6 rzeczy, o których mieszczuchy nie myślą, gdy budują dom na wsi

Czas rzucić to wszystko w cholerę i jechać w Bieszczady – powiedział mieszczuch, które całe życie przeżył w bloku lub w kamienicy w centrum dużego miasta. Nic dziwnego, że ma dość. Też zawsze marzyłam o domku pośrodku niczego, mimo że większość życia spędziłam w willi z ogródkiem. No dobra, nie w willi, tylko w małym, szeregowym domku, którego ogródek nie daje ci nawet możliwości opalać się top-less, żeby potem nie skomentował tego starszy pan mieszkający obok. Ale też zawsze marzyłam o tym, żeby spać w ciszy i budzić się rano nie od szumu samochodów, tylko od śpiewu ptaków. Też chciałam sąsiadować z lasem i mieć daleko do jakichkolwiek ludzi. Też miałam dość smogu. Też marzyłam o świętym spokoju, swoim kawałku ziemi, do której nikt ci nie zagląda i na którą możesz psa wypuścić bez obaw, że zaraz zatrzyma cię straż miejska, bo pies bez smyczy i bez kagańca.
Marzenie się ziszcza. I ziszcza się co roku też setkom innych ludzi, którzy zamiast uciekać do miasta (jak było kiedyś), uciekają z miasta. I popełniają przy tym kilka kardynalnych błędów. Trafnie podsumował to Zdzisław Adamiec, dziennikarz z Opola (kliknij po wideo, w którym Gajos czyta tekst Adamca – pamiętnik mieszczucha, który przeprowadził się w Karkonosze).
Warto więc dobrze przemyśleć decyzję o przeprowadzce. I to nie tylko pod kątem zdrowia psychicznego – bo po prostu nie każdy nadaje się do życia w ciszy i samotności (a na odludziu gości się tak często nie miewa) – ale też pod kątem takich dość oczywistych elementów życia na wsi, o których ktoś wychowany w bloku po prostu nie pomyśli. Bo nigdy nie musiał.

Co jeśli wysiądzie prąd?

Awarie prądu w mieście zdarzają się dużo rzadziej – no i od razu elektrownia się za nie pełną parą zabiera, więc pewnie nie zdarzyło się wam, mieszczuchom, żyć bez prądu dłużej niż kilka godzin. I to parę lat temu. Szczęśliwcy! Na wsi to niestety częstsze. Warto się zabezpieczyć na takie ewentualności. I nie mam na myśli agregatu prądotwórczego, tylko po prostu alternatywne metody na przechowywanie żywności i ogrzewanie domu.
Nie ma co stawiać wyłącznie na ogrzewanie prądem. Warto zawsze mieć w domu jakiś kominek lub kozę, w których możesz napalić drewnem i ogrzać przynajmniej kilka najważniejszych pomieszczeń (za pomocą systemu dystrybucji ciepłego powietrza, o którym trzeba pomyśleć już na etapie projektowania domu!). Dlatego nawet jeśli nie korzystasz regularnie z kominka, zawsze utrzymuj czystość komina (tak, trzeba się zaprzyjaźnić z jakimś okolicznym kominiarzem) i zawsze miej zapas drewna gdzieś w suchym miejscu. Np. w drewutni.
Poza lodówką dobrze też mieć ziemiankę, czyli taką małą spiżarnię wykopaną w ziemi. Jeśli dobrze ją wybudujecie, będzie utrzymywała mniej więcej stałą temperaturę przez cały rok (5 – 8’C). W ziemiance można trzymać wina, przetwory, ziemniaki, cebulę, marchewkę, pietruszkę, seler, jabłka lub gruszki. Wytrzymują w takich warunkach naprawdę długo. Tak właśnie nasi przodkowie magazynowali żywność na zimę, gdy jeszcze nie było lodówek.
Warto pamiętać, żeby wszystkie elektroniczne elementy domu były też obsługiwalne mechanicznie. Np. brama wzjadowa. Drzwi do garażu. Rolety zewnętrzne. Głupio będzie tak utknąć na własnej działce, bo brama się nie otworzy bez prądu, co nie?
Ja pomyślałam też o awaryjnym gotowaniu, gdyby zabrakło prądu. Najpierw miała nam stanąć w kuchni prawdziwa kuchnia kaflowa, ale okazało się, że za dużo miejsca by zajmowała, więc po prostu kupiłam kozę z fajerką. Czyli zawsze będę mogła na tej kozie, jak w niej rozpalę, ugotować sobie zupę, usmażyć jajecznicę lub zaparzyć kawę. Czyż to nie genialny pomysł?

