15 najbardziej wzruszających scen filmowych

Długo nieużywane kanaliki łzowe zarastają. No, może nie zarastają, ale mogą prowadzić do raka. No, może nie do raka, ale jestem przekonana, że raz na jakiś czas zdrowo je sobie udrożnić, bo to dobrze duszy robi. Dlatego dziś, bez zbędnego gadania, podzielę się z Wami piętnastoma scenami filmowymi, przy których zawsze płaczę. ZAWSZE. Nawet gdybym je sobie odtwarzała jedna po drugiej (co też czynię dziś. Mam butelkę wody przygotowaną, żeby się nie odwodnić ;)). Niektóre mnie wzruszają pozytywnie, inne powodują płacz ze złości lub żalu. Każda mną jakoś wstrząsnęła i między innymi za to kocham dobre kino – że potrafi w człowieku ciągle, raz po raz, budzić te silne emocje – nawet gdy znamy treść filmu i wiemy, jak to się wszystko skończy.
No to jedziemy. Kolejność przypadkowa.

1. HAIR

2. LISTA SCHINDLERA

3. KRÓL LEW

4. KABARET

5. BRAVEHEART

6. ODYSEJA KOSMICZNA 2001

7. PARASOLKI Z CHERBOURGA

8. LOVE ACTUALLY

9. ZIELONA MILA

10. UP

11. BAMBI

12. A.I.

13. BEYOND BORDERS

14. IT’S A WONDERFUL LIFE

15. THE MISSION

Komentarze do wpisu: 34 Napisz komentarz

  1. Z reguły mało co mnie wzrusza, ale jest jeden film, który zawsze przychodzi mi na myśl gdy jest mowa o wzruszających.

    „Miasto Aniołów”. Genialny soundtrack, niezła historia. Naprawdę niezły film, przynajmniej w tym gatunku.

    1. Elsanka napisał(a):

      Zawsze na tym filmie płaczę od sceny z rowerem praktycznie do końca. Jeden z moich ulubionych filmów.
      A soundtrack miodzio! Nie wiem ile razy przesłuchałam „Iris” Goo Goo Dollls, ale do teraz zajmuje honorowe miejsce w moim odtwarzaczu.
      No i płaczę też zawsze na LoTR, ale to już moje osobiste zboczenie. :)

      1. Karolina Wójtowicz napisał(a):

        Dooookładnie chciałam to jeszcze wrzucić. Ten film jest piękny przez całość jego trwania. Jak Nickolas odkrywa, że czuje to ja rycze ze szczęścia :D

  2. Agnieszka napisał(a):

    Bardzo rzadko placze na filmach, ale pamietam jak kiedys poszlam do kina z mama i siostra na „Dancer In The Dark”. Ryczalysmy strasznie, zreszta nie tylko my, cale kino zanosilo sie placzem.

  3. Sentinel napisał(a):

    „Zielona Mila” film znakomity, Frank Darabont zadbał o szczegóły i wyszło z tego prawdziwe arcydzieło, które bardzo chętnie oglądam, bo nie ciągnie się jak flaki z olejem i jest spójne logiczne. Pana Coffi’ego szkoda ;_;

  4. Klaudia napisał(a):

    Lubisz „Sztuczną inteligencję”?:D Całe życie szukałam kogoś, kto się do tego przyzna :)

    Wtrącę swoje trzy grosze i dodam, że ja płaczę zawsze podczas fragmentu „Nieśmiertelnego”, w którym główny bohater leży obok swojej umierającej ze starości żony, a w tle leci Queen i „Who wants to live forever”.

    1. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

      Też lubię. :-)

      Ja się zawsze wzruszam na „Człowieku przyszłości” – końcowa scena to typowy sci-fi wyciskacz łez. :-))

  5. Heart Chakra napisał(a):

    Kocham Love Actually. Emma Thompson w tej scenie jest tak niesamowicie prawdziwa, sama czuję jej ból, rozczarowanie. Sama bym się tak zachowała. Co roku oglądam ten film w okresie przedświątecznym i co roku wyję na tej scenie.

  6. Joasia napisał(a):

    Aż dziw, że nie pojawiła się żadna scena z filmu „Życie jest piękne” (Seg, czyżbyś nie oglądała? Trzeba to koniecznie nadrobić!). Chociażby ta końcowa: http://www.youtube.com/watch?v=z9uurc5Koyc Chociaż scen, w których płakałam jak dziecko (ba! każdy płacze jak opętany! chociażby oglądał ten film po raz trzydziesty!), jest więcej.

    1. Gremlin napisał(a):

      Yup, „Życie jest piękne” przebija wszystko. Śmiałem się z kolegów i koleżanek w podstawówce, którzy płakali na scenie śmierci Mufasy (ha! taki ze mnie twardziel), gdy wspólnie oglądaliśmy „Króla Lwa”, ale przy finałowej scenie z ŻJP musiałem walczyć, żeby się nie popłakać.

      P.S. Warto sobie odpuścić oglądanie tego fragmentu, jeśli nie widziało się całego filmu.

