Teraz wszystko będzie inaczej…

Tak mnie straszą wszyscy, odkąd się dowiedzieli, że jestem w ciąży, że teraz świat mi się wywróci do góry nogami i wszystko się zmieni. I może mają rację, ale …nie sądzę. Owszem, dziecko stanie się dla mnie najważniejszą osobą na świecie, ale raczej nie będę jedną z tych kobiet, z którą tylko o dzieciach można pogadać. I piszę ten tekst po to, abyście i Wy, czytelnicy, nie poczuli się czytelnikami bloga parentingowego. Segritta nigdy nie będzie blogiem parentingowym. Będzie po prostu miała kategorię „parenting” i tyle. Teraz będę częściej pisać o ciąży, bo (surprise surprise!) jestem w ciąży. Potem będę częściej pisać o małych, brzydkich bobasach, bo (surprise surprise!) będę miała bobasa (mój oczywiście nie będzie brzydki, bo będzie mój). Ale poza tymi tematami będą tez normalne teksty o relacjach męsko-damskich, kulturze, lajfstajlu (czy ktoś może wreszcie wymyślić jakieś inne na to określenie?!) i wnętrzach. Tak mi dopomóż buk.

Ale… w związku z tym, że teraz jestem hormonalnym wykrętkiem emocjonalnym, łatwo się wzruszam, łatwo unoszę i wściekam oraz jednak wchodzę w najgorszą dzicz światowej blogosfery, zwaną krainą wściekłych matek, które są bardziej krwiożercze od fashionistek i bardziej krytyczne od recenzentów literackich – wprowadzam zaostrzony rygor moderacji komentarzy. W skrócie:

Jak ktoś chce mi pojechać, że jestem/będę złą matką, nic nie wiem, jestem głupia, robię straszne błędy i gadam bzdury, to niech sobie ten ktoś założy blogaska i tam to wypisuje. U mnie ma być radośnie, miło, kulturalnie i hello kitty. Żadnych złośliwości, uszczypliwości i hejtu. Zero. Nul. Ponieważ nie chce mi się denerwować, cały obowiązek moderacyjny zwalam na Sebę.

A uwierzcie mi,

nie chcecie być zmoderowani przez Sebę.

Tymi radosnymi słowy się z Wami żegnam. Do poniedziałku, kiedy to mam zaplanowany tekst o fotografii i błędach robionych przez amatorów. :)

 

Komentarze do wpisu: 57 Napisz komentarz

      1. Między zapożyczeniami zakorzenionymi od dawna w języku polskim, a spamowaniem angielskim gdzie tylko się da, bo ‚to bardziej światowo, elo i lans, nowoczesność’ jest różnica. Zasadnicza. I jakkolwiek lifestyle jest już zajechanym słowem, nadużywanym do refluksu i używają go wszyscy blogujący ‚o czym tylko chcą’, tak parenting jest po prostu upierdliwą nowalijką w środowisku blogowym. Cud, że kulinarne blogi nie są nazywane ‚cookingowymi’ albo ‚kitchenowymi’.

        1. Lol, nie. Po prostu jest fajniej brzmi niż rodzicielskie czy jakieśtam inne. Poza tym hej, „jestem blogerką rodzicielską”, wuut? Dajcie spokój już, językowi puryści. Język się zmienia a zapożyczenia są okej. Deal with it. Tzn., handlujcie z tym.

        2. „Między zapożyczeniami zakorzenionymi od dawna w języku polskim, a
          spamowaniem angielskim gdzie tylko się da, bo ‚to bardziej światowo, elo
          i lans, nowoczesność’ jest różnica. Zasadnicza.”
          Proszę, wytłumacz mi jaka to jest różnica. Ta zasadnicza. Bo ja nie widzę żadnej. Widzę za to (mam szósty zmysł), za jakieś parędziesiąt lat taką samą dyskusję, w której językowi puryści skarżą się na kolejne nowe słowa, jednocześnie twierdząc, że „parenting” i „lifestyle” są w porządku, bo są już zakorzenione.

          Język ewoluuje, o jednych słowach zapominamy (http://segritta.pl/piekne-slowa-zagrozone-wyginieciem/ ), a inne wprowadzamy – taka kolej rzeczy.

  1. Marta Burnat napisał(a):

    haha gratuluję Mati! No i Tobie p. Sebo też, bo widzę, że Ciebie gratki omijają :) chętnie będę czytala i o bbobasach, chociaż jeszcze ich nie mam nawet w planach :) a i czekam na tekst o fotografii, bo jestem amatorką :) buziii :*

  2. ‚Segritta nigdy nie będzie blogiem parentingowym. Będzie po prostu miała kategorię „parenting” i tyle.’ Grzebiesz moje nadzieje. Bardzo chciałam zobaczyć blog parentingowy, na którym pojawiają się takie sformułowania jak ‚brzydkie bobasy’.

  3. No i fajnie :) Swoją drogą to jestem bardzo ciekawa Twojego zdania i podejścia do tematów parentingowych (to słowo też powinno być zmienione). Pozdrawiam i czekam na pierwszy post przyszłej wściekłej matki ;)

  4. Tak szczerze mówiąc zastanawiam się czemu wiele kobiet w ciąży reaguje alergicznie na owo „wszystko się zmieni”. Nie ma co udawać- każdy czynnik pojawiający się w naszym życiu zmienia sytuację zaczynając od wyjazdu z domu czy zrobienia prawa jazdy. Ładnie byśmy wyglądali zagipsowani w jednym stanie.

    1. Moze dlatego, ze zazwyczaj jest im mówione, ze wszystko sie zmieni na gorsze? Zazwyczaj takie rzeczy słyszy sie od innych młodych matek, które wiedząc o stresie towarzyszącym oczekiwaniu na dziecko zamiast wspierać i radzić to wlasnie straszą.