Kto tego będzie pilnował?

Jeśli budujesz sobie dom na wakacje, to pamiętaj, że on pół roku będzie tam stał taki samotny. Kto go przypilnuje, jak Was nie będzie? Bo wiecie, kradzieże są wszędzie, a na odludziu to już w ogóle złodzieje czują się bezkarni, jak ich żaden sąsiad nie obserwuje.
Jak wyjedziesz na weekend lub dwa tygodnie z mieszkania w bloku, to zawsze możesz dać klucze pani z sąsiedniego mieszkania i ona wpadnie podlać kwiatki, sprawdzić czy rura nie pękła albo ugasić pożar, jak poczuje dym. A na zadupiu pod lasem kto ci to wszystko ogarnie?
Dobrze mieć na miejscu kogoś, kto mieszka tam na stałe i raz na jakiś czas wpadnie do Twojego domu sprawdzić, czy wszystko ok. Dobrym pomysłem jest też zamontowanie kamer i/lub wynajęcie firmy ochroniarskiej, tylko pamiętaj, że kamery działają na prąd, a prąd… patrz punkt 1. No i czujniki ruchu potrafią się włączyć od przechodzącego kota, szczura lub dzika. W mieście tego mniej jest, ale na wsi ochroniarze mogą często interweniować, bo jakieś dzikie zwierze ci weszło po schodach.

Czy na pewno będzie tam internet?

Jako mieszkaniec miasta pewnie przywykłeś do tego, że internet po prostu jest. A jeśli nawet go nie ma, bo nie odziedziczyłeś go po rodzicach lub poprzednich lokatorach, to wystarczy jeden telefon, żeby następnego dnia już był. I śmigał.
Na wsi tak kolorowo nie ma, bo dostawcom internetu zwyczajnie nie opłaca się prowadzić kabel gdzieś pod las, trzy kilometry w nicość, dzikość i wycie wilków, tylko po to, żebyś mógł codziennie, pół nocy skrolować fejsa i oglądać seriale na Netflixie. Dlatego nie zawsze można liczyć na kabel, a o światłowodzie to już w ogóle można tylko pomarzyć.
Zostaje najłatwiejsza do zdobycia opcja, czyli internet bezprzewodowy, ale tu też można trafić na pewne trudności: wysoka cena, słaby zasięg, mała przepustowość i naliczanie danych, a przecież wiadomo, że to archaizm i że interesuje cię tylko internet bez limitu. Ale nie poddawaj się. Przecież i tak wiadomo, że marzenia o życiu w lesie marzeniami o życiu w lesie, ale bez internetu nie pociągniesz dłużej niż jeden dzień. No, góra 48 godzin. Potem znajdą cię nieprzytomnego na podłodze w kuchni i lizanego po twarzy przez koty. Nie chcemy tego.
Dobrym sposobem na internet w domu jest domowy internet od T-mobile w postaci małego, czarnego pudełka. To taki modem, który sieje Wi-Fi po całym domu i obsługuje szybki internet LTE bez limitów. I to jest moim zdaniem najlepsze rozwiązanie do domu na wsi, bo to małe, czarne pudełko ma też dwie ogromne zalety, których mieszczuch nie doceni: dwa wejścia na anteny zewnętrzne (jeśli będziesz chciał wzmocnić sygnał) oraz wbudowany akumulator (który pozwoli przetrwać z internetem przerwy w dostawie prądu). Całość zgrabna, plug  & play, z jednym kabelkiem zasilającym, więc możesz zabierać ze sobą internet do miasta, jeśli jesteś tylko wakacyjnym człowiekiem z lasu i na zimę wracasz do mamy.
O tym modemie mówiło się już zanim go przetestowałam i potwierdzam to, co słyszałam o nim od znajomych: to jest nieunikniona przyszłość domowego internetu. Kupujesz go razem z abonamentem na internet, rozpakowujesz, podłączasz do prądu i on już działa. Nie masz żadnych walających się kabli wokół sprzętu, do wifi może podpiąć się ponad 60 urządzeń. Na wypadek, gdybyś zaprosił kiedyś do domku pod lasem 60 koleżanek z Netflixem i każda by chciała oglądać inny serial. Bo nigdy nie wiadomo.

