Poradnik pozytywnego myślenia

poradnik_pozytywnego_myslenia

Pat Peoples opuszcza szpital psychitatryczny by zamieszkać z rodzicami. Wszystkie jego działania determinuje jeden cel: chce wrócić do swojej żony. Dlatego czyta dużo książek, biega, odchudza się i stara się być miłym, uprzejmym człowiekiem. Desperacko wierzy w szczęśliwe zakończenie swojej historii, mimo że świat co chwila wysyła mu niepokojące sygnały, że takie zakończenie jest niemożliwe.

Dawno już nie przeczytałam książki, która budziłaby we mnie tak ambiwalentne uczucia jak Poradnik pozytywnego myślenia i może jest w tym jakiś sens, jako że główny bohater cierpi na cyklofrenię czyli chorobę afektywną dwubiegunową. Możecie ją znać pod przerażającą nazwą „psychoza maniakalno-depresyjna”.

Lubimy historie o wariatach, prawda? Uwiódł nas telewizyjny Dexter, dzięki któremu poznaliśmy myślenie psychopatycznego mordercy. Hannibal Lecter (Milczenie Owiec), John Nash (Piękny umysł), Lisa Rowe (Przerwana lekcja muzyki) i wiele innych postaci z zaburzeniami psychicznymi to bohaterowie tak wyraziści, że samo obserwowanie ich zachowania jest niebywale fascynujące dla przeciętnego (normalnego?) odbiorcy. Pamiętam, jak wciągnął mnie kiedyś Obłęd Jerzego Krzysztonia, którego bohater cierpi na schizofrenię i możemy krok po kroku, dzień po dniu obserwować rozwój choroby. Niezwykłe wrażenie zrobiła też na mnie powieść Wściekłość i wrzask Williama Faulknera, gdzie te same wydarzenia opisane są oczami czterech różnych postaci. Pierwszą z nich jest upośledzony 33-letni Benjy Compson. No właśnie. W postaciach chorych psychicznie najciekawsze jest nie to, jak widzi je świat – ale jak to one na świat patrzą. Nic dziwnego więc, że zarówno reżyserowie jak i pisarze wybierają często narrację pierwszoosobową przy takich bohaterach. Matthew Quick, autor Poradnika pozytywnego myślenia też się na taką zdecydował.

Matthew Quick (ur. 1973) to amerykański pisarz, finalista nagrody Fundacji Hemingwaya (Hemingway Foundation / PEN Award) w 2009 roku. Dorastał w New Jersey, a obecnie mieszka w Massachusetts ze swoją żoną – pianistką i pisarką Alicią Bessette. Ukończył literaturę angielską na La Salle University. Rzucił pracę nauczyciela języka angielskiego, aby napisać swoją pierwszą powieść – Poradnik pozytywnego myślenia. Inne książki jego autorstwa to Sorta Like a Rock Star (2010), Boy 21 (2012) oraz mająca się ukazać w 2013 roku Forgive Me, Leonard Peacock. Jego powieści zostały przetłumaczone na ponad 20 języków. Prawo do sfilmowania najnowszej, nieukończonej jeszcze książki The Good Luck of Right Now zakupiła wytwórnia DreamWorks.
Matthew Quick (ur. 1973) to amerykański pisarz, finalista nagrody Fundacji Hemingwaya (Hemingway Foundation / PEN Award) w 2009 roku. Dorastał w New Jersey, a obecnie mieszka w Massachusetts ze swoją żoną – pianistką i pisarką Alicią Bessette. Ukończył literaturę angielską na La Salle University. Rzucił pracę nauczyciela języka angielskiego, aby napisać swoją pierwszą powieść – Poradnik pozytywnego myślenia. Inne książki jego autorstwa to Sorta Like a Rock Star (2010), Boy 21 (2012) oraz mająca się ukazać w 2013 roku Forgive Me, Leonard Peacock. Jego powieści zostały przetłumaczone na ponad 20 języków. Prawo do sfilmowania najnowszej, nieukończonej jeszcze książki The Good Luck of Right Now zakupiła wytwórnia DreamWorks.

Niestety jest też ona prowadzona w czasie teraźniejszym a ja bardzo nie lubię takiej narracji, bo jest mało literacka i „nie płynie”. Niewielu autorom udaje się ją dobrze sprzedać. Do tego dodajmy infantylizm – a może nawet głupotę – głównego bohatera i potoczny, niezgrabny styl (choć może to wina tłumaczenia) i otrzymujemy język trudny w odbiorze, zwłaszcza jeśli przywykłeś do mistrzów pióra i wymagasz od książki pięknego stylu literackiego. Tu tego nie ma. Brakuje mi też synestezji. Autor skupia się na warstwie emocjonalnej i fabularnej, zdając się zupełnie zapominać o opisach wyglądu, zapachów i dźwięków, przez co nie czujemy się obecni w świecie bohatera. Widać, że Matthew Quick debiutuje Poradnikiem i jeszcze nie umie malować słowem, choć ja mu to wybaczam, bo książka ma w sobie inne wartości. No właśnie.

Udało się autorowi stworzyć coś bardzo cennego w każdej historii – czy to literackiej czy filmowej: złożone postaci. W poradniku każdy bohater ma swoją przeszłość i przyszłość, indywidualizm, temperament. To nie są wydmuszki, których jedynym celem jest tworzenie tła dla głównego bohatera i fabuły – ale bardzo prawdziwe jednostki, w których odnajdziemy członków naszych rodzin, przyjaciół i sąsiadów. Mamy chłodnego, zasadniczego ojca, który nie umie nawiązać kontaktu z synem. Mamy matkę, która poświęca się dla całej rodziny, zapominając o swoich potrzebach. Między wszystkimi bohaterami istnieją unikalne więzi lub antypatie, które Quick konsekwentnie prowadzi do samego końca, nie próbując ich na siłę dopasować do wydumanej fabuły. To właśnie dzięki bohaterom mikroświat amerykańskiego przedmieścia jest pokazany tak realistycznie i naprawdę wciąga pomimo braków w stylu.

Tuż po przeczytaniu książki obejrzałam też film i jeszcze raz zachęcam Was do obrania tej samej kolejności – zwłaszcza, że film mnie głęboko rozczarował pod kilkoma względami. Przede wszystkim ograbił historię z jednej z jej największych zalet: elementu zaskoczenia. Bo tak jak pierwsza połowa książki jest dość leniwa, dłużąca się – tak druga nabiera tempa i nie pozwala oderwać się od lektury. W końcu docieramy do informacji, która okaże się głównym zwrotem akcji i niejednego z Was wprawi w osłupienie. To jest ten moment, dla którego warto było czekać i przedzierać się przez przeraźliwie nudne opisy meczów futbolowych. W filmie ta informacja podana jest właściwie na samym początku i cała historia jedzie tylko i wyłącznie na świetnej grze aktorskiej. Tylko – aż na grze aktorskiej, bo muszę przyznać, że jest wyśmienita i doceniła to też Akademia, dając Poradnikowi 8 nominacji do Oskara.

Film złagodził też bardzo wiele motywów obecnych w książce i związanych z chorobą bohatera. Filmowy Pat nie jest tak agresywny, wybuchowy i sprawia wrażenie bardziej poukładanego niż ten, którego poznałam na papierze. A siłą historii jest dla mnie właśnie szczerze podana choroba wraz ze wszystkimi groźnymi, śmiesznymi, żenującymi objawami i niebezpiecznymi stanami emocjonalnymi, które zdają nam się dziwnie znajome, gdy czytamy. Do tego własnie chciałabym nawiązać w konkursie. A, właśnie, bo mam dla Was mały konkurs. :)

KONKURS!

Do rozdania mam trzy „szczotki” Poradnika pozytywnego myślenia. Jeśli nie wiecie, co to są szczotki, to pisałam o nich niedawno. Jeśli wiecie – a nie chcecie szczotek, tylko oryginalne wydanie, oczywiście nie będzie z tym problemu. Ja namawiam na szczotkę, bo to po prostu piękna sprawa taka szczotka i nigdzie nie można ich kupić. Tylko Segritta rozdaje :) Muszę jednak uprzedzić, że w szczotkach mogą znaleźć się małe błędy, literówki itp. bo to wersja przed ostateczną korektą.

  • Aby wygrać jedną z książek, opisz w komentarzu jakieś swoje „szaleństwo”. Może to być jakaś głupia potrzeba układania czegoś w pewnym porządku albo trudne do wytłumaczenia zwyczaje, których nie rozumie Twoje otoczenie. Wszelkie dziwactwa mile widziane, bo wierzę, że nie ma sztywnej granicy pomiędzy normalnością a szaleństwem. Każdy z nas ma w sobie coś z wariata. ;)

Trzy najciekawsze, najzabawniejsze lub po prostu najbardziej zaskakujące odpowiedzi nagrodzimy wraz z wydawnictwem Otwarte egzemplarzami Poradnika Pozytywnego Myślenia a zwycięzcy będą mogli wybrać, czy chcą wersję oficjalną czy szczotkę.