  5. Agnès Więckowska napisał(a):

    A ja tam się cieszę, że będzie o bobasach (nawet jeśli nie mam bobasa i nie zanosi się żebym go miała w ciągu 5 lat). Wydaje mi się, że będziesz rozsądną matką i a nie tą wściekłą, która będzie broniła jakiejś jednej słusznej opcji typu „tylko produkty bio”, „tylko karmienie piersią” itd.

  6. Wielkie gratulacje dla Was! :))) Jeszcze przedwczoraj myślałam, że to żart, a tu taka miła niespodzianka. Już się nie mogę doczekać mini sebogrittki/a ;)
    Pozdrawiam
    stała czytelniczka

  7. zazwyczaj nie komentuję u Ciebie, ale bardzo chciałam Ci pogratulować, przeżyłam spory szok, kiedy przeczytałam, że jesteś w ciąży, ale będziesz super mamą! trzymam kciuki

  8. Może i będzie wszystko inaczej ale głęboko wierzę, że po urodzeniu dziecka da się zachować odrobinę przestrzeni na wlasne pasje i generalnie wszystko to, co z dzieckiem nie jest związane. Sama mam dopiero dwutygodniowe doświadczenie w roli matki i zapewniam, że jakoś się daje.

  9. Harrold napisał(a):

    Tak rodzi się (!) historia. Obczajcie taką sytuację. Za kilka lat będziemy mogli mówić „znałem segrittę, gdy jeszcze nie miała dziecka”, albo „pamiętam czasy jak Seg poinformowała że jest w ciąży” lub „czytałem segrittę, zanim została matką”. Będziemy elitą :)

  10. Dlaczego wszyscy Cie straszą?? To prawda, ze wszystko sie zmienia. No bo jak ma sie nie zmieniać skoro zamieszka z tobą nowy człowiek?? Zupełnie nie ma sie czego bać i to raczej zmiana bardzo pozytywna, nie łatwa, szczególnie w pierwszych tygodniach, za to dająca mocnego „kopa” do działania. Bobasy ze swej brzydoty wyrastają dosyć szybko ;-)

  11. I słusznie, nie ma co się denerwować anonimowymi ludźmi bez skrupułów. Tak do końca pewnie nie wiesz jeszcze sama jak będzie, bo tego nie wie żadna kobieta, zanim ją nie dopadnie ta cała ciąża, dziecko i wszystko to, co za tym idzie. :) Ja też przed byłam raczej kategorią unikającą powtórnych bobasów, a swoją córkę pokochałam i do dziś mi zostało. :) Powodzenia, wzruszeń jak najbardziej pozytywnych i emocji też, bo bez nich życiu brakuje smaku :).
    Powodzenia!

  12. sid1972 napisał(a):

    A mialem juz prosic Ciebie o reke… ale coz dziecko to dziecko… wiec nadal jestes w mojej goracej 3 :P Obog Michelle Pfeiffer (tu prowadzisz wiekiem) i Angeliny Jolie (ty nie masz meza) No normalnie masz tylko plusy :P

    ALe gratuluje i ciesze sie z Toba… na ten moment czekalem… GRATKI!!!!!

  13. Mama Ka napisał(a):

    Dla postronnych obserwatorów każda matka jest złą matką, bo nie spełnia ICH oczekiwań. Grunt to być dobrą matką dla swojego dziecka, a w Twoim przypadku nie ma się czego bać, wszak dobry przykład idzie z góry (od MR) :)

  14. Po pierwsze – gratulacje, bo chyba jeszcze nie składałam. Po drugie – to Twój blog i masz prawo, a wręcz obowiązek pisać o czym tylko Ci się zamarzy. A jak się komuś nie podoba, to nie przymusu czytać. Tak czy nie? A po trzecie – każda kochająca matka jest dobrą matką. Aaa, no i ja z przyjemnością będę czytać Twoje teksty o brzydkich bobasach (choć oczywiście Twój będzie piękny, bo Twój ;)).

  15. Olena Shershnova napisał(a):

    Segritta, kocham Cie po prostu za takie coś: „U mnie ma być radośnie, miło, kulturalnie i hello kitty.”
    Zawsze poprawiasz humor :D

  16. a jak chłopak będzie to co ty z tym helo kitty zrobisz? :D

    wracając z BFG koleżanka (mająca ok 1,5 roczną córeczke) stwierdziła, że za 10 lat będzie dla dzieci bloggerów osobna strefa na tym wydarzeniu :) zdrówka!

  17. tez sie zastanawiałam nad fenomenem tego sformułowania…co „oni” gadają…?!
    to chyba jest bardzo ogólne stwierdzenie. jednych zaleje fala miłości i to będzie jedyna zmiana, a u drugich szok, strach, bezradnosc…i coś po środku tych skrajności…

    i u mnie się zmieniło… mam mniej czasu dla siebie.
    i nowa rzecz. cały czas się o nie boję. taki lęk na całe życie. podobno też normalny u matek.
    pojawienie się małego dziecka siłą rzeczy wymusza zmiany w funkcjonowaniu rodziny.

    ja nie byłam przygotowana na te zmiany. czytałam o ciąży, czułam się w niej świetnie…a nikt mnie nie przygotował na „obsługe” maleństwa. i nie mówię tu o podstawowym zaspokajaniu potrzeb głodu, czułości, pielęgnacji.
    ja przypłaciłam to depresją poporodową. i nie pisze tego aby Cię straszyc, ale warto miec świadomośc, w jakim stopniu pojawienie się dziecka wpłynie na wasze funkcjonowanie i na kogo możecie liczyc w kwestii pomocy…tyle ode mnie…
    pzdr Gosia

Dodaj komentarz