Na pewno nie umrzesz z głodu?

W mieście to jest takie proste. Masz pustą lodówkę – idziesz do osiedlowego sklepu. Nie musisz mieć spiżarni, bo po cholerę, skoro wszystko szybko kupisz. Nawet nocą i w niedzielę masz blisko na jakąś stację benzynową. A na wsi, pod tym wymarzonym lasem i z szemrzącym strumieniem pod nosem, masz do najbliższego sklepu 5 km a na stację benzynową 12 km. Wypad na sushi z ukochaną to wycieczka 45 km. do miasta. Musisz nauczyć się gotować. I to z produktów, które długo utrzymują świeżość.
Oraz które będziesz miał gdzie przechowywać.
O ziemiance już pisałam w pierwszym punkcie (tym o braku prądu). Ale przyda się też spiżarnia przy kuchni. Jakieś choć niewielkie pomieszczenie, gdzie na środku stanie dodatkowa zamrażarka (taka ładowana od góry będzie najlepsza, bo w razie braku prądu zimne powietrze nie będzie się z niej wylewać po każdym otwarciu) a ściany zasłonisz półkami ze słoikami, puszkami i pudełkami z kaszą i makaronem.
Pomyśl też o maszynie do pieczenia chleba albo polub wczorajsze pieczywo. Jeśli będziesz mieć miejsce w zamrażarce, możesz tam mrozić kajzerki. Codziennie rano wyjmij tyle, ile potrzebujesz, rozmróź i będą jak świeże. Ja ten patent nawet w środku miasta stosuję, bom leniwa i nie lubię zbyt często chodzić do sklepu ;)

Odśnieżanie, grabienie, koszenie.

Na wsi, zwłaszcza ze swoim kawałkiem ziemi i uber-zwłaszcza z własnym ogródkiem warzywnym, będziesz mieć codziennie kupę roboty. Ja wiem, że to tak pięknie wygląda w Simsach, że robisz sobie ogródek, trzy razy podlejesz marchewkę i – ta-daaam tsss – marchewka gotowa, ale w rzeczywistości będziesz mieć odciski na kolanach od ciągłego pielęgnowania tej wspaniałej, ekologicznej żywności, którą sobie hodujesz pod domem. I choć inwestycja zwraca się po latach (oraz w zdrowiu), to na początku wydasz na taki ogródek nie mało pieniędzy.
Nie masz ogródka i już się cieszysz, że będziesz całymi dniami się opalał lub czytał w fotelu przy kominku? A taka figa z makiem.
Latem będziesz całymi dniami kosił trawę, jesienią grabił liście, a zimą odśnieżał włości i rąbał drewno do tego kominka, przy którym tak lubisz czytać. Jak masz kasę – daj zarobić komuś po sąsiedzku. Jak masz kasę i lubisz sam dbać o własne podwórko – kup sobie traktorek do koszenia / odśnieżania. Jak nie masz kasy, to zostają ci pęcherze na dłoniach od trzymania łopaty. No takie uroki mieszkania na końcu świata.