Na napisanie komentarza macie 3 dni (konkurs kończy się w niedzielę, 10 marca 2013 o godz. 23.59)

male poradnik pozytywnego myslenia szczotka male

 

No i mamy wyniki konkursu :) Wydawnictwo Otwarte postanowiło przydzielić jeszcze jedną książkę, więc w sumie mamy 4 nagrody i wędrują one do autorów następujących komentarzy:

Karo

Ja nie jestem w stanie rozmawiać z osobą (bez względu na to, czy to moja znajoma czy Szanowna Pani Profesor Habilitowana) jeśli zapięcie jej łańcuszka znajduje się w zasięgu mojego wzroku (a nie z tyłu szyi, tak jak powinno być). Zdarzyło mi się już zaczepiać obcych ludzi na przystanku i prosić o poprawienie łańcuszka, jak również zwrócić uwagę Pani Profesor na uczelni (całe szczęście przyjęła to z pokorą ;) ). Przyjaciółki automatycznie łapią się za szyję na mój widok :) I parę razy nie byłam w stanie obejrzeć filmu do końca, gdy jakaś bohaterka miał łańcuszek nie tak, jak powinna :)

Klaudia Ebru

Po cichu liczę, że nie tylko ja mam taką… przypadłość :) Otóż bardzo często wybieram przypadkowy wyraz, który właśnie usłyszałam, przeczytałam lub powiedziałam i w myślach sprawdzam, czy
a. liczba liter jest podzielna przez 3 (jeśli nie, to próbuję zmienić tryb czasownika etc), czemu przez 3? bo to warunek konieczny do spełnienia następnego punktu :)
b. czy kolejne literki leżą w różnych wierszach klawiatury qwerty (najlepiej, żeby pierwsza literka leżała w rzędzie pierwszym, druga w drugim, trzecia w trzecim, czwarta w pierwszym itd)

ewelina

1. Kawę piję tylko w zielonej filiżance i nikt nie może w niej pić. Do szału mnie doprowadza sytuacja, kiedy gość chce sam wziąć z tacy napełnione kawą filiżanki i sięga po MOJĄ ZIELONĄ, jakby nie wiedział (!), że jego jest np. pomarańczowa.
2. Kupioną gazetę chowam, nikt nie może jej przeczytać, ba, nawet przeglądać, przede mną, bo wyczyta literki.
3. Niczym Miauczyński, odsypuję bądź dobieram, ziarenka cukru, kawę itp.
4. Zjadam delicje, wafelki, cukierki czekoladowe z nadzieniem, odgryzając kolejne elementy. Delicje kończę na galaretce, wafle rozdzielam i z każdego zjadam nadzienie, potem wafla. Podobnie jest z czekoladą nadziewaną, odgryzam górę, wyjadam nadzienie. Najgorsze jest to, że w towarzystwie nie ruszę delicji, bo wiem, że nie umiem zjeść jej normalnie.
5.W nocy, leżąc na łóżku, nei wystawiam poza jego obręb nogi, ani ręki, bo obawiam się, że ktoś spod łóżka może mnie chwycić.

aillan

Nigdy, przenigdy nie śpię nago, bo boję się, że w nocy wybuchnie pożar, będę musiała uciekać, nie zdążę się ubrać i wybiegnę nago – albo przeciwnie, nie wybiegnę i dosłownie spalę się ze wstydu ;)

Gratuluję. Jesteście moimi ulubionymi wariatami :) A teraz poproszę na maila Wasze dane teleadresowe (Imię, nazwisko, adres i telefon) i informację, czy chcecie dostać szczotkę – czy oficjalne wydanie Poradnika Pozytywnego myślenia.

Komentarze do wpisu: 131 Napisz komentarz

  1. kasia napisał(a):

    mała nerwica natręctw, zawsze po zamknięciu domu/ samochodu/ szafki i naciśnięciu na klamkę w celu sprawdzenia czy jest zamknięta i odejścia kilku kroków absolutnym obowiązkiem jest zawrócenie i sprawdzenia jeszcze raz. Druga rzecz znana jako również marnotrawstwem wody jest wzięcie prysznica, po czym stwierdzenie, że to nie to i kąpiel w wannie jest niezbędna :-)

  2. karolina napisał(a):

    mam swoje małe wariactwo – można powiedzieć, że dotyczy ono okien;) nie mam pojęcia skąd mi się to wzięło, ale w niczym innym nie jestem tak dokładna jak w ustawianiu rolet (jeżeli okno jest podzielone, wszystkie rolety muszą być na równym poziomie!) oraz dbania o firany i zasłony w oknach, bo każda fałdka musi być ułożona i przemyslana co do milimetra! będąc na przykład na wykładach na uczelni lub jakiś innych spotkaniach, nie potrafię oderwać oczu, jeżeli żaluzje/rolety/whatever nie wyglądają tak, jak ja bym chciała – często przez to zdarza mi się w ogóle nie myśleć o celu wizyty w danym miejscu, a cała moja uwaga skupia się na tym, co by tu zrobić, żey to poprawić i jednocześnie zostać niezauważonym;) na szczęście mój mężczyzna już się nauczył, że takie rzeczy w naszym domu mają swoją określoną funkcję (i moje zasady;) w momencie, kiedy pierwszy raz chciał przesunąć zasłonę i zasłonić okna;)

  3. Hmm nie fotografuję ludzi z dołkiem w brodzie lub na nosie, za dotykanie przy mnie monitora łapami/długopisem(są tacy) można stracić rękę,zawsze w taki sam sposób odkładam przedmioty codziennego użytku przed snem(telefon,okulary,ciuchy,buty – wszystko ma swoje miejsce i sposób ułożenia)…Dokonuję hurtowych zakupów ubrań – jak coś na mi pasuje potrafię kupić np 10 identycznych koszulek i par spodni żeby uniknąć kolejnego wyjścia na zakupy.

  4. B. napisał(a):

    Układanie książek na półkach w porządku kolorystycznym i nie daj borze, niech ktoś ten porządek zburzy. Ścieranie nieistniejącego kurzu z każdej powierzchni płaskiej w moim pokoju przed położeniem się spać i maniakalne liczenie wzorków na kafelkach w toalecie. Tyle w temacie:)

  5. Jestem wariatką, bo układam klamerki na suszarce kolorami. Jeśli mi ktoś pomiesza czerwone z niebieskimi albo zielone z żółtymi wściekam się niesamowicie. Zmiana na drewniane niewiele by zmieniła, bo układałabym odcieniami drewna. Poza tym wszystko u mnie w życiu musi być symetryczne, parzyste i poukładane. Najlepiej w pudełka, pojemniczki, puszki.. Wtedy czuję się bezpieczna i mam wrażenie, że panuję nad swoim życiem.

  6. Nat napisał(a):

    Mam jedno dziwactwo takie, że nigdy nie słyszałam o nikim kto by tez ja miał. Otóż będąc dzieckiem wymyśliłam sobie swój własny sposób na czytanie książek – czytałam je ‚z obrazków’. Rzecz polega na tym, że widząc obrazek lub zdjęcie w książce, gazecie, czy czymkolwiek co normalnie się czyta, wymyślałam sobie na jego temat swoją własną historię. Mimo, że potrafiłam czytać je normalnie, to nic nie sprawiało mi takiej przyjemności jak wymyślanie swoich własnych historii. Potrafiłam przed jednym obrazkiem spędzić całe godziny wyobrażając sobie losy jego bohaterów wręcz na całe lata w przód. Szczerze mówiąc i teraz (w wieku 22 lat!) mam czasami ochotę w taki własnie sposób poczytać jakąś kolorową gazetę ;) I dalej mi się to zdarza!

  7. Monika napisał(a):

    zbieractwo-dziwactwo – zbieram naklejki z owoców i warzyw, nakrętki od tarczynów, zapałki, paragony (tak, te ze spożywczego też :), błyszczyki do ust i torebki, a w przeszłości zbierałam też globusy, zawleczki z tymbarków i buty, ale mieszkanie zrobiło się za małe ;)

  8. dandyska napisał(a):

    nie zasnę, jeżeli jeansy, ktróre miałam na sobie danego dnia, nie są odwrócone na prawą stronę…

  9. marta napisał(a):

    Nie jestem w stanie prowadzić żaaaaadnej, ale to żaaaadnej rozmowy, gdy spaceruje z kimś, a mój rozmówca znajduje się po mojej lewej stronie… No po prostu nie umiem wydusić z siebie żadnej sylaby.. Najzabawniejsze są sytuacje, kiedy idę z kimś, kogo dopiero co poznałam i gdy tylko niechcący zamienimy się stronami, szybciutko przeskakuje na właściwe miejsce robiąc przy tym oczy jak kot ze Shreka. Po powtórzeniu tej czynności kilka razy w ciągu 20 minut ludzie patrzą się na mnie jak na dziecko z ADHD :) I jak dobrze wiedzieć, że nie tylko ja mam w sobie coś z wariatki :)

  10. Albinka napisał(a):

    Mniej wiecej na 2 tygodnie kazdej zimy zamykam sie w domu,przestaje kontaktowac ze swiatem i otwierac drzwi dobijajacym sie do mnie ludziom. W tym czasie czytam ksiazki, ogladam filmy, robie plany na kolejne miesiace i po prostu odpoczywam od wszystkiego. Znajomi i rodzina czesto nie potrafia zrozumiec tego odciecia sie od nich, gdyz nigdy nikogo nie uprzedzam – po prostu przychodzi taki moment, ze sie izoluje i juz ;)

  11. Zbieram figurki Żydków (takie z pieniążkiem lub bez). Moje otoczenie średnio to rozumie, zwłaszcza te na uczelni, gdzie często tradycja wręczania komuś figurki Żydka jest równoznaczna z barbarzyństwem (nadinterpretacja moim zdaniem). A moje zbieractwo polega na tym, że z każdego większego miasta, które odwiedzę, po prostu muszę przywieźć Żydka. Na pamiątkę. Swego czasu obiegłam cały Lublin, nim znalazłam takiego, który by mi odpowiadał (a w Gdańsku nie znalazłam wcale, mam z Gdyni). ^^

