Co takiego złego powiedziała Maryla Rodowicz o molestowaniu?

Molestowanie polega na seksualnych awansach, propozycjach i uwagach wobec osoby, która sobie tego nie życzy. Po prostu nie wyraża zgody. Ale nie każde zachowanie seksualne, nie każda propozycja, dotyk i uwaga jest molestowaniem. Różnica polega właśnie na przyzwoleniu obu stron, bo w definicji molestowania seksualnego jest naruszenie czyjejś godności. Jeśli seksualne uwagi, kontakt fizyczny i propozycje są przez kogoś odbierane jako komplement, nie przeszkadzają w żadnym stopniu lub wręcz są mile widziane – to godności nie naruszają.

Tu oczywiście znajduje się wiele pułapek, na które strona „molestująca” musi uważać, bo niektórym najwyraźniej trudno wyczuć granicę między przyzwoleniem na pewne zachowanie – a lękiem związanym z odmową i sprzeciwem. Są takie osoby, które po prostu wstydzą się lub boją (w obawie np. o utratę pracy lub przywilejów) zwrócić uwagę na pewne zachowania seksualne. I dlatego, drodzy „molestujący”, jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, lepiej w ogóle powstrzymać się od wszelkich seksualnych lub płciowych uwag, żartów i propozycji w relacjach zawodowych.

Definicja pozostaje jednak nienaruszona. O molestowaniu seksualnym mówimy wtedy, gdy druga strona sobie tego nie życzy. Jeśli czyjeś seksualne awanse sprawiają komuś przyjemność, stanowią komplement i nie powodują żadnych psychicznych urazów, traumy, lęku, wrażenia bycia zmuszanym lub szantażowanym – to nie mamy do czynienia z molestowaniem, tylko ze zwyczajną próbą uwiedzenia lub flirtem. A to już jest zachowanie, do którego mamy prawo. I będę tego prawa bronić jak lwica, bo stanowi ono nie tylko podstawę prawa naturalnego każdego zwierzęcia chodzącego po tej planecie – ale też jedną z największych frajd w życiu.

Żeby nie zostać źle zrozumianą, jeszcze raz podkreślę (ale to już będzie ostatni raz, obiecuję): nasze prawo do uwodzenia i flirtowania kończy się w momencie, gdy narusza czyjąś wolność i godność, a więc kiedy dostajemy sygnał, że ktoś sobie tego nie życzy. To może być jasne „nie życzę sobie” lub „proszę przestać” – ale też może to być fizyczne odsunięcie się, chłód w zachowaniu lub konsekwentne ignorowanie pewnych uwag i wracanie do tematu związanego z pracą. W takim przypadku flirt lub uwodzenie należy przerwać i już nigdy do tych prób nie wracać. Jasne? No to super.

A teraz pozwólcie, że przedstawię Wam sprawę Maryli, czyli burzę, jaką wywołały jej słowa z tego wywiadu (o molestowaniu od minuty 3:34).

W skrócie: na pytanie dziennikarki, czy artystka doświadczyła w swojej karierze molestowania seksualnego, Maryla odpowiada, że owszem, zdarzały się takie sytuacje. Były niemoralne propozycje lub trzymanie za kolano, ale żadnej z tych sytuacji nie wspomina ona źle. Jako młoda artystka miała wiele kompleksów i męska atencja była dla niej komplementem. Schlebiało jej, że się komuś podoba na tyle, by stać się obiektem uwodzenia, więc męskie próby „wykorzystania jej” odbierała raczej pozytywnie. W sumie tyle powiedziała.

Otóż zdaniem niektórych moich koleżanek po fachu słowa Maryli są oburzające. Przeczytałam między innymi, że Maryla próbuje umniejszyć skalę zjawiska, oskarżając osoby molestowane o jakieś robienie z igły wideł, o histeryzowanie. Albo że Maryla twierdzi, że molestowanie seksualne jest w istocie komplementem i że powinno być odbierane pozytywnie. Że „jak można się podobać, jeśli nikt nie maca”.

Są to dla mnie oskarżenia nie tylko nieprawdziwe, przekręcające słowa Maryli – ale też krzywdzące, bo piętnujące pewne emocje, do których szczerze się ona w wywiadzie przyznała. A pamiętajmy, że są to emocje młodej dziewczyny, która ma prawo – podobnie jak wiele innych dziewczyn – odbierać próby uwodzenia jako komplement. Możemy się spierać, czy to zdrowe czy nie, naturalne czy nie. I możemy próbować wychować nasze córki tak, żeby nie szukały potwierdzenia swojej wartości w oczach mężczyzn. Ale nie możemy szydzić z tych młodych kobiet, które nie mają luksusu naturalnej pewności siebie i poczucia własnej wartości.