Tak, potrzebujesz domku dla gości

Ja wiem, że od lat funkcjonujesz bez kanapy dla gości i tylko raz musiałeś przekimać ciocię Franię, bo spóźniła się na pociąg do Zgierza i nie miała gdzie się zatrzymać. Większość znajomych wraca do domu taksówką, niezależnie od tego, o której skończycie grać w Cywilizację ani kiedy skończy się butelka. Ale w domu pod lasem nie ma taksówek. Nie ma metra. Nie ma tramwaju. A do autobusu masz 3 km po ciemku przez las i zaspy. I autobus jeździ z nieznaną częstotliwością, niewiadomo dokąd i tylko w dzień. Powszedni.
Tak, musisz mieć dużo pokoi gościnnych. A najlepiej, jak jeszcze będziesz mieć domek dla gości. To jest o tyle lepsze rozwiązanie, że jak twoja przyjaciółka chce zabrać chłopaka na romantyczny weekend poza miastem, to dajesz jej klucz i zupełnie nie martwisz się, że w domu zostawiłeś bałagan albo na wierzchu leży jakiś kłopotliwy przedmiot, którego potem będziesz się wstydził przez 10 lat, bo oni będą się z tego śmiać przy każdej okazji towarzyskiej. Np. najnowsza płyta Kombii, której słuchasz potajemnie na słuchawkach, jak myślisz, że nikt nie słyszy. Ty zboczeńcu.
 Artykuł powstał we współpracy z marką T-mobile i w ramach promowania ich zajebiście pięknego, czarnego modemu, który ma dwie zielone diodki, jedną niebieską (i czasem czerwoną) oraz różowy pasek w talii. 

Komentarze do wpisu: 24 Napisz komentarz

  1. Aga Bielesz napisał(a):

    U nas kosiarka traktorek spisuje się idealnie, podgrzewany plac na drodze dojazdowej (bardzo tania inwestycja wbrew pozorom) i solary żeby w lecie nie kopcic w piecu na wode :) bardzo ważne sniegolapy :) też jesteśmy w trakcie planowania różnych rzeczy w domu. Bardzo podoba mi się jak piszesz swoje sugestie :)

  2. Zanim do moich rodzicow pociagneli kable, to lata mieszkalismy z internetem bezprzewodowym (Tmobile zreszta) i musze przyznac, ze do dzisiaj nie spotkalam tak niestabilnego, powolnego lacza. Znam ludzi z radiowym, ktore dzialalo lepiej od naszego w dziczy, gdzie my bylismy 10 minut samochodem od miasta… Takze ja bym te radosna perspektywe jeszcze przemyslala :) Glownie patrzac na mape sieci ALE tez na uksztaltowanie terenu wokol – my z pomorza to tak duzo wzlotow i upadkow, wiec z racji tego, ze bylismy akurat w zaglebieniu (niezbyt wielkim, tak na pietro) to internet dzialal, jasne, powoli ale dzialal, tylko ze jedynie na pierwszym pietrze ;)

  3. Pamiętam bycie nastolatkiem i dwie przyjaciółki mieszkające na takich właśnie zadupiach, 20 km od cywilizacji, kilka kilometrów lasem od przystanku autobusu jeżdżącego ze cztery razy dziennie. Bez internetu, nawet takiego po kablu. Bez zasięgu komórek. Ciągłe „taatooo, a zawieziesz? Taatooo, a odbierzesz?”. Bycie zmotoryzowanym dorosłym w takim miejscu może i ma swoje uroki, ale ja tam szybko uciekłabym z krzykiem :)

  4. Wojtek Żuchowski napisał(a):

    I żadnych sąsiadów w promieniu co najmniej kilometra, przynajmniej na razie, bo pewnie będą palić czym popadnie i ze zdrowej marchwi nici. Niedawno była ta afera z jajkami różnych, w tym „ekologicznych”, producentów. Jednym z nich była para, która podobno uciekła z miasta, żeby dzieci chowały się w zdrowiu, tymczasem żarli dioksyny i inne syfy, a przy okazji sprzedawali ten syf innym.

  5. Warto też dodać (co dla ciebie jest z pewnością oczywiste, ale wielu tych mieszczuchów opisanych w pierwszym akapicie niepomiernie dziwi), że ludzie mieszkający na terenach wiejskich nie są jakimiś dziwolągami wyjętymi z dziewiętnastowiecznej powieści zaangażowanej albo już nieco bardziej nam bliskiej „Konopielki”, że wychowywali się na tych samych zabawkach, grach, programach telewizyjnych i internecie co cała reszta Polski. I kiedy czytam w internecie albo słyszę od miejskich znajomych kolejną anegdotyczną historię, jak to chcieli z wielkopańską łaskawością dać komuś ze wsi xx złotych za regularne koszenie trawnika, a ten ktoś roześmiał się im w twarz i [tutaj następuje zazwyczaj tyrada na temat pięćset plus i rzekomej degrengoladzie społeczeństwa z terenów wiejskich], to aż ręce opadają w jak bardzo rozwarstwionym i scentralizowanym społeczeństwie żyjemy :)