  12. Karo napisał(a):

    Ja nie jestem w stanie rozmawiać z osobą (bez względu na to, czy to moja znajoma czy Szanowna Pani Profesor Habilitowana) jeśli zapięcie jej łańcuszka znajduje się w zasięgu mojego wzroku (a nie z tyłu szyi, tak jak powinno być). Zdarzyło mi się już zaczepiać obcych ludzi na przystanku i prosić o poprawienie łańcuszka, jak również zwrócić uwagę Pani Profesor na uczelni (całe szczęście przyjęła to z pokorą ;) ). Przyjaciółki automatycznie łapią się za szyję na mój widok :) I parę razy nie byłam w stanie obejrzeć filmu do końca, gdy jakaś bohaterka miał łańcuszek nie tak, jak powinna :)

  13. wyszlamzamaz_zw napisał(a):

    1. Masło na kromce chleba musi być idealnie rozsmarowane, cieniutka warstwa pokrywajac każdy skrawek miązszu chlebowego, a nadmiar tłuszczu z dziurek wydłubany.
    2. Trzy tukany na komodzie musza stać w takiej kolejności jaka ustaliłam i zawsze w tym samym miejscu.
    3. Całkiem niedawno mój mąż, przestawił meble w pokoju… dostałam ataku histerii, bo zaburzył moje poczucie bezpieczeństwa. Wyniosłam wszystkie moje rzeczy ( tukany też) i powiedziałam, ze więcej moja noga w tym pomieszczeniu nie stanie. Odchorowałam to psychicznie i fizycznie,. cierpiąc przez tydzień. Pokój wrócił do dawnego wyglądu.
    4. Więcej się komromitować nie będę ;)

  14. Maddie napisał(a):

    Zapomniałam o jeszcze jednym! Maluję drewniane klamerki w różne wzorki za pomocą lakierów do paznokci, gdy jestem wściekła albo przygnębiona :) nic innego mnie tak nie uspokaja i nie wycisza!

  15. Maddie napisał(a):

    Mam paskudny zwyczaj zabierania się za sprzątanie, gdy zaczynam się źle czuć sama ze sobą. Niestety, nie kończy się na przetarciu blatów w kuchni, umyciu wanny czy pościeleniu łóżka. Za każdym razem (czyli średnio co kilka tygodni) pozornie niewinne z początku sprzątanie zamienia się w gruntowne porządki… które z kolei kończą się wyniesieniem kilku worków ze śmieciami i przemeblowaniem mieszkania. Ten akt kończę zwykle stwierdzeniem, że „jest idealnie”, lepszym samopoczuciem i ogromnym zmęczeniem. Z tym że… następnego dnia albo jeszcze tego samego wieczoru przestawiam meble jeszcze ze dwa razy, żeby wrócić do pierwotnego ustawienia… Mój chłopak załamuje ręce i łapie się za głowę, ale nie znalazł jeszcze lekarstwa na to moje szaleństwo ani jakiegoś substytutu…

  16. Ola napisał(a):

    Generalnie dym papierosowy mnie dusi. Ale kilka dni przed okresem i w jego trakcie zapach dymu papierosowego jest…B O S K I. Potrafię pójść w całkiem przeciwną stronę tylko dlatego, że przede mną ktoś idzie z zapalonym papierosem. Raj na ziemi. Wyobraźcie sobie wtedy moją minę ;)

  17. Angelika J napisał(a):

    Moim dziwactwem jest to, że czynności, które uważam za normalne i naturalne okazują się dziwne. Np. ustawianie rolet w jednej linii uznaję za estetycznie wyglądające. Zawsze zostawiam malutki kęsik na talerzu, chociaż z powodzeniem zmieściłabym go w brzuchu. Wszystko co robię musi wiązać się z symetrią, równością i musi być poukładane od najmniejszego do największego. Ale to wszystko po prostu ułatwia mi życie i utrzymanie porządku w… mojej głowie.

  18. MagdaQ napisał(a):

    Ja wącham książki. Pewnie „szczotka” pachnie inaczej niż wydane „tradycyjną” metodą książki – i to chciałabym sprawdzić. Nałogowo czytam książki i kupuję ich więcej niż ubrań :P Mam też czytnik ebooków, ale on nie pachnie i jakoś nie mogę się do niego do końca przekonać… :(

  19. Klaudia Ebru napisał(a):

    Po cichu liczę, że nie tylko ja mam taką… przypadłość :) Otóż bardzo często wybieram przypadkowy wyraz, który właśnie usłyszałam, przeczytałam lub powiedziałam i w myślach sprawdzam, czy
    a. liczba liter jest podzielna przez 3 (jeśli nie, to próbuję zmienić tryb czasownika etc), czemu przez 3? bo to warunek konieczny do spełnienia następnego punktu :)
    b. czy kolejne literki leżą w różnych wierszach klawiatury qwerty (najlepiej, żeby pierwsza literka leżała w rzędzie pierwszym, druga w drugim, trzecia w trzecim, czwarta w pierwszym itd)

  20. Boję się prądu.. jak włączam coś do gniazdka, to zamykam oczy. Szczególnie nie lubię podłączać kabelka od laptopa, bo on najczęściej błyska. Kuchenkę gazową zapalam zapałkami, nigdy zapalniczką, bo zawsze sobie palce poparzę ale piekarnika na gaz to już nietknę. Czekam na męża. Dopóki nie dorobimy się elektrycznego piekarnika skazany jest na otrzymywanie potraw z piekarnika tylko kiedy jest w domu, zatem nie mogę go zaskoczyć czymś co upichcę w piekarniku. A najbardziej z wszystkiego, mojego męża wkurza to, że jak uczy mnie jeździć autem po polnych drogach, a z na przeciwka nadjeżdża jakieś auto panikuję, że się na drodze nie zmieścimy. Co najmniej raz w miesiącu przestawiam coś w domu: w szafie, na półkach w kuchni, szafie na buty… tylko półki i wieszaka z ciuchami męża nie tknę, bo nie chce żeby co raz do mnie dzwonił gdzie mu rzeczy przełożyłam :)

    Pozdrawiam

  21. aillan napisał(a):

    Nigdy, przenigdy nie śpię nago, bo boję się, że w nocy wybuchnie pożar, będę musiała uciekać, nie zdążę się ubrać i wybiegnę nago – albo przeciwnie, nie wybiegnę i dosłownie spalę się ze wstydu ;)

  22. aknah napisał(a):

    nie jest to szaleństwo, ale nikt w moim otoczeniu nie potrafi ani nie
    chce tego zrozumieć. uwielbiam kanapki z pasztetem i nutellą (tak, obie
    rzeczy na jednej kanapce, koniecznie pasztet na spodzie, nutella na
    wierzchu, pycha!). podobno w ogóle dziwnie jadam :)

  23. Jagoda Aniołkowska napisał(a):

    heh ja układam ubrania w szafie kolorami i odcieniami od najjaśniejszego do najciemniejszego. oddzielnie bluzki, swetry, spodnie, spódnice itd

  24. Pali się, pali się, pali się! Od dzieciństwa uwielbiam podpalać różne rzeczy, zaś z umiejętności rozpalania ogniska w dziwnych miejscach uczyniłam wręcz ósmą sztukę wyzwoloną. Kilkanaście lat temu na pytanie gości „co tak śmierdzi?” rodzice odpowiadali zwykle ze stoickim spokojem „pewnie dzieci palą ognisko pod balkonem”… Używałam do tego celu praktycznie wszystkich dostępnych środków: benzyny, kawałków drewna, szmat, zaś w okresie Wszystkich Świętych wędrowałam po cmentarzu, zbierając wosk do ogromnej reklamówki. Wosk przetapiałam następnie na świece („gdzie masz sznurówki?” – „nie wiem…”), tworzyłam z nich kostki zmieszane z trocinami, które służyły do przyspieszania procesu rozpalania ognisk, gdy było mokro/ Brałam je z sobą wszędzie, nawet do szkoły. Dzisiaj rozpalam ogniska podczas wszystkich wyjazdów, w domu mam więcej świeczek niż w niejednym sklepie. Czasem zdarza mi się coś przypadkowo podpalić, ale skala już nie ta…

  25. Oprócz tego, że boję się prądu, to mam taki zwyczaj porządkowania wszystkiego na talerzu. Wokół w pokoju może być bajzel, łózko nie pościelone, naczynia w zlewie nie umyte – ale na talerzu jest porządek. Dlatego czasami do kotletów nie nakładam surówki i albo jem ją prosto z miski, albo nie jem w ogóle. Największy problem mam z bigosem – nie można go nałożyć na ziemniaki, bo woda/sos z bigosu przecieka na ziemniaki i tworzy się niezjadliwa papka, zupełnie nieapetyczna, która w dodatku bardzo wolno stygnie. Dlatego najpierw nakładam bigos, a dopiero potem ziemniaki :)
    Z tym stygnięciem wiąże się również moja niechęć do zupy pomidorowej. To najgorętsza zupa ze wszystkich i dałbym sobie… no może ręki nie, ale o przekonanie bym się założył, że po kilkunastu minutach od podania, kiedy inne zupy mają temperaturę odpowiednią do spożycia, temperatura zupy pomidorowej nie zmieniła się choćby o jeden stopień.

