gości) od pierwszej do trzeciej siedziałam samotnie w kuchni i czytałam coś na telefonie, a moi znajomi się obrazili. Ale dzięki temu mogłam poźniej rozmawiać do siódmej.
    Także no, chyba ktoś mnie rozumie…

  39. mnie chyba z wiekiem to mija, chociaż czasami łapię się na szkolnym „nie, ty idź… ty idź!”, kiedy chcę kogoś obcego/mądrzejszego/sprawiającegowrażenienieprzyjaznego o coś zapytać przy pomocy innej osoby ;) „ale dlaczego ja? ty idź!”
    z telefonem zwlekam tylko przy odmawianiu wizyt u lekarza czy dentysty. zawsze wymyślam jakąś wiarygodną wymówkę, chociaż nigdy mnie nikt nie zapytał, co się stało… tyle kalorii spaliłam na marne

  40. Kornelia K. napisał(a):

    Dzięki, ze napisałaś tekst o mnie :) telefony mnie przerastają, znajomych zliczę na palcach jednej ręki bo najzwyczajniej ich nie potrzebuje. Ciężkie jest czasem życie dzikusa :)

  41. Wszystko o mnie. Z tym wyjątkiem, ze nie mam problemu z telefonami czy ogólnie z załatwianiem na mieście. Dużo trudniejsza jest dla mnie rozmowa z kimś kogo zupełnie nie znam, albo znam bardzo słabo, a muszę z nim rozmawiać jak z kolegą czy koleżanką. Nie umiem znaleźć tematów i wolę sobie razem pomilczeć. Nie wiem tylko dlaczego piszesz, że nie jesteś introwertyczką. Wiadomo, ze ciężko jest znaleźć człowieka, który ma w sobie tylko i wyłącznie cechy pochodzące z danej grupy, ale mimo wszystko bycie introwertykiem nie polega na siedzeniu w kącie i baniu się życia. Można być towarzyskim i wygadanym, a jednocześnie potrzebować samotności i mieć wrażenie, że utrzymywanie relacji z ludźmi nie jest umiejętnością z którą się urodziło, a czymś nad czym trzeba stale pracować. Taka mała dygresja.
    Podoba mi się to, co napisałam o byciu dzikusem. Sama też czasem czuję się jak dzikus, mam ochotę zaszyć się w mojej jaskini z własnym kawałkiem mięcha i nie wpuszczać nikogo do środka. Najważniejsze jest chyba w tym wszystkim, żeby tego wszystkiego nie ukrywać, tylko kochać siebie i mówić o tym otwarcie, tak jak ty to zrobiłaś. I śmiać się z siebie, bo to najlepszy sposób na pracę nad swoimi słabościami.
    Buziaczki
    Brunetka

  42. Agnès Więckowska napisał(a):

    Mam dokładnie tak samo, czyli jeszcze nie jest ze mną tak źle. Może z wyjątkiem publicznych wystąpień, bo lubię mówić do ludzi i występować na scenie.

  43. Mam podobnie jak Ty :) Lubię ludzi poznawać, spędzac z nimi czas, pracować, ale czasami zachowuję się jak totalny alien – unikam spotkań, zamykam w domu z książką, prosze Lubego, żeby to on umówił mi wizytę u dentystki czy zapytał znajomych o jakiś drobiazg.

  44. Alice napisał(a):

    Mam dokładnie tak samo! Zwłaszcza z tymi telefonami. ;)

    Jedyna różnica między nami jest taka, że ja jestem aż nazbyt asertywna i potrafię kogoś ot tak wyprosić, zostawić samego gdzieś w kawiarni, bo chcę iść do domu. A kiedy kogoś nie polubię to nie potrafię się zmusić do udawania, że jest inaczej i wyraźnie pokazuję swoją niechęć. Wiele osób przez to wszystko uważa mnie za straszną sukę, ale przynajmniej mam święty spokój, a jeśli ktoś zaakceptuje jednak to jaka jestem to zazwyczaj zostajemy dobrymi przyjaciółmi i jest to osoba, na którą mogę zawsze liczyć. ;)

    1. Ania napisał(a):

      Mam 100% tak samo :)) Też uważam, że jestem aż nazbyt asertywna i nie potrafię udawać ani trochę, plus cała reszta Twojego komantarza to o mnie

  45. Oj, tak – telefony i potrzeba bycia w samotności – to ja, chociaż mam to dawno za sobą. Macierzyństwo nauczyło mnie, ze muszę dzwonić nie myśląc o tym czy mam na to ochotę, a mając półroczniaka jestem sama tylko w czasie jego kilku krótkich dziennych drzemek (a i tak tęsknie) ?

  46. LaMama napisał(a):

    Też jestem takim dzikusem. Zwłaszcza jeśli chodzi o rozmowy przez telefon, bo to jest totalna masakra, nie wiem czemu, ale moim zdaniem rozmowa na żywo jest prostsza, a jak coś trzeba przez telefon załatwić to też zwalam na kogoś innego ;)

  47. Julita Kwiatlewska napisał(a):

    Jakbym czytała o sobie, tylko z tą różnicą że jestem na dodatek z natury niesmiała i czasami pod presją robię lub mowie dziwne rzeczy i to utrzymuje mnie w przeświadczeniu, że jestem dziwna i żałosna .

  48. Lena napisał(a):

    Nie jestes dzikusem, tylko introwertykiem, może nie takim 100 %, ale to u Ciebie przeważa. Zrób test MBTI, a zobaczysz

Dodaj komentarz