  6. Luk Recjowa napisał(a):

    Gotowanie, gdy nie ma pramądu: butla gazowa z nakręcanym palnikiem (albo mała podróżna, albo taka stalowa np. na 10l). Kozy chyba nie chciałoby mi się rozpalać dla jednej herbaty ;) A, i fajnie trzymać sobie gorącą wodę w termosie (to już nie koniecznie w ramach przygotowań do braku prądu)

    Chciałam jakiś czas temu kupić internet w t-mobile dla rodzinki po warszawą (raptem 50 km) ale nie ma tam nawet odpowiednio miocnego zasięgu komórkowego tej sieci. Potem pojawił się internet radiowy (heh, a w gminie obok światłowód)

  7. Joacianna napisał(a):

    Niech mieszczuch też pomyśli, że nawet jeśli ma z 2km do najbliższego gospodarstwa z zagrodami, to z tych zagrod może zwyczajnie śmierdzieć. Bo te mieszczuchy to mają taki dziwny zwyczaj, wprowadzić się na wieś, a potem biegać, krzyczeć, narzekać i zastraszać rolników bo im śmierdzi.

  8. Kiedyś był jeszcze problem pt. „Jak ja wyjaśnię znajomym jak tu dojechać”, ale dziś z gpsami i google mapsami to już przeszłość :). Pozostaje jedynie „Przecież tu jest tak pięknie, że oni nie będą chcieli wyjechać” ;)

  9. Mamy rodzinny domek na wsi i pomimo że nie jest on w dzikiej puszczy a jedynie oddalony od drogi i zabudowań oraz otaczają go lasy i pola to o dobrym sygnale komórkowym możemy tylko pomarzyć. Aby zadzwonić wychodzi się z domu i szuka pola (patrz „Pieniądze to nie wszytko” ;)) Wieś jest ok, 30 km od Częstochowy . Skoro tam nie ma netu ani u mojej koleżanki w bardzo umiastowionej wsi blisko aglomeracji śląskiej to nie sądzę żeby czarna skrzynka pomogła w tej dziczy o której Ty piszesz ;) Wiem co piszę. Mam telefon w T-mobile ;)

    A jeszcze z takich ciekawostek o których mieszczuchy i współcześni ludzie nawet na wsi nie myślą to cos o czym pomyślał stary budowlaniec przy rozbudowie naszego domku… Trzeba tak budować i robić konty do wyjścia aby można było bez problemu wynieść trumnę z człowiekiem…
    Bo nie wiem jak jest teraz, ale zmarły nie jechał od razu do kostnicy ale był myty i ubierany w domu przez bliskich a do dnia pogrzebu sąsiedzi i bliscy spotykali się przy nim aby się modlić.

  10. Katarzyna Bartosik napisał(a):

    Rozumiem potrzebę dobrania tez do artykułu sponsorowanego, ale trochę to bzdury są. Chyba, że faktycznie zakładamy budowę domu w leśnej głuszy, z dala od jakiejkolwiek cywilizacji. Pokutuje tu myślenie człowieka wychowanego w mieście, który o życiu na wsi głównie czytał i to chyba w „Nad Niemnem”. Mieszkam na wsi.
    Od 9 lat prąd wyłączono mi 2 lub 3 razy, w tym razem na wiele godzin. Pamiętna zima 2010.
    Nie posiadam ziemianki. Serio! I nie znam nikogo, kto by ją posiadał. Po prostu nie ma takiej potrzeby, bo w normalnych terenach wiejskich (czytaj: nie w wysokich górach czy w środku lasu) nie ma problemów z mediami. Żadnymi. Nie demonizujmy życia na wsi:)