  26. Alex napisał(a):

    Moje szaleństwo to skakanie w deszczu. Niezależnie od tego, co mam na sobie, o której pada deszcz i kto na mnie patrzy, zapominam o wszystkim i po prostu cieszę się moknięciem. Hitem było, jak o 2 w nocy razem z koleżanką wyleciałyśmy z hotelu na boso i w piżamach i jak dzieci przez godzinę ganiałyśmy się po kałużach :D

  27. magda napisał(a):

    zanim zjem kanapkę, odgryzam ja dookoła, na pierwszy rzut idzie ta wyglądająca mniej apetycznie. Czuję się bezpieczniej gdy wiem, ze mam w torbie słuchawki, nawet jeżeli nie mam ich gdzie podłączyć (chyba jara mnie wizja założenia ich i udawania ze nie słysze świata)

  28. ewelina napisał(a):

    1. Nie cierpię, kiedy ktoś zrobi sobie kawę w MOJEJ zielonej filiżance, albo jeśli gość, sam, biorąc filiżankę z tacy, chwyci za zieloną, jakby nie wiedział (!), że dla niego jest pomarańczowa filiżanka.
    2. Kiedy kupię gazetę, chowam ją, dopóki nie mam czasu jej przejrzeć, nikt przede mną nie może jej wertować, bo wyczyta przeciez literki.
    3. Wkładam buty zaczynając od lewego, nie umiem nawet zacząć od prawego.
    4. Niczym Miauczyński, dosypuję i odsypuję, ziarnka cukru, ilość kawy z łyżeczki itp.
    :)

  29. just@ napisał(a):

    Mam swoje małe wielkie wariactwa.. Ktoś mi kiedyś
    powiedział, że to może być związane z poczuciem winy. Przeczytałam gdzieś, że
    nie powinno się zostawiać na noc wtyczek w kontaktach ze względu na ryzyko
    pożarowe. I tak przed snem zaczyna się wieczorny rytuał – wyjmowanie z
    kontaktów wszystkich wtyczek – telewizora, radia, komputera, czajnika. Później
    wstaje, żeby sprawdzić, czy naprawdę wyłączyłam.
    A później kolejny raz z myślą „wyciągnęłam wtyczki, czy tylko pomyślałam, że je
    wyciągam?”.. Z czasem mi to zanikło, lecz przybyły nowe wariactwa. Teraz jestem
    chora, jeśli kilka razy nie sprawdzę, czy na pewno nastawiłam budzik. Co ja
    pisze. I tak jestem chora, nawet jak sprawdzam ;) Ludzie mają znacznie cięższe
    zaburzenia. Tak ciężkie, że z czasem obezwładnieni własnymi lękami,
    wariactwami, natręctwami, obsesjami…nie są w stanie wyjść z domu ;>

  30. Ada napisał(a):

    W toaletach w miejscach publicznych ZAWSZE sprawdzam, czy zamknęłam drzwi. Mimo, że pamiętam, że to zrobiłam. Co więcej, gdy słyszę, że ktoś wchodzi do łazienki, i tak łapię za klamkę i trzymam..na wszelki wypadek ;)

  31. Myślę od dobrych 5 minut jakie mam dziwactwa, szukam w poniższych komentarzach inspiracji i … nic. Nie mam żadnych, może właśnie to nim jest że uważam się za normalną, zupełnie nudną osobę ??

  32. Misia napisał(a):

    Ok
    1. Wychodzę z domu bez zegarka – dramat, cały dzień nie mogę się skupić. Wchodzę do domu – jeszcze przed zdjęciem butów ściągam zegarek, bo inaczej nie mogę się skupić ;)
    2. Nie lubię jak ktoś przede mną czyta gazetę, a jak ją krzywo złoży po przeczytaniu to chce mi się płakać..
    3. Dzień w dzień robię sobie rano fryzurę typu warkocz, kłos, koczek, podpięcia itd. Gdy już stoję w kurtce i butach przed lustrem zawsze rozwalam fryzurę i wychodzę w rozpuszczonych włosach. Co nie przeszkadza mi następnego dnia znowu pleść jakieś dziwne kłosy ;)
    4. Nawet gdy jem zwykłe śniadanie z rodziną i widzę, że ktoś wyjął 3 talerze niebieski i jeden biały, albo dla każdego kubek od innego kompletu to potrafię wyrwać już używany talerz i zamienić na jedyny prawidłowy ;)
    5. Idę z kimś na spacer i idę po jego/jej prawej stronie. Nagle coś się dzieje i wychodzi na to, że idę po lewej. NOŁ ŁEJ! Przez takie zmiany stron tracę poczucie bezpieczeństwa ;)
    6. Gadam do siebie na głos jak jestem sama. No ale to chyba standard.

    7. Jak jadę samochodem jako pasażer, szczególnie z tyłu to liczę. Wszystko, drzewa, domy, znaki zależy co mi wpadnie w oko. I robię to nieświadomie, np łapię się na tym, że mówię sobie w myślach np. „16” ;) W kościele całe dzieciństwo liczyłam belki na suficie..
    8. Czytając książkę, kiedy jestem na początku i historia dopiero się zawiązuje, czytam jedną stronę tak mniej więcej w 3/4 książki. Potem jak doczytuję do niej to ciesze się, że w końcu wiem o co w tym fragmencie chodziło. (ale o co mi chodzi z tym to nie wiem)
    9. Całe swoje szkolne życie robiłam sobie notatki przed sprawdzianami/pracami klasowymi. JEDNO skreślenie i notatki lądowały w śmieciach, wszystko musiało być idealne, proste linie i ładne kolory. Przestałam dopiero na studiach, chociaż nadal serce mi krwawi jak coś jest krzywo.
    10. Mogę pisać tylko i wyłącznie „miękkim” długopisem lub piórem. „Twardy” i „ostry” długopis jest niedopuszczalny. (to chyba kwestia tej kuleczki na końcu, musi być taka okrągła)
    11. Jabłko pokrojone w ćwiartki smakuje mi lepiej. No ale to chyba wiele osób tak ma ;)
    12. Łyżki i łyżeczki nie mogą być głębokie. Głębokie łyżeczki są jeszcze bardziej niedopuszczalne niż ostre długopisy.

    itd itp..

    1. Jeśli chodzi o łyżeczki, to znakomicie Cię rozumiem. Nie cierpię głębokich łyżek i łyzeczek, a zwłaszcza z takim szpiczastym końcem, łyżka musi byc płaska i obła, szeroka, łagodna w kształcie, nie szpiczasta. I mieć wygodną, obłą, ergonomiczną, absolutnie nie kanciastą rączkę. równiez klamki – jeśli mają jakikolwiek kant lub chocby fragment, który jest prosty, a nie obły, to taka klamka jest dla mnie odrzucajaca.

      Jeśli zaśchodzi o dlugopisy to mam dokładnie odwrotnie. Nie porafię pisać dlugopisem, który ma kulkowatą końcówkę, długopis musi pisać cienko, najlepsze są długopisy w gwiazdki, mają cieniutkie wkłady i świetnie piszą. Cienkopiszące i co zatym idzie jedyne do zaakceptowania sa też chińskie pióra wieczne

  33. Arande napisał(a):

    Zapomniałam o tym, dopóki nie przeczytałam o dziwactwie osoby sprawdzającej liczbę liter w usłyszanych wyrazach lub zdaniach. Otóż ja usłyszane zdania, słowa czy zwroty muszę dopełnić swoimi ustalonymi słowami, by były pełne dziesiątki liter (np. domek usłyszane zdania :D). Kiedyś mnie to wkurzało, teraz się nauczyłam to tolerować, żeby się nie męczyć sama ze sobą.
    Poza tym czasami mam takie okresy, że muszę stale trzymać się za szyję, bo boję się, że skaleczę się w nią kartką (nawet jeśli w pobliżu mnie nie ma żadnego papieru. Zwłaszcza się boję, że ktoś się potknie obok mnie z arkuszem i poderżnie mi w ten sposób gardło.

    1. męczyłam się z podobną przypadłością dość długo – sylaby w wyrazach, które zobaczyłam gdzieś na billboardzie czy plakacie musiały być parzyste, jeśli nie były szukałam kolejnych słów aż do momentu aż osiągnęłam parzystą liczbę :D Udało mi się nad tym zapanować, może raz na jakiś czas złapie się na tym, że faktycznie zaczynam liczyć sylaby.

  34. 1. Niemalże zawsze jak coś robię, czy to sprzątam, czy kanapki smaruję rozmawiam sam ze sobą po angielsku. Nie mam pojęcia skąd to się bierze, tak jakoś jest…
    2. Mogę mieć wszędzie bałagan i syf, ale i tak zawsze jak będę przechodził przez ten bałagan i zobaczę porozrzucane długopisy, ołówki, linijki i tego typu przybory muszę je poukładać równiutko. I tak walają się spodnie, szklanki i inne pierdoły po całym pokoju, a długopisy i ołówki leżą idealnie poukładane.
    3. Często odnoszę wrażenie, że „to wszystko to iluzja, a ja jestem wariatem przypiętym do łóżka”
    4. Non stop poprawiam włosy, nawet jak się ogoliłem na super krótko, poprawiałem jej bez przerwy.
    5. Nie lubię tłumaczyć, nienawidzę jak ktoś mi zadaje pytania. Zawsze staram się podawać jak najmniej informacji o sobie. Za to uwielbiam słuchać o ludziach, ich historii. Jak ktoś opuszcza pomieszczenie, zawsze muszę zapytać dokąd idzie.

  35. kristina napisał(a):

    A ja nie znoszę jak ktoś dotyka mojego ręcznika. jestem nawet na wyższym poziomie wtajemniczenia i… strasznie mnie irytuje, jak mój ręcznik wisi na relingu i dotyka go… inny, obcy mi ręcznik ;) rozumiecie to oczywiście ;D

  36. zielak napisał(a):

    Jak wiesz, jednym z moich dziwactw jest lek przed skarpetkami z palcami i bialymi pilkami:-). Btw super dziala strona na telefonie.