Poza tym nie lubię, gdy w moje usta wsadza się słowa, których nie wypowiedziałam, więc stanę też w obronie Maryli, która padła ofiarą podobnej manipulacji. Otóż przesłuchałam dokładnie jej wypowiedź i nie ma tam ani jednego zdania mówiącego o tym, jak powinny lub nie powinny czuć się ofiary molestowania – ani o tym, jak je powinny odbierać. Maryla nawet nie zająknęła się, że ktoś w tej sprawie „histeryzuje” lub przesadza. Maryla opowiedziała jedynie o sobie i o własnym doświadczeniu oraz o tym, jakie uczucia to w niej wywołało.

Jeśli już miałabym się czegoś czepiać (a i tak uznaję to za małostkowość), to tylko definicji słowa „molestowanie”, jakiej użyła Maryla. Bo w jej przypadku po prostu nie doszło do molestowania seksualnego, a do zwyczajnych prób uwiedzenia artystki. Jej godność nie została w żaden sposób naruszona, nie sprawiło jej to przykrości, nie groziło też jej nic, jeśli by się sprzeciwiła. No dla mnie to jest oczywiste uwodzenie, na które mogła wyrazić zgodę – co też zrobiła.

Skąd to oburzenie po słowach Maryli? Nie wiem. Nie potrafię sobie wyobrazić, jakich słów oczekiwałyby po artystce osoby, które ją teraz krytykują. Czy miała skłamać i powiedzieć, że wydarzenie, którego źle nie wspomina – było dla niej traumą? Czy w imię osób, które zostały skrzywdzone poprzez molestowanie – sama ma się przyznać do bycia ofiarą molestowania, choć nią nie była? No właśnie: mam wrażenie, że niektórzy próbują na siłę zrobić z niej ofiarę, choć ona wcale się ofiarą nie czuje.

To niebezpieczna droga, bo prowadzi do świata, w którym jakiś Wielki Brat będzie nam mówił, jak się mamy czuć i jakie emocje wolno nam mieć. W tym świecie nie będziemy mogli sami decydować o tym, czego chcemy. Nie idźmy w tamtą stronę.

Komentarze do wpisu: 15 Napisz komentarz

  1. Nie zauważyłam nic złego w tych słowach i nie wiem, skąd ta burza. Być może w XXI wieku wszystko jest szokujące i oburzające, kiedyś były normalniejsze czasy i nikt nie robił afery z byle czego.

    1. Persephonis napisał(a):

      Ano tak, nie robił afery np. z trzymania ręki na kolanie kobiety, która tego nie chciała, ale była zbyt zawstydzona, żeby powiedzieć „zabierz tę rękę”. Czasy były zdecydowanie normalniejsze, ja też wstydziłam się to powiedzieć panu w autobusie.

  2. Słowa Maryli oburzyły mnie dlatego, że nazwała to molestowaniem (o to spytała ją dziennikarka i ta nie zaprzeczyła), czyli odbywało się to WBREW JEJ WOLI. Ty, Seg, dostrzegasz różnicę między molestowaniem a flirtem a jednak zdecydowana większość osób nie. Jej wypowiedź, w których podkreśla „zalety” molestowania (czuła się wyróżniona, doceniona, itd) niejako „legalizują” molestowanie. Jest osobą publiczną i wypowiadając takie słowa (np. to że wprawdzie nieswojo czuła się z tą ręką na kolanie, ale głupio było ją zabrać..) pomniejsza ZŁO molestowania.

    Gdyby kobieta znana (czyli w domyśle dla wielu „autorytet”) która kiedyś została zgwałcona lub bita przez męża zaczęłaby wygłaszać swoje refleksje o tym, że w sumie to ten gwałt był nawet fajny przez chwilę.. nawet prawie doszła i miała orgazm… A jak ją mąż bił to też, bez przesady, dlaczego miałaby się od razu z nim rozwodzić, w prawdziwych mężczyznach bucha testosteron.. a ona w sumie to nawet zasłużyła.. To też bym się oburzyła i nie przemawiałby do mnie argumenty, że to jej historia i ma prawo opisywać ją jak chce. Oczywiście nie zakazałabym jej niczego, po prostu bym się zbulwersowała.

  3. Ostatni akapit w samo sedno. Choć fakt, że Maryla bardzo niefortunnie wskazała jako przykład molestowania sytuację, która molestowaniem nie jest i opisała ją emocjami, które nie pasują do molestowania. W tym kontekście nie dziwię się, że miało to taki negatywny odzew, zwłaszcza, że media chętniej doszukają się negatywnej niż pozytywnej intencji w wypowiedzi i oczywiście nakręcą całą sytuację. Rozumiem co chciała powiedzieć Maryla, absolutnie psów bym na niej nie wieszała, a nawet trochę jej współczuję tego niefortunnego doboru słów, ale pewnie sama wie, że ujęła to fatalnie. Trudno, zdarza się.