      1. Karolina Krzeszewska napisał(a):

        Moi rodzice mieszkają w domku szeregowym na obrzeżach dużego miasta i opisane przez Ciebie problemy jak najbardziej są ich udziałem. OK, prądu brakuje raczej rzadko, ale zdarza się. Ziemianki nie mają, bo garaż jest zawsze chłodny, stoi od strony północnej. Ale te wszystkie prace ogródkowe, to odśnieżanie, ten brak komunikacji miejskiej (niby 10km do centrum, a opcją są trzy przesiadki), no i coś, o czym chyba nie wspomniałaś – ze wszystkim jest się zdanym na siebie, Nie ma administracji, wspólnoty mieszkaniowej, gospodarza domu itd. Wichura nadłamała drzewo – trzeba to załatwić we własnym zakresie. Brama raz się otwiera a raz nie – patrz wyżej. I tak bez końca. PS Ale czujniki ruchu to się montuje w pomieszczeniach – właśnie żeby sarna ich nie uruchomiła.

    1. Ja nie mieszkam na wsi, ale obok naszego wiejskiego domku mamy rodzinę. Wyłączają im prąd. szczególnie gdy są jakieś burze, wiatry itp.
      Moja koleżanka ma dom na wsi, 30km od Katowic a więc nie puszcza… Wyłączają im prąd tak skutecznie że miała juz zepsute chyba wszystkie sprzęty AGD przez to, a raz włączanie i wyłączanie prądu w nocy sprawiło że z kominkowego płaszcza wodnego tak buchnęła para że miała do remontu cały salon niedawno odnawiany (nie znam szczegółów technicznych, wiem tylko o skutkach). Dobrze że się obudziła bo mogłoby się to całkiem żle skończyć.
      Ziemianki w moim otoczeniu faktycznie nikt nie ma, ale podczas zeszłorocznej podróży po podlasiu spotkałam ich całkiem sporo.
      Ja myślę że nikt nie demonizuje wsi, ani nie wytyka jakiś różnic. One po prostu mniejsze lub większe ale są.

  11. Ja i tak nie przestane marzyc o domku na odludzu, chociaz celuje raczej w poludnie Francji niz Polske. Ale faktycznie, koniecznosc skakania przez zaspy do sklepu po chleb moze troche ostudzic entuzjazm co niektorych mieszczuchow :) Z drugiej strony, jako dziecko uwielbialam, jak wywalalo korki bo nie musialam grac na pianinie i odrabiac lekcji….

  12. Anna K napisał(a):

    Myślę, że większość opisanych problemów jest wyolbrzymiona. Brak prądu przez kilka godzin nie spowoduje nagle wzrostu temperatury w lodówce, jeżeli nie będzie się jej otwierało. Raczej dołożyłabym kwestię sezonowego użytkowania domu i nieogrzewania go zimą – prędzej czy później do domu wejdzie mróz, wilgość w ubraniach, konieczność „spuszczania” wody na zimę, żeby nie rozsadziło rur. Wyjazd do takiego domu tylko na weekendy, to jego sprzątnięcie, skoszenie trawnika, narąbanie drewna, drobne naprawy etc., na odpoczynek nie zostaje za dużo czasu. Jeżeli dom jest na odludziu, to wbrew pozorom nie tak łatwo zorganizować czas dla małych dzieci, które są przyzwyczajone do przedszkola, rówieśników, placów zabaw i mnóstwa możliwości spędzania wolnego czasu. Nagle na basen 30km, na plac zabaw też nie po drodze i słuchanie o tym, jak bardzo się nudzi i nie ma się z kim pobawić. Robienie za osobistego szofera dziecka też wymaga dużo cierpliwości, a przecież nie odmówi udziału w urodzinach najlepszego kolegi, tylko dlatego, że właśnie jest z rodzicami na wsi….
    Pozdrawiam i życzę wytrwałości w realizacji marzeń.

  13. Natalia Kaczmarek napisał(a):

    Z moim ukochanym marzymy o domku, gdzieś z dala od dużych miast i zgiełku, ale właśnie nie wiem czy nas nie przerośnie nadmiar obowiązków :) poza tym potrzebny będzie duży kapitał, mieszkanie byłoby tańsze. Jednak chyba spokój, śpiew ptaków bardziej przekonuje :)

  14. Łukasz Przechodzeń napisał(a):

    „Nie masz ogródka i już się cieszysz, że będziesz całymi dniami się opalał lub czytał w fotelu przy kominku? A taka figa z makiem.