  37. frn napisał(a):

    Gdy robię sobie kanapki, jem pizzę lub coś innego, co dzieli się na kawałki zawsze zaczynam od tych, które wyglądają najgorzej, a te „najlepsze” zostawiam na końcu.

    Przy kanapkach nie może być „widocznego” chleba, wszystkie dodatki muszą mi go zasłaniać, jeżeli jest inaczej to wydaję mi się, że kanapka jest niedobra i mam opory przed jej zjedzeniem.

    Boję się, że się spóźnię- to jest przypadłość, którą mam ZAWSZE. W pracy jestem 40 min przed czasem, bo „na pewno tramwaje przestaną działać, zrobią się korki itd”. Na spotkania towarzyskie przyjeżdżam co najmniej 20 min, przed umówioną godziną. Jeżeli ktoś spóźni się więcej niż 5 min, to strzelam focha.

  38. Marlena napisał(a):

    zawsze a to zawsze jak gasze świtatło to kontakt pstrykam dwa razy to takie głupie przyzwyczajenie, które zawsze denerwuje zaczyna denerwować:) moich bliskich i zawsze słysze to samo żarówki prze ciebie szybciej się palą przez to twoje pstrykanie hehe co ja sięz nimi mam , nie to co oni mają się ze mną :)

  39. ewelina napisał(a):

    Nie widzę swego wcześniejszego posta, więc piszę jeszcze raz:
    1. Kawę piję tylko w zielonej filiżance i nikt nie może w niej pić. Do szału mnie doprowadza sytuacja, kiedy gość chce sam wziąć z tacy napełnione kawą filiżanki i sięga po MOJĄ ZIELONĄ, jakby nie wiedział (!), że jego jest np. pomarańczowa.
    2. Kupioną gazetę chowam, nikt nie może jej przeczytać, ba, nawet przeglądać, przede mną, bo wyczyta literki.
    3. Niczym Miauczyński, odsypuję bądź dobieram, ziarenka cukru, kawę itp.
    4. Zjadam delicje, wafelki, cukierki czekoladowe z nadzieniem, odgryzając kolejne elementy. Delicje kończę na galaretce, wafle rozdzielam i z każdego zjadam nadzienie, potem wafla. Podobnie jest z czekoladą nadziewaną, odgryzam górę, wyjadam nadzienie. Najgorsze jest to, że w towarzystwie nie ruszę delicji, bo wiem, że nie umiem zjeść jej normalnie.
    5.W nocy, leżąc na łóżku, nei wystawiam poza jego obręb nogi, ani ręki, bo obawiam się, że ktoś spod łóżka może mnie chwycić.
    Pozdrawiam.

  40. Coś co znajomi uważają za najdziwniejsze- nikt, nawet mój chłopak, nie może dotknąć wewnętrznej strony ręki (przy nadgarstku) ani nie jestem w stanie patrzeć na żadne żyły. Dotykanie szyi i wewnętrznej strony ud też jest niemile widziane-generalnie moja wyobraźnie odnośnie żył zbliża się do paranoi. Ostatnio zemdlałam kiedy ktoś opowiadał mi o tętniaku- generalnie wszystko co jest związane z żyłami i ich zaciskaniem powoduje, ze jestem bliska zejścia [nawet jak to piszę]

    1. Izabela napisał(a):

      mam to samo, piąteczka. jeszcze wewnętrzna strona łokcia. ciarki na plecach mam nawet jak czytam twój komentarz!

    2. Monika napisał(a):

      Ja też tak mam, jak ktoś zaczyna mówić o żyłach to zatykam sobie uszy, kiedyś nawet wysłałam koleżankę, żeby oddała za mnie krew, bo musiałam sobie zrobić badania do pracy.

  41. J. napisał(a):

    ja sobie wyścielam kibelek papierem toaletowym, zanim zacznę do niego wydalać, bo boje się, że ktoś z domowników może usłyszeć szanowne ‚plum’, sprawą drugorzędną jest to, że po prostu brzydzę się, że ochlapie mnie woda, przy… ‚zrzucaniu balastu’, czy jak to zwać (U know what I mean) :D co dziwniejsze uważałam to za całkowicie normalne, dopóki nie przyłapał mnie na tej czynności mój chłopak i wyśmiał pod niebiosa…

  42. Hm, tego chyba jeszcze nie było… :) no więc do szału doprowadzają mnie nierówne kwoty na koncie bankowym (jakieś 8, 97 zł itp.), więc często robię sobie przelewy miedzy rachunkami, żeby dorównać do pełnych kwot. No chociaż złotówek, grosze zdarza mi się odpuścić ;)

  43. Moje szaleństwo… Fobia. Boję się ślimaków….
    Dzięki Bogu nie mieszkam w Australii gdzie można umrzeć dzięki ślimakom morskim, ale świadomość, że ślimaki zabijają nie poprawia mi samopoczucia ;)
    Książka bardzo mnie ciekawi, czytałam już kilka jej recenzji, a i marzy mi się mieć szczotkę na półce. Zwłaszcza, że filmowa okładka bardzo mi się nie podoba..

  44. Michalina A. S. napisał(a):

    Ja się brzydzę mydła w kostce i nie umyje takim nawet rąk. Nie używam ręcznika do ciała, bo też się brzydzę, wycieram po kąpieli/prysznicu tylko włosy. Mam syndrom odwiedzania tych samych miejsc i robienia serii zdjęć tego samego miejsca o różnych porach doby i roku ;)

    1. A w jaki sposób/czym wycierasz ciało??? czekasz aż samo wyschnie? Wyprany (puszysty) pachnący ręcznik napawa Cię obrzydzeniem????

      Inna sprawa, że ja nie lubię akurat puszystych ręczników i w ogóle nie lubię ubrań wyplukanych w płynie do prania – robilam kilka podejść i zawsze taki płyn zalegał mi po pierwszym użyciu miesiącami, a nawet latami. Lubię tekstylia po wypraniu sztywne i pachnące wyłącznie proszkiem, ewentualnie wiatrem, zadnymi tam wiosnami, fiołkami, dzidziusiami, waniliami. wydaje mi się, że na rzeczach wypłukanych w plynie di płukania osiada niewidzialna warstewka miekkiego pudru i mi to przeszkadza.

  45. Jak idę chodnikiem to zawsze staram się nie stawiać stóp na tych „złączeniach” pomiędzy płytami chodnikowymi. Kiedyś próbowałem z tym walczyć. Wyłączyłem mózg, przez kilka chwil nie widziałem chodnika. W końcu pacze w dół, a tam kostka brukowa :OOOO !!!1!!1jedenjeden11!!!111!!

  46. dżej napisał(a):

    Jedynym dziwactwem czy też raczej aberracją, na którą sobie pozwalam jest niewątpliwie ta chromatyczna.

  47. małgorzata napisał(a):

    Boję się ciemności. A gdy zdarza się tak, że zostaję sama na noc w mieszkaniu, to przed położeniem się spać muszę KONIECZNIE sprawdzić każde pomieszczenie, czy przypadkiem nie czai się tam morderca z siekierą. Patrzę też za zasłonami, w szafach i na balkonie. Po takim rytuale kładę się do łóżka, aby po pięciu minutach walki ze sobą wstać i sprawdzić czy na pewno drzwi są zamknięte na zamek. Mam 21 lat.

  48. aana87 napisał(a):

    najwięcej moich dziwactw związanych jest z łóżkiem. Nie zasnę, dopóki prześcieradło nie będzie strzepnięte, bez fałdek, a jak znajdę na nim choć jedno ziarenko czegokolwiek – wszystko zaczyna się od początku. Do tego kołdra – dwa razy przed zaśnięciem muszę ją odwrócić i tak ułożyć, żeby „wolna przestrzeń” w środku znajdowała się w nogach albo po stronie narzeczonego (jemu to zupełnie nie przeszkadza na szczęście ;) ). Drzwi do sypialni muszą być dokładnie zamknięte na noc, podobnie drzwi do mieszkania.
    Ale najgorzej jest, gdy muszę spać pod namiotem (co mi się czasem zdarza, jako że jeżdżę często na turnieje rycerskie) – nie zasnę tam będąc totalnie trzeźwą – myślę wtedy o tych wszystkich małych żyjątkach chodzących obok mnie, przypominając sobie po raz kolejny, że człowiek zjada w swoim życiu około 10 pająków… dlatego na takich wyjazdach dwa piwka przed snem to obowiązek!
    Kolejna rzecz, książki – oprócz paru tytułów, które mam na półce praktycznie od zawsze, nie przywiązuję się do książek – najczęściej kupuję ( a kupuję ich naprawdę spore ilości), czytam i pożyczam innym. I zapominam. Po roku np, będąc w niedoczytaniu, znajduję daną książkę u znajomego, czytam opis, pożyczam i dopiero wtedy mi się przypomina, że to moja książka. Niestety, w drugą stronę mam tak samo (pożyczam i zapominam, że nie moje), więc znajomi już się nauczyli po jakimś czasie sami przypominać, że te 5 książeczek na mojej półce to ich jest ;)
    Co do książek jeszcze, to nienawidzę kończyć czytać książki. Zawsze wpędza mnie to w wielką depresję, więc gdy widzę, że ten moment się zbliża (kartek do trzymania w prawej ręce coraz mniej), zaczynam czytać książek do góry nogami. Czytam wtedy wolniej, więc przyjemności starcza na dłużej :)
    Ale najgorszą rzeczą dla mnie jest coś innego – po prostu nienawidzę nie wiedzieć! Gdy ktoś zacznie coś mówić, musi to skończyć, inaczej będę go nękać. Czasami, jeżdżąc autobusem, przejeżdżałam swój przystanek, gdy ktoś obok mnie rozmawiał przez telefon, a jego historia w momencie mojej potencjalnej wysiadki, pozostawała niedokończona…

  49. Moje szaleństwo uzewnętrznia się przy kontaktach z innymi ludźmi. Każdej nowo poznanej osobie potrafię opowiedzieć „story of my life”, choćby to była pani pytająca o godzinę, gdy stoję na przystanku. Po prostu gdy zaczynam z kimś rozmowę wplatam w nią anegdoty z mojego życia, czasami nawet te, które ludzie uznają za upokarzające.