  4. Marzena L. [ml76] napisał(a):

    Szołbiz. Gdyby powiedziała, że była podrywana, adorowana, to pies z kulawą nogą by się tą wypowiedzą nie zainteresował. Najwidoczniej nie była molestowana i tyle. Dziennikarka mogła ją uświadomić. Ale generalnie dobrze, że temat jest publicznie wyjaśniany.

  5. Mama z prądem i pod prąd napisał(a):

    A może porostu Maryla słowo „molestowanie” rozumie inaczej. Inaczej niż my. Dla nas to ciężki kaliber,szczegolnie ostatnio, gdy rozkłada się molestowanie na czynniki pierwsze i odmienia przez wszystkie przypadki. Młodość Maryli Rodowicz to zupełnie inne czasu, i co najważniejsze, mężczyźni w tych czasach tez byli inni. Popatrzmy ile Maryla ma lat a ile my…. Myślę, że nie ma co porównywać. A może Maryla chciała troszkę zazartowac? Tego tez nie można wykluczyć…
    Ja tam bym psów na niej też nie wieszala. Za bardzo ja lubię i cenie…

  6. Nat napisał(a):

    Dziwi mnie to, że nikt nie zauważył, że dziewczynki od małego są tresowane, żeby akceptować końskie zaloty chłopaków, nawet, jeśli im się nie podobają. Ludzie ignorują problemy, argumentując ‚to są chłopcy’ ‚przecież mu się podobasz’ i tym podobne. Jest na to po prostu przyzwolenie, przez co oni sobie później pozwalają na coraz więcej, komentują głośno wdzięki jakiejś dziewczyny na ulicy i jeszcze są z tego dumni (myślę, że wiele z nas słyszało podobne teksty na ulicy – ja osobiście byłam nimi po prostu zażenowana, a nie z tego dumna). Może gdyby wychowywano by inaczej… ale nie, przecież chłopcy „już tacy są” i należy im pozwalać na więcej :).
    Poza tym Maryla chyba faktycznie nie rozróżnia flirtu i molestowania. Te określenia są użyte niefortunnie i pewnie dlatego jest taka afera wokół tej wypowiedzi. Wykorzystać a flirtować to jak dla mnie dwie różne rzeczy. Swoją drogą jeśli to była prawdziwa próba wykorzystania (a nie zwykły flirt) to tylko dobitnie pokazywałoby, jak i kiedyś zakompleksione były młode dziewczyny, żeby coś takiego uznać za dobrą monetę.

  7. Zgadzam się z Tobą. Interpretowanie słów wyrwanych z kontekstu powoduje niezrozumienie całości przekazu i pozwala na wnioski, które zaczynają powoli żyć swoim życiem w zupełnym już oderwaniu od źródła. Pomijając fakt, jak ważna jest dyskusja nad molestowaniem czy mobbingiem w przestrzeni publicznej, to za smutne uważam dążenie do stworzenia jedynego właściwego sposobu rozumowania – bo tak całą tą dyskusję obecnie zaczynam odbierać. Natomiast wypowiedź p. Rodowicz uważam, za bardzo ważną, bo pokazującą po pierwsze, jak wyglądały realia w tamtym układzie politycznym, jakie zaszły od tego czasu zmiany i też wskazującą, że czasem podejmujemy działania, które po latach mogą być oceniane źle (również przez nas samych), ale już się zadziały, a wpływ mamy tylko na to co dzieje się teraz.

  8. Persephonis napisał(a):

    Z większością wypowiedzi się zgadzam, niestety nie z całą. Maryla powiedziała zdanie „trzymał mnie za kolano… ale co to jest [w domyśle: wielkiego] trzymanie za kolano?” (pogardliwe prychnięcie z uśmiechem). Właśnie połączenie tych słów z gestami i jej mową ciała sprawiło, że komunikat jest bardzo wyraźny. Nawet, jesli w innych zdaniach aż tak wyraźny nie był.
    Fakt jest faktem – Maryla Rodowicz uznała, że w trzymaniu za kolano (wbrew jej woli – chwilę późnej przyznała, że jej to przeszkadzało, ale się wstydziła) nie ma nic wielkiego.

  9. Persephonis napisał(a):

    Z większością wypowiedzi się zgadzam, niestety nie z całą. Maryla powiedziała zdanie „trzymał mnie za kolano… no ale co to jest (wielkiego), za kolano? (pogardliwe prychnięcie z uśmiechem) Niech sobie trzyma za kolano!”
    Właśnie połączenie tych słów z gestami i jej mową ciała sprawiło, że komunikat jest bardzo wyraźny: Maryla Rodowicz uznała, że w trzymaniu za kolano kobiety wbrew jej woli (chwilę późnej przyznała, że jej to przeszkadzało, ale się wstydziła) nie ma nic wielkiego – „no co to jest, za kolano, niech sobie trzyma za kolano!”

Dodaj komentarz