    Latem będziesz całymi dniami kosił trawę, jesienią grabił liście, a zimą odśnieżał włości i rąbał drewno do tego kominka, przy którym tak lubisz czytać.”

    Typowe straszenie mieszczucha. Trawa? Kup działkę 1000 metrów, to koszenia będzie mało.
    Liście? Olej albo pozbądź się drzew z działki.
    Odśnieżanie? Połóż pod podjazdem matę elektryczną.
    Rąbanie drewna? Kup już porąbane, szkoda zdrowia na machanie siekierą. Zwłaszcza od pewnego wieku. A zresztą – po prostu nie rób kominka, tylko się od niego kurzy.

    Brak prądu? A co przeszkadza w posiadaniu agregatu? Jak wyłączą prąd raz w roku na dwa dni, to sobie pobuczy, ale nie będzie problemu z lodówką (ziemianka? Mhhhm) czy ładowaniem telefonów.

    Większość „problemów” wynika z tego, że chcemy coś mieć, ale zapominamy, że trzeba się tym potem zająć. Ale nikt nikomu nie każe rąbać drewna, pielić marchewki czy mieć 2 hektarów równo przyciętej trawy, bez ani jednego liścia.

    1. Zofia Bogusławska napisał(a):

      Trochę w tym wszystkim prawdy :)
      Zamiast hektara trawy – rośliny z cyklu „ciężko ubić”. Trawnik to dużo roboty, jeśli ma być ładny ;)
      Mata elektryczna to niestety mega dużo prądu i słaba wydajność, więc nie polecam ;p
      Drewno – w życiu nie słyszałam żeby ktoś zamawiał nieporąbane :p

      Agregat to super rozwiązanie i my na przykład w piwnicy mamy już w projekcie zaplanowane podłączenie do niego w razie braków prądu. A tak naprawdę to dobra lodówka to (sprawdzone tydzien temu) 48h bez rozmrożonej zamrażarki i w miarę chłodny środek.

      Ziemianka to chyba tylko dla desperatów ;)

      A wogóle to trafiłaś we mnie tym tekstem. Jestem ze Zgierza (juz nie mieszkam, ale jestem) i mam dokladnie 5 km do najbliższego sklepu i 12 do najbbliższej stacji benzynowej.

      Odnośnie nocowania – jeśli twoi znajomi nie są w stanie przeżyć tego ze nie ma idealnego porządku to ja bym się już z nimi pożegnała :p Ale prawda taka ze dodatkowe łóżka, materace się przydają, to fakt. Jakby był desperat, to da się umówić na taksówkę (mam 25km do wiekszego miasta) w granicach 100-120 pln.

      Na rzeczy w spiżarni warto mieć odrazu pojemniki szklane albo inne tego typu – myszy się zdarzają, nierzadko bym powiedziała niestety.

      A internet zwykły bezprzewodowy bez limitów z orange mam w mojej dziurze za 60pln/mc i śmiga jak szalony ;)

      Jedno bym dodała – najbardziej uciążliwa rzecz, to wożenie dzieci – jeśli się je ma i jeśli nie ma żadnego transportu w okolicy.

  15. Iwona Borys napisał(a):

    O matko…
    Internet?!
    Co tam internet, zasięg sieci komórkowej. Jego brak potrafi zabić ;-)
    Jeśli masz zasięg to i internet się znajdzie :-D

  16. wandrzej napisał(a):

    Powodzenia z tym Netflix-em w LTE. Wyciąg z regulaminu tej oferty:
    Po przekroczeniu poziomu konsumpcji 10 GB nastąpi ograniczenie prędkości maksymalnej transmisji w ramach Supernetu do końca Cyklu Rozliczeniowego w taki sposób,że nie będzie ona wyższa niż 1 Mb/s.W kwestiach nieopisanych niniejszymi warunkami zastosowanie ma Regulamin Usługi„Supernet”.

Dodaj komentarz