  50. mlbdns napisał(a):

    Czytając komentarze dochodzę do wniosku, że moje jedzenie rzeczy w kolejności od najładniejszego do najbrzydszego koloru, a słodyczy od najbrzydszego do najładniejszego jest całkiem nieszkodliwe;)

  51. Olga napisał(a):

    Nie wezmę jedzenia do ust jeśli wyobrażę sobie jak było przygotowywane, najgorzej jak przyrządzała to moja babcia, a nie
    widziałam procesu. Jeśli jem cos co ona przygotowała to musz ę „wyłączyc mozg”
    I kolejne odchylenie: nienawidzę jak ktoś mnie delikatnie mizia/drapie po plecach czy nogach. Jestem w stanie zabić! Takie delikatne „mizianie” zwyczajnie boli.

  52. 1. Kupuje buty i torebki, nalogowo.
    2. Nigdy, przenigdy nie założe butów na gołe stopy. Wyjątkami sa letnie sandałki i kłapki. Love skarpetki.
    3. W pracy mam kilka zeszytów, w których musze rejestrować, zapisywać pewne rzeczy. Do szału doprowadza mnie fakt, gdy nie ma mnie w pracy i dziewczyna, która mnie zastępuje cos tam napisze, a nie daj buk rozrysuje kolejne tabelki. Ma tak nieczytelny charakter pisma i tak potrafi zle dobrać kolory (inne na linie, inne na nagłówki, ale w jednym zeszycie zawsze takie same) to potrafię wyrwać wszystkie i narysowac i napisac wszystko po swojemu.
    4. Przedziurkuj pismo, zamiast włożyć je do koszulki, a twój los bedzie marny.
    5. W pracy, tylko w pracy, jestem ortograficznym terrorysta. Ale to moze dlatego, ze pracuje z informacjami… (Tak, wiem, nie widać tego w moim poście, wybaczcie ;))
    6. Nie lubie rozstawac sie z książkami. Tym sposobem będąc na drugim roku studiów znajdziecie u mnie w pokoju podręczniki do matematyki z 5 klasy podstawówki.
    7. Nie umiem napić sie woda. W sensie, cos co pije musi byc choc troche słodkie, by ugasilo pragnienie. Woda jedynie mnie nadania.

    Jestem dziwna :D

  53. Aneta napisał(a):

    Najlepsze jest, to że ja jestem bardzo dziwna i mam wiele dziwactw ale jak trzeba to żadnego nie potrafię w sensowny sposób opisać a nie chcę pisać byleconaodwal bo napaliłam się na taką szczoteczkę;) ale jutro spotkam się z mężczyzną życia i on na pewno mi moje wszystkie dziwactwa przypomni, opowie i uzasadni w jasny sposób a ja je ładnie tu opiszę:)

  54. M. napisał(a):

    jak byłam młodsza, to wyciskałam tłuszcz z kabanosów i wycierałam obrane ze skorupki jajka. Ponadto, mam kilka swoich kubeczków i strasznie się wściekam, jak ktoś z nich korzysta. Kromka chleba zawsze musi być idealnie posmarowana i przekrojona na pół. Jak wracam w nocy z przystanku do domu i mam słuchawki na uszach, udaję, że nagrywam teledysk :D

  55. ciaza.blizniacza napisał(a):

    Moja mama nie umie pić z butelek – żadnych. Odpadają wszelkie imprezy z piwkiem, sokiem, wodą czy innym płynem prosto z opakowania. :) Kiedyś, jeszcze w czasach podstawówki, była na wycieczce szkolnej z moją klasą jako opiekunka i wzbudziła sensację przelewając napój z butelki 1,5 litra do zakrętki a z zakrętki do ust… :)

  56. Alya napisał(a):

    Zawsze układam noże leżące na stole (np. nóż do smarowania pieczywa) w taki sposób by nie leżały ostrzem do mnie :) w przeciwnym przypadku „kłują mnie w oczy” i nie mogę się skupić. Trochę to zabawnie wygląda na zjazdach rodzinnych jak dyskretnie chcę poprawić jakiś sztuciec. Na szczęście przyłapała mnie kiedyś siostra i kazała wyjaśnić o co mi chodzi. Teraz jak widzi jak się wpatruję tępym wzrokiem w ostre narzędzie to sama je poprawia (co szczerze mówiąc jest chyba jeszcze dziwniejsze :D).
    I jeszcze rusza mnie sposób powieszenia papieru toaletowego, wszędzie poprawiam wedle własnej filozofii, nawet będąc gościem w cudzym domu

    1. Alya napisał(a):

      i jeszcze brzydzą mnie bezdomne ślimaki – te nagie, bez skorupki. Jeśli spotkam na swej drodze muszę ominąć szerokim łukiem.Koledzy chcieli mnie kiedyś wyleczyć z tej przypadłości, sugerując że na pewno by mi przeszło jakbym potrzymała jedno takie żyjątko w dłoni. Przestali żartować widząc jak robię się nadnaturalnie blada. Zemdlałabym gdyby nie obawa, że mogę się ocknąć pokryta czymś obrzydliwie obślizgłym.

  57. Boję się pralki. Dokładniej: odgłosów wydawanych przez nią. Kiedyś byłam sama w mieszkaniu, oczywiście nie wyszłam z domu, chociaż byłam głodna, a w lodówce pustki (bo co będzie, jeśli pralka opuści łazienkę?), robiłam pranie i strasznie niósł się hałas, więc sprawdzałam co 20 minut, czy wszystko jest z nią ok.

  58. Magdalena napisał(a):

    Nie wiem, czy można to uznać za wielkie dziwactwo, ale jedząc obiad np. składający się ze schabowego, ziemniaków i surówki, poszczególne cześci obiadu zjadam w określonej kolejności- nie umiem jeść ziemniaków wraz z surówką czy kotleta wraz z ziemniakami:) Jak jem kanapki z serkiem np. z almette, to rezygnuje z masła: )

  59. Kalina napisał(a):

    Nie potrafię zabić świadomie żywego stworzenia, dlatego też gdy mi przeszkadza jakiś komar, pająk etc. uganiam się za nim po pokoju aby go pojmać i odesłać za okno. Mam wyrzuty sumienia gdy przy owej operacji niechcący zrobię takiemu maluchowi krzywdę.

  60. Ania napisał(a):

    Mam tysiące pomysłów na godzinę (najczęściej nie są to dobre pomysły) i wszystkie zaczynam realizować (bo wydają się genialne) tyle, że prawie nic nie kończę, bo już jest kolejny 1000. Z tego powodu w moim pokoju panuje chaos w którym bardzo chciałabym za jakiś czas gdy w końcu się ogarnę (ciągle w to wierzę) znaleźć szczotkę, którą dostałam od Segritty, zaczęłam czytać i przepadła w stosie zaczętych rzeczy :) wtedy ją dokończę czytać i wywoła we mnie dużo pozytywnych myśli :)

    Jestem dumna, że ten komentarzu dało mi się skoń

  61. Justyna.W napisał(a):

    Ja jestem stanikoholiczką. W ogóle mam fioła na punkcie pięknej bielizny, z tego powodu często ludziom zaglądam w biust w poszukiwaniu stanika, czy jest dobrze dopasowany, czy to jakaś bardziej znana marka (a nawet i model :) ) jaki rodzaj, jaki kolor, z czego mógłby być wykonany… Staram się oczywiście podglądać innych w ten sposób bardzo dyskretnie, ale jak można się domyślić – nie zawsze się udaje.

