Najlepsza dieta, bez efektu jojo, której większość ludzi nie stosuje.

Na przeczytanie wytycznych tej diety potrzebujecie tylko pięciu minut. Jest bardzo prosta i przysięgam, że nie niesie za sobą żadnych skutków ubocznych. Ma same plusy. Wiem, że gdy to słyszycie, zapala się Wam lampka ostrzegawcza „oj… czuję bullshit”, i słusznie, ale tym razem i tak będę Was namawiać na choć spróbowanie tej metody. Starej ja świat. I sprawiającej, że nie tylko Wy poczujecie się lepiej – ale i ludzie wokół Was – a nawet cały świat będzie w lepszej formie. Pokuszę się nawet o hipotezę, że gdyby wszyscy na świecie byli na tej diecie, żyłoby nam się lepiej. Jako społeczeństwu, jako jednostkom, jako mieszkańcom tej planety. 

Czy na co dzień jadasz śmieciowe żarcie? Czy od rana do wieczora żywisz się czekoladą, czipsami i ociekającymi tłuszczem zapiekankami popijanymi słodkimi napojami? Nie? To dlaczego stosujesz taką dietę dla swojego umysłu? Dlaczego karmisz się wyłącznie newsfeedem z Facebooka, serialami kryminalnymi i śmiesznymi artykułami z portali plotkarskich? Może jesteś jedną z tych osób, które chodzą do teatru i czytają klasykę światowej literatury, ale coś mi mówi, że większość z Was jednak nie styka się zbyt często z kulturą wysoką. Większość kojarzy ją sobie z czymś trudnym i nudnym. Nie ma na to czasu ani ochoty. Ja też byłam na takiej śmieciowej, umysłowej diecie przez wiele lat. Zdecydowanie za rzadko sięgałam po coś głębszego. 

Gdy zastanawiam się, co się tak naprawdę zmieniło w moim życiu po tym, jak wróciłam na studia – i co sprawiło, że nagle odżyłam, że odnalazłam w sobie pokłady energii i szczęścia – to okazało się, że zaczęłam po prostu zajmować się nauką i czytaniem. 

To jest trochę jak z siłownią lub bieganiem. Nie chce Ci się wychodzić z domu, ubierać się i pocić – ale jeśli już to zrobisz, to potem czujesz się lepiej. Tak samo jak po jakiejś dobrej sztuce teatralnej lub przeczytaniu jakiejś dobrej książki. Czujesz w sobie mieszaninę zmęczenia, dumy i …efekt przemyśleń, do jakich zmusiła Cię ta intelektualna rozrywka.

To brzmi jak banał, ale naprawdę wierzę, że za mało dbamy o „higienę” umysłu i o „dietę” intelektualną, której też przecież podlegamy i którą sobie w życiu wybieramy. Prześledź, proszę, w myślach, co wartościowego przeczytałeś lub obejrzałeś w ostatnim miesiącu. Ja nie twierdzę, że lekka rozrywka jest zła. Jest nam równie potrzebna jak kawałek czekolady, słodki napój lub chipsy od czasu do czasu. Ale jeśli jedynym, czym się „żywimy” to jakieś lekkie, rozrywkowe treści – nic dziwnego, że przestajemy się rozwijać i nie stymulujemy umysłu, który wymaga ćwiczeń. On jest jak mięsień. Musi się czasem pomęczyć, napocić, natrudzić z jakąś myślą lub metaforą. 

Chcecie wiedzieć, co ostatnio dało mi do myślenia? Fantastyczne teksty, które były moimi lekturami na zajęcia na studiach. Na przykład:  

13 Bajek z Królestwa Lailonii – Leszek Kołakowski

Filozoficzne, bardzo metaforyczne (jak to bajki) krótkie historie dla dorosłych. Choć może i dzieciom by się spodobały. Ja miałam po każdym rozdziale milion pomysłów, na jakie sfery życia i polityki można by przełożyć symbolikę tych bajek…

„WIZYTA” oraz „ŻEBY NIE BOLAŁO” – dwa krótkie filmy Marcela Łozińskiego. 

Są naprawdę krótkie i zostawiają w poczuciu niedosytu. Ja zaczęłam szukać bohaterki tych filmów na… Facebooku. Po prostu miałam ogromną potrzebę dowiedzenia się, co stało się z Urszulą Flis i jak sobie dziś radzi. 

„Wilk Stepowy” – Herman Hesse

Jestem właśnie pod ogromnym wpływem tej sztandarowej powieści noblisty. Odnajduję siebie w głównym bohaterze. A jednocześnie zaczynam dzięki niemu patrzeć na siebie z dystansu. Gorąco Wam polecam Wilka Stepowego. Czytam go w ebooku, ale żeby móc go szybciej przeczytać, kupiłam też audiobooka i słucham w samochodzie lub przy smażeniu racuchów dla dzieci. 