    2. Jeden z filmów, których się nie zapomina. Właściwie, gdy przeczytałem tytuł wpisu, pierwsze co przyszło mi do głowy, to właśnie „Życie jest piękne”. Nie dało powstrzymać się od płaczu. Kinematografia z najwyższej półki. Zdecydowanie można oglądać kilka razy :)

  7. usiak2002 napisał(a):

    Cinema Paradiso – stuprocentowy rozczulacz, końcowa scena rozwalała każdego z kim oglądałem ten film. Mnie wzrusza do dziś chociaż widziałem go z 15 razy.

  8. Janusz Marcinkiewicz napisał(a):

    Hair – Manchester -zdecydowanie, A.I. tez, potem Dancer in the Dark, The Bridges of Madison County, American beauty,The Hours…

  9. Love actually w ogóle w całości jest genialny i mega pozytywny i wzruszający :) co do Up to krąży mem, że pixar w 8 minut stworzył piękniejszą historię o miłości niż cała saga zmierzch :)

  10. Agnieszka napisał(a):

    Też kocham Love Actually, i też oglądam go co Boże Narodzenie. Ta scena jest genialna. A ten gest, kiedy poprawia narzutę na łóżku – esencja kobiecości.
    W zestawieniu zabrakło końcowych scen z Bridges of Madison County i Out of Africa. Akurat oba z Maryl Streep. Poryczysz się do spodu.

  11. Agnieszka napisał(a):

    Sorry, ale muszę to napisać – Nie rozumiem wstawienia do tego zestawienia sceny z Kabaretu. Ta scena cię wzrusza? Ta scena rzeczywiście wzbudza emocje. Ale u mnie to akurat mega wkurw. A u ciebie wzruszenie? I mean, seriously?
    Swoją drogą Kabaret to genialny film pobudzający do myślenia. Tv publiczna powinna go regularnie pokazywać w ramach realizacji swojej misji publicznej.

  12. Michal napisał(a):

    Ciekawe czy to przetrzymasz, to nie film to teledysk i choć nie ma pojecia dlaczego „łzawią” wszycy którym pokazałem.

  13. Tubka Farby napisał(a):

    Zabrakło mi sceny z „pamiętnika” kiedy to Ally ponownie niestety zapomina kim jest Noah i do akcji wkraczają pielęgniarze. Co by się nie działo zalewam się łzami :D

  14. takamagda napisał(a):

    I okazało się, że bardzo wrażliwa jesteś… Cóż, powiem tak – skoro nie jesteś jeszcze mamą i ryczysz na co najmniej 3 filmach rysunkowych ( nie wiem jakim cudem udało ci się ominąć 101 dalmatyńczyków) to pomyśl sobie, że to się co najmniej czterokrotnie pogłębi jak będziesz mieć dziecko.
    Uważałam się za dość twardą dupkę. Urodziłam bach jednego – i już nawet nie mogę myśleć o Królu Lwie i nie daj Boże gdzieś w jakiejś starej gazecie zobaczę reklamę – samo przypomnienie sobie filmu napawa mnie smutkiem na co najmniej kilka godzin. Ulubionym filmem mojej mamy był Kabaret, a razem oglądałyśmy kilka razy A.I. Ona wyła (mam młodszego brata) ja byłam na granicy, ale nie rozumiałam. Potem mama umarła, ja urodziłam bach drugiego i, będąc zawodowo i towarzysko bardzo sprawną osobą, po jakimkolwiek natknięciu się na A.I. trzy dni boleję nad tragedią chłopca. CHŁOPCA. Choć to film, dla mnie filmem przestał już być dawno, bo czuję ból Oswalda, który jest tam więcej niż zwykłym, opuszczonym dzieckiem.
    Każda reklama fundacji z chorym dzieckiem w tle, każdy spot społeczny, KAŻDY film w kinie choćby nie wiem jak śmieszny gdzie ledwo w tle słychać/ widać płaczące dziecko, przestaje być dla mnie atrakcyjnym rozrywkowo, a zaczyna być męczarnią moich własnych wyobrażeń.
    O filmie Patriota nawet nie wspomnę – ta scena „Daddy don’t go…” prześladuje mnie z dwóch powodów: po pierwsze dlatego, że wiem co czuje ta dziewczynka – powiedziałam kiedyś do mojego dokładnie tak samo, ale on już nigdy nie wrócił; po drugie – od kiedy urodziłam dzieci i widzę jak są ze mną związane, nie umiem wyobrazić sobie że musiałyby żyć beze mnie…
    A zabawa w grę w filmie La vita e bella kiedyś nie do końca była dla aż tak zrozumiała. Odkąd pojawiły się dzieci rozumiem jednak każdy gest, każde spojrzenie i każdy uśmiech ojca chłopca…
    I z jednej strony wyję od drugiego filmu, który tu wstawiłaś, ale z drugiej – dziękuję Ci za wspomnienia mojej mamy, której dziś ze mną nie ma, ale dzięki części z tych filmów na chwilę wróciła.

  15. Joanna napisał(a):

    Dzięki Seg, poczekam aż zbierze mi się na PMS i obejrzę wszystkie, łącznie z tymi w komentarzach i zrobię sobie jak trzeba, tymi łzami. Serio, czasem człowiek musi sobie ulżyć.

Dodaj komentarz