Sprawdź, co ogląda twoje dziecko czyli o animowanych źródłach agresji

Czy zauważyliście, że Wasze dzieci zachowują się agresywnie po obejrzeniu jakiejś konkretnej bajki? A może wręcz przeciwnie – zaobserwowaliście, że odkąd nie oglądają bajek, zachowują się spokojniej? A przecież te wszystkie filmy, które oglądają, to wybór „bajek dla dzieci”, w których nie ma strzelania, morderstw i tortur. Ba, większość to historyjki obrazkowe, nieszkodliwe animacje, w których nawet nie ma prawdziwych ludzi, tylko jakieś zwierzątka, nieistniejące potworki, a jak walczą – to tylko w imię dobra, z jakimś ewidentnie „złym”, czarnym bohaterem. Na pewno te wszystkie platformy z filmami i serialami wiedzą co robią, zaliczając jakąś bajkę do działu dziecięcego. Ufacie im. I to jest błąd.

Albert Bandura, kanadyjsko-amerykański psycholog i twórca teorii społecznego uczenia się przeprowadził w 1961 roku ciekawy eksperyment z lalką „Bobo”.

Podzielił dzieci w wieku przedszkolnym na trzy grupy. Pierwsza grupa (a właściwie każde dziecko po kolei, z osobna) obserwowała dorosłego, który wyżywał się na dużej lalce: podstawiona osoba biła lalkę, kopała ją, rzucała i okładała młotkiem. Druga grupa dzieci obserwowała tego samego dorosłego, który po prostu był z lalką Bobo w pokoju, nic nie robiąc. Trzecia grupa była grupą kontrolną i nie miała żadnego doświadczenia z dorosłym.

Następnie dzieci ze wszystkich trzech grup poddano lekkiej frustracji. Bez obaw, to było dość delikatne. Otóż zabrano dzieci do pokoju z fajnymi zabawkami, ale zabroniono im się nimi bawić, „bo to zabawki dla innych dzieci”. Frustrujące, co?

Na końcu wprowadzono dzieci do pokoju z lalką Bobo i obserwowano, co będą robić. Okazało się, że najbardziej agresywne wobec lalki Bobo były dzieci z pierwszej grupy – czyli te, które wcześniej obserwowały dorosłego, który bił lalkę. Znacznie mniej agresywne były dzieci z grupy kontrolnej. A najmniej agresywne były te, które wcześniej obserwowały dorosłego, który nie robił Bobo żadnej krzywdy.

Ciekawe było też to, że w podobnym badaniu Bandury z 1963 roku dzieci obserwujące agresywnego dorosłego nie były później bardziej agresywne od dzieci, które tylko oglądały film z agresywnym dorosłym, a nawet od tych, które tylko widziały animowaną historyjkę z agresywnym zachowaniem.

Widzę tu dwa ciekawe wnioski. Po pierwsze, przede wszystkim:

Obserwowanie agresywnego zachowania prowadzi do agresywnych zachowań u dzieci. I nie ma wielkiego znaczenia, czy modelem (osobą, na której wzoruje się dziecko) jest żywy dorosły, bohater z filmu czy animowana postać. Po prostu obcowanie z agresją wzmaga agresję.

Dlatego trochę przerażają mnie „bajki dla dzieci”, w których pojawia się przemoc. Obejrzyjcie sobie Larwę na Wyspie (popularny ostatnio tytuł na Netflixie) albo nawet naszego starego dobrego Toma i Jerrego. To, co tam się dzieje, to przemoc w czystej postaci. Bohaterowie biją się, zrzucają z wysoka, topią, podpalają, rażą prądem, wgniatają w ziemię, rozciągają, kłują i potrącają różnymi pojazdami. Dla dziecka nie ma wielkiego znaczenia, kto jest „dobry” a kto „zły”, bo obie strony nie pozostają sobie dłużne.

Wyjątkowo niepokojące są też dziwne aplikacje na telefon, w których animowany kotek lub piesek powtarza to, co powie dziecko. I gdyby na samym powtarzaniu słów się kończyło, byłoby ok. Ale tam wystarczy kotka „pacnąć” palcem, by mu uszkodzić łapę lub wgnieść boleśnie brzuch. Boleśnie, bo kotek potem wyje, płacze, pali się, przewraca, jęczy. A dziecko się śmieje, bo dla niego to zabawa. To nic innego jak oswajanie zachowań agresywnych, które nie tylko są prezentowane (jak by były np. w wykonaniu innej postaci), ale wręcz „zlecane” dziecku. To ono staje się agresorem i wykonawcą agresji. Jak możemy potem wymagać od takiego dwulatka, żeby odróżnił akceptowaną w telefonie agresję wobec kotka wirtualnego od nieakceptowanej w realnym życiu agresji wobec kotka żyjącego? Jak nawet dorośli potrafią mieszać fikcję z rzeczywistością, obsztorcowując aktorów grających w serialach za grzechy ich postaci?

Mam też drugi wniosek z badania Bandury. Otóż ciekawe jest to, że dzieci z grupy kontrolnej były bardziej agresywne od tych, które obserwowały nieagresywnego dorosłego.

Aby nauczyć dziecka zachowań nieagresywnych, nie wystarczy ukrywać przed nim agresję. Trzeba mu dać przykład zachowania nieagresywnego.

Innymi słowy:

Jeśli jestem zdenerwowana, nie powinnam zachowywać się agresywnie poza oczami dziecka. Powinnam nauczyć się w nieagresywny sposób rozładowywać swoją frustrację i warto to robić w obecności dziecka. Dlatego warto np. czasem kłócić się przy dziecku – o ile oczywiście nasze rodzicielskie kłótnie są prowadzone w sposób kulturalny i nieagresywny. Bo można tak. Serio. Dzięki temu dziecko uczy się, jak ono samo ma radzić sobie z własną frustracją. A ta frustracja się w jego życiu pojawia dość często i to obserwując nas, rodziców, dziecko nabywa narzędzia, które będą mu niezbędne, by radzić sobie ze smutkiem, złością, zniecierpliwieniem, poczuciem zawodu, porażką lub niesprawiedliwością.

Po raz kolejny potwierdza się teza, że jeśli chcemy dobrze wychowywać dzieci, trzeba zacząć od siebie. :)

Komentarze do wpisu: 5 Napisz komentarz

  1. moze i banal ale tak wielu z nas o tym zapomina, dzieki Seg bardzo lubie Twoje artykuly, nawet jesli czasem odlatujesz za daleko (moim zdaniem). Tym razem – w sam punkt! :) wsyzstkiego dobrego

  2. To nie banał, to życie. To my jako rodzice musimy kontrolować to co jest złe by nie wpłynęło na nasze dziecko. To rola rodzica.

Dodaj komentarz