Trochę Was okłamałam na wstępie. Przepraszam. Są jednak pewne skutki uboczne takiej diety. U pacjentów obserwuje się momenty zamyślenia, zadumania i śmiertelnej powagi. Niektórzy zaś stają się pobudzeni i ciagle tylko by rozmawiali o tym, co przeczytali. Niektórych dopada smutek. Innych – nowe pomysły. Ale większość robi się po prostu mądrzejsza. I tego nam wszystkim, z sobą na czele, życzę. <3

Komentarze do wpisu: 8 Napisz komentarz

  1. Potwierdzam (bezmyślne scrollowanie Facebooka jest jak bezmyślne wyżeranie krówek z pudła). I tęsknię za czasami, kiedy miałam bibliotekę pod nosem.

  2. Z czipsów i czekolady już dawno zrezygnowałam. Czyżby pora na rezygnację z FB?
    A tak na poważnie – z pełni się z Tobą zgadzam, musimy utrzymywać nasz umysł na odpowiednim poziomie i zapewnić mu odpowiednią dawkę sztuki i kultury

    1. Ha! Widzę, że nie tylko mnie to zainteresowało. Niestety nie znalazłam tych informacji, ale ktoś się dokopał wiadomości, że Marcel Łoziński zamierza powrócić do niej i …może coś jeszcze nakręcić o Urszuli?

  3. Zapisałam się trzy tygodnie temu do szkoły językowej na włoski. Małż też się zapisał :) Oznacza to nic innego jak to, że do połowy czerwca możemy zabalować w piątek wieczorem całe dwa razy, bo włoski w sobotę o 8:30.
    Wyskakuję w sobotę o 7 rano z łóżka niczym grzanka z tostera. Materiału jest dużo, słówek jest dużo, a czasu oczywiście bardzo mało. Zajęcia trwają po 3 godziny zegarowe, więc połowa soboty znika w mgnieniu oka, ale wychodzimy stamtąd równie szczęśliwi jak po naszych pierwszych randkach :)

  4. gosia napisał(a):

    Doszlam ostatnio do tych samych wnioskow. Ale zaczelam od pozbycia sie toksycznych znajomych, zjadajacych moja energie.

    No moze nie do konca – pozbycia sie. Sami odeszli.

    Od jakiegos dluzszego czasu chodzilam wiecznie zla. I wiecznie zmeczona i smutna.

    W koncu zrozumialam, ze potrzebuje czasu dla siebie, ze za duzo go oddaje znajomym (a nawet myslalam ze to przyjaciele). A bylo tak ze nawet codziennie sie z nimi widywalam.

    Odkad wrocilam do ksiazek, zaczelam wiecej sie uczyć, wiecej czasu poswoecac sobie… Odzylam. Wrocilo szczescie i radosc z zycia. A owi „przyjaciele”? Nie potrafili zrozumiec, ze chce zadbac o siebie. Oczekiwali gotowosci na kazde skiniecie palcem. Mysleli ze zawsze dla nich bede. Tlumaczylam im poczatkowo, ale oni zamiast zrozumiec – stawali sie agresywni i wysmiewali moja nauke.

    Nie moglam tego zrozumiec. W koncu obrazili sie i odeszli. Bylo mi początkowo przykro, ale postanowilam za nimi nie biec.

    Po jakimś czasie okazalo sie, ze jest mi lepiej bez nich. Ze jestem szczesliwsza i mniej nerwowa. Ze wreszcie moge robic co chce i to co lubie i nikt mnie nie ogranicza.

    Rozmawialam o ttm z psychoterapeutka. Powiedziała mi, ze ich agresja wynikala z tego ze zmienilam ich zycie ktore bylo do tego momentu constans. Nagle sie okazalo ze nie bedzie slotkan tak czestych jak wczesniej. I do tego ze sie rozwijam i robie cos ze swoim zyciem, w przeciwienstwie do nich. Powstal miedzy nami kontrast, ktory uwydatnial ich minusy. Stad ta agresja.

    I tak miedzy innymi mozna poznac przyjaciol. Prawdziwy przyjaciel życzyłby wszystkiego dobrego i trzymalby kciuki. Natomiast toksyczne osoby probuja zwalczac, aby nic sie nie zmienilo i zostalo tak jak do tej pory. Ich komfort jest wazniejszy. Mnie otaczaly wlasnie takie osoby.

Dodaj komentarz