  62. Maciej Woźniak napisał(a):

    Moim dziwactwem jest to, że nie mogę się za nic przemóc do tego aby zawrócić. Idąc w konkretne miejsce, zawszę wybiorę dłuższą drogę tylko aby iść naprzód bo gdy się cofam czuję się jakby mnie mózg „swędział”. :)

  63. Guest napisał(a):

    Poznałam kiedyś faceta, który miał cukrzycę – młody, fajny, przystojny chłopak. Spotkaliśmy się na warsztatach projektowych, które trwały kilka dni i naturalnym więc było, że czasem w ciągu zajęć potrzebował zrobić sobie zastrzyk insulinowy. Nie wiedzieć czemu, zafascynowałam się totalnie robieniem zastrzyków cukrzykom – ba, nawet poznałam w tym samym czasie 2 innych facetów (i wszyscy z cukrzycą!) i totalnie ignorowałam dziwne spojrzenia mojej mamy i przyjaciół, gdy z zafascynowaniem im opowiadałam o tym, jak seksowne jest robienie zastrzyków w brzuch :D Fetysz ten jednak okazał się przejściowy – choć dalej odczuwam ciche podekscytowanie, gdy doświadczam kogoś badającego sobie poziom cukru lub wbijającego igłę w brzuch właśnie :D

  64. Pufa napisał(a):

    Poznałam kiedyś faceta, który miał cukrzycę – młody, fajny, przystojny
    chłopak. Spotkaliśmy się na warsztatach projektowych, które trwały kilka
    dni i naturalnym więc było, że czasem w ciągu zajęć potrzebował zrobić
    sobie zastrzyk insulinowy. Nie wiedzieć czemu, zafascynowałam się
    totalnie robieniem zastrzyków cukrzykom – ba, nawet poznałam w tym samym
    czasie 2 innych facetów (i wszyscy z cukrzycą!) i totalnie ignorowałam
    dziwne spojrzenia mojej mamy i przyjaciół, gdy z zafascynowaniem im
    opowiadałam o tym, jak seksowne jest robienie zastrzyków w brzuch :D
    Fetysz ten jednak okazał się przejściowy – choć dalej odczuwam ciche
    podekscytowanie, gdy doświadczam kogoś badającego sobie poziom cukru lub
    wbijającego igłę w brzuch właśnie :D

  65. Natalia Kohls napisał(a):

    Moim dziwactwem jest dotykanie np.klamki najpierw prawą później lewą ręką, coby lewa nie czuła się gorzej :) zawsze po zakręceniu, zamknięciu jakiegoś przedmiotu np.drzwi, odchodzę po czym wracam żeby sprawdzić czy na pewno są zamknięte. Boję się ciemności, i po dziś dzień śpię z włączoną lampką. No i w łóżku szczelnie owijam się kołdrą, broń boże moja ręka czy noga nie może znaleźć się poza łóżkiem, bo jeszcze ktoś mnie złapie. A wodę do wanny nalewam do pewnego określonego poziomu, nie może być ani więcej, ani mniej ;) To takie główne przyzwyczajenia :)

  66. rarago napisał(a):

    Nie mogę siedzieć przy osobie, która coś je, pije, ,,cmoka językiem”- nie znoszę dzwięku wydobywającego się w czasie tych czynności

  67. Anna napisał(a):

    Moje dziwactwa:
    – z pustego nie piję,
    – biję po łapach faceta, który próbuje mnie obmacywać na pierwszej randce,
    – zawsze poprawiam ludzi, którzy mówią „przyszłem”, „poszłem”, a gdy widzę błąd ortograficzny w jakimś wyrazie wpadam w furię.

  68. san85 napisał(a):

    Takim moim dziwactwem na studiach była konieczność posiadania własnych notatek. I może nie byłoby w tym nic, aż tak dziwnego, ale to nie mogły być takie „zwykłe” notatki. Nie, zdecydowanie nie. Musiały być perfekcyjne, idealne i obowiązkowo kolorowe.
    Po pierwsze pismo, oczywiście równiutkie, czytelne. Następnie kolorowe nagłówki i to nie jakiekolwiek. Każdy w innym kolorze, aż do wyczerpania palety cienkopisów, i znowu od początku. Wszelkiego rodzaju wypunktowania (gwiazdeczki, kropeczki, myślniki, strzałeczki itp.) też oczywiście kolorowe, do tego podkreślenia, pogrubienia w tekście, aby wyróżnić co ważniejsze elementy. Jeśli był jakiś schemat, czy tabelka, to obowiązkowo od linijki, wszystko równiutko, i jakżeby inaczej, kolorowo. Gdy trzeba było zrobić rysunek, to nigdy szkic ołówkiem czy długopisem, ale okredkami. Byłam chyba jedną z niewielu osób na studiach, z pudełkiem kredek :). A na koniec numerowanie stron i robienie zakładek wyróżniających kolejny dział, temat. No, a że takich notatek nie było możliwości zrobić podczas wykładu (wiadomo trzeba szybko notować, to i pismo nie tak ładne, na używanie setki kolorowych cienkopisów nie ma czasu), to robiłam je na brudno. A potem w domu, już na spokojnie wszystko przepisywane, upiększane, uzupełnione o informacje z książek w razie potrzeby.
    Teraz ktoś mógłby zadać pytanie: po co? No cóż, po prostu nie potrafiłam się uczyć z cudzych notatek, czy kserówek. To co sama napisałam, lepiej wchodziło mi do głowy. No a i koledzy byli zadowoleni. Bo zawsze, jak zbliżała się sesja, wiadomo do kogo uderzyć po notatki, kto zawsze wszystko ma :)

  69. Anna napisał(a):

    Zanim zacznę czytać książkę, najpierw zaglądam na ostatnią stronę,zakończenie… I chociaż wszyscy się temu dziwią to i tak mam wielką frajdę z czytania… A emocje jakie doświadczam w trakcie czytania są takie same, jakbym nie wiedziała co było napisane na końcu. Czasem udaje mi się nie zajrzeć na ostatnią stronę, ale tylko wtedy gdy to komuś obiecam.

  70. Ola napisał(a):

    Moje codzienne dziwactwa: 1.Jak ćwiczę i liczę powtórzenia w głowie to zawsze robię to po rosyjsku (mimo, że oprócz liczenia do 20 nie potrafię powiedzieć nic innego), próbowałam się tego oduczyć, ale jak nie liczę po rosyjsku to nie ćwiczę skutecznie :D.
    2. Zawsze muszę zaczynać jakieś czynności o ustalonej przez siebie godzinie, przykładowo jak planuję zacząć sprzątanie o 8:15 i się zagapię do 8:16, to wtedy już minął odpowiedni czas i musze ustalić nową godzinę np. 8:30.

    3. Jak wchodzę na swoją klatkę schodową, to zawsze urządzam sobie konkurs pt. ‚jak daleko przebiegnę zanim zamkną się drzwi’. Czasem modyfikuję ten konkurs i ustalam sobie, że jeśli dobiegnę przykładowo do skrzynki na listy zanim te drzwi się zamkną, to wtedy ‚na pewno’ zdarzy się coś czego aktualnie chcę. Nawet nie wiecie ile dobrego samopoczucia daje wtedy takie dobiegnięcie :) Nie wiem czemu to robię, ale chociaż poprawiam swoje wyniki w bieganiu po klatce schodowej :).

    To mój pierwszy post, choć czytam Ciebie od samego początku. Pozdrawiam :)

    1. mam to samo z bieganiem na klatce, tyle tylko że robię to bezcelowo.
      natomiast moje życzenie musi spełnić się, jak zakręci mi się w głowie i widzę takie spadające gwiazdki. ile ich zdołam policzyć, tyle życzeń mam do wykorzystania ;D

  71. Aneta napisał(a):

    Pewnie nie uda mi się wypisać wszystkich moich dziwactw bo to by nadawało się na jakąś książkę co najmniej ale to kilka best podyktowanych przez faceta i znajomych:

    1. Jako że jestem dziewczyną z Podlasia na bąbel mówię burchel a na durszlak cierpak co wiele osób wprawia w zdumienie.

    2. Nie jem kolacji i nie z racji tego, że się odchudzam czy co tylko, to sprawia że rano nie zasypiam i wstaję szybko bo jestem głodna, ten patent miała wypróbować koleżanka na swojego lenia, którego nie da się rano niczym obudzić:)

    3. Jak już jakaś piosenka mi się spodoba to katuję ją non stop tygodniami.

    4. Mam wielkiego bzika na punkcie żonkili i ważek, jak ktoś nie wiem co mi kupić na jakąkolwiek okazje to motyw żonkila i ważki jest trafem w 10, cieszę się jak dziecko.

    4. Pedantką nie jestem ale książki od kiedy pamiętam muszą stać równo, nawet w bibliotekach i sklepach zdarza mi się je układać w regularny ciąg, co czasem z boku wygląda może dziwnie.

    5. Praktycznie wszystko co wpadnie mi w ręce wącham, a że jestem chemikiem to nie zawsze kończy się to najlepiej, nie raz z tego powodu ciurkiem poleciały mi łzy albo popaliło mi „przewody nosowe”

    6. Eksperymentuję w kuchni, zawsze ale to zawsze do jakiegoś przepisu dodam coś od siebie;) nawet jak zrobię za dużo czegoś i zostanie „na jutro” to zdarza się, że ta sama potrawa nie jest tą samą.

    7. Uśmiecham się do obcych dzieci na ulicach. Chłopak mnie straszy, że kiedyś mnie zamkną za pedofilię bo to normalne nie jest:( a ja nie widzę nic złego w uśmiechu.

    8.Lubię podsłuchiwać w autobusach mongolskich teorii starszych babuszek, naprawdę to lepsze niż nie jedna powieść science-fiction.

    9. Nie pozwalam dotykać się po szyi, niekontrolowane i niespodziewane dotknięcie może się skończyć tragicznie dla osoby, która to próbuje bo ja nie odpowiadam wtedy za swoje nieskorygowane odruchy.

    10. W kinie ciągle przy głośniejszych momentach podskakuje na siedzeniu co z boku wygląda pewnie dość komicznie. Ja to tłumaczę, tym że mam wyostrzony słuch i nic na to nie poradzę:)
    Mogłabym wypisywać i wypisywać ale kto to będzie czytał. Ot taki już ze mnie dziwaczek-cwaniaczek:)

  72. Mo napisał(a):

    Każdy ma większe lub mniejsze dziwactwa… Ja na przykład, jedząc obiad, muszę robić to po kolei, ale wręcz po-ko-le-i. Czyli: kotlet, ziemniak, surówka, kompot. Zawsze wg wskazówek zegara i wściekam się, kiedy jeden z elementów się szybciej skończy – np. kotlet, a ziemniaki zostaną, wtedy zaczynam racjonować rzeczone ziemniaki tak, by je skończyć razem z kotletem. Podobnie robię z kanapkami – zawsze parzysta liczba i jem na zmianę – z szynką, potem z serem, potem znów z szynką. Tak, wiem – lekko dziwne…
    Opórcz tego boję się gołębi i staram omijać wszelkie ich skupiska. Dość kłopotliwa sprawa dla kogoś, kto pracuje przy Rynku Głównym, ech, FML.
    Do tego mam lekką obsesję symetrii. Ale to objawia się nie tylko w równo ułożonych kubkach w szafce, o nie. Ja, kiedy mrugnę lewym okiem, za chwilę muszę to zrobić też prawym. Jak przypadkowo ugryzę się w policzek z prawej strony – zaraz poprawiam z lewej. Jak ktoś muśnie moje lewe kolano, ja się „domusuję” w prawe. Próbowałam z tym walczyć, ale czuję straszny niepokój, kiedy tego nie zrobię i dla świętego spokoju sprawiam sobie tę ulgę, no muszę po prostu.

    …jak tak czytam komentarze, to strwierdzam, że świat to jeden wielki psychiatryk ;)

  73. Jak na prawdziwego superfaceta przystało, boję się potworów spod łóżka. Dlatego raz próba zawładnięcia kołdry przez kobiete leżąca obok skończyła się dla niej podłogą :]

  74. Aśka napisał(a):

    Posiadam oczywiście najróżniejsze dziwactwa, przedstawione w Waszych komentarzach. Zaliczam do nich wszystkie te z zapięciami łańcuszków, błędy językowe, stopy pod kołdrą itp. itd. Stwierdziłam jednak, iż muszę podzielić się z Wami przedziwnym nałogiem mojej współlokatorki, który dziwi i zaskakuje absolutnie wszystkich.

    Owa Ona dysponuje 3 (słownie: trzema) golarkami jednorazowymi. Każdą używa do innej części ciała. To jeszcze byłabym w stanie zrozumieć, ponieważ jest to osoba mająca kompletnego fioła na punkcie higieny. Ale żadna z tych golarek nie jest opisana i ich stosowanie do innych części ciała ogranicza się jedynie do jednej sesji golenia. To oznacza, że co golenie tak czy siak nie wiadomo, która golarka poprzednio goliła którą część ciała i summa summarum są one używane do wszystkich.

    I zrozum tu kobietę! ;)

  75. LincaPau napisał(a):

    Małe manie i szaleństwa, lubię to! :) Podzielę się swoim dziwactwem.
    Rano, po przebudzeniu, jak szykuję się do pracy czy na uczelnię muszę robić wszystko po kolei. Od lat mam ułożony plan, który to muszę wykonać w DOKŁADNEJ KOLEJNOŚCI. Czasami jak mi się coś pomiesza, to kaplica, np. zapalę fajkę przed nałożeniem bazy pod podkład, to koniec, nie ogarniam, spóźnienie gwarantowane. Jak budzik mnie o wyznaczonej porze nie obudzi i zaśpię, ale zrobię wszystko w ustalonym porządku, to bezproblemmowo wyrabiam się w czasie.

  76. nieve napisał(a):

    Czasami jak robię coś, co wymaga skupienia (np. coś piszę) nagle wszystko wokół zaczyna mnie rozpraszać, muszę się gdzieś podrapać, coś przesunąć, coś wziąć do ręki i obejrzeć… No i wpadłam na pomysł, że jak będę miała coś absorbującego tę rozpraszającą się uwagę, ale jednocześnie nie całkowicie pochłaniającego, to łatwiej będzie mi się skupić na tym co chcę zrobić – jak na przykład niektórzy podgryzają końcówki długopisów. Trzymanie długopisu w ustach zawsze wydawało mi się niehigieniczne, więc wzięłam taki patyczek drewniany, który kupuje się w drogeriach i pogryzałam. Naprawdę działało, tylko że wychodziły z niego drzazgi i raniły skórę. Nie chciałam całkowicie rezygnować z tej rewolucyjnej metody, kupiłam sobie więc taki gryzaczek do niemowląt i teraz jak muszę intensywnie nad czymś myśleć w trakcie pisania, to go sobie gryzę.

  77. Klaudia napisał(a):

    Rano wychodząc z pokoju, idąc do łazienki, później z niej
    wychodząc, idąc do kuchni, wychodząc z niej (:)), idąc do pokoju itd., muszę
    ZAWSZE docisnąć przycisk światła. „Pstryczek”. Choć mogę, nawet światła nie
    świecić, to wychodząc z danego pomieszczenia muszę go docisnąć. Nawet gdy
    jestem rano jeszcze zaspana i ledwo żywa to tak robię. :)

  78. owocowa napisał(a):

    lubię wyrazy, które składają się z samych ‚zamkniętych’ liter – wyobraźcie sobie gazetę, w której zamazujecie wnętrza literek, jeżeli w jakimś wyrazie wszystkie można ‚mentalnie zamazać’, jestem szczęśliwa :] mój ulubiony wyraz to ‚pogoda’. kiedy myślę o jakimś słowie, wyobrażam sobie, że ‚zamazuję’ ich wnętrza stuknięciem palca wskazującego. kiedy na każdą literkę przypada stuknięcie, dołączam taki wyraz do ulubionych i kiedy się nad czymś zastanawiam, coś mnie gnębi, stukam sobie palcem w moje wyimaginowane wyrazy i świat staje się lepszy ;]

    zauważyłam, że kiedy mam gorszy nastrój, coś mnie bardzo stresuje, wyobrażam sobie moje gałki oczne kaleczone przez krawędź papieru. to jest tak silna wizja, że mrużę oczy, zaciskam pięści, czuję dziwny skurcz żołądka. im bardziej próbuję o tym nie myśleć, tym częściej to wraca. chyba mogę uznać to za moją największą fobię ;] i jeszcze coś bardzo wstydliwego, co przeszkadza mi w życiu najbardziej – kiedy jakiś sympatyczny mężczyzna zaprasza mnie na randkę, albo po prostu na spotkanie, zawsze mówię, że mam chłopaka – nawet, jeżeli to nieprawda! Automatyczny odruch, potem trzeba nieźle się namęczyć, żeby to odkręcić ;]

  79. motylica_watrobowa napisał(a):

    1. Boję się kur! W dzieciństwie mieszkałam na wsi, więc to dość osobliwe zjawisko….W ogóle to mam wrażenie, że kury czyhają na moje oczy i chcą je zjeść… A kogutów to boję się szczególnie, bo one mają jeszcze takie ostrogi, którymi mogą wydłubać mi oczy no i je zjeść…

    2. Szlag mnie trafia jak widzę ociekającą olejem/syropem butelkę. Nie tknę takiej, choćby mnie zmuszano. Potrafię nawet zmienić menu obiadu, byleby tylko nie użyć oliwy/ oleju podczas przygotowań.

    3. Papier toaletowy musi u mnie zawsze zwisać nad rolką. Pod rolką jest niedopuszczalne! (Zdjęcia). U innych przestawiam tak, żeby było po mojemu.

    4. Mam dwa żołądki- jeden na konkrety, drugi na łakocie. Kiedy ten na konkrety jest zapełniony np. po sutym obiedzie, to drugi żołądek jest w stanie przyjąć dużą porcję ciasta, ale gdy łakociowy jest pełen (co zdarza się dość rzadko, bo ma dupę bez dna, jak mawia moja mama), to ten na konkrety jest zamknięty na jakiekolwiek jedzenie.

  80. 1. kiedy ktoś z bliskich mi osób kicha, zawsze muszę powiedzieć „na zdrowie”. to wynika z mojego największego lęku – że ktoś kogo kocham zachoruje. potrafię powiedzieć „na zdrowie” pod nosem, sama do siebie, nawet jeśli ta osoba kicha w oddalonym pomieszczeniu i mnie nie słyszy, dla własnego spokoju, żeby było jasne, że życzę jej zdrowia.

    2. do zaśnięcia jest mi niezbędne moja mała poduszeczka w kształcie kwiatka, na którą mówię „słoneczko”. „słoneczko” ma dwoje oczu, nosek i taki zalotny uśmieszek, kładę je sobie na głowę (jego twarz musi być równolegle ustawiona do mojej) i dzięki temu, że wchłania wszystkie dźwięki z zewnątrz, mogę spokojnie zasnąć.

    3. jak siedzę na klopie, to muszę sobie zrobić tam na dole trampolinę z papieru toaletowego, żeby nie mieć ochlapanego tyłka.

    4. jestem tak zdesperowana żeby dostać „szczotkę”, że odważyłam się napisać o 3. dziwactwie.

  81. Agatonistka napisał(a):

    Nie jest to jakieś wielkie dziwactwo, ale moich znajomych zawsze przyprawia o atak śmiechu. Gdy wieszam pranie, muszę mieć dopasowany kolor spinacza do rzeczy, którą wieszam: czerwony do czerwonych, biały do białych itd. Jak nie ma (albo braknie) odpowiedniego koloru, to staram się dopasować taki, żeby się nie gryzły. Nigdy nie powiesiłabym np. pomarańczowej bluzki różowym spinaczem ^^”

  82. Zuza napisał(a):

    o mój borze ! a ja myślałam że moje dziwactwa są jakieś wyjątkowe,a tu się okazuje że wielu ma podobne, tak czy inaczej, w porządku mniej więcej chronologicznym:

    rano na śniadanie pije herbatę do której tak jak w Dniu Świra dosypuje po ziarenku cukru potem jak wypije juz ok.połowę kubka to wyławiam torebkę z herbaty rozrywam ja i zjadam te fusy co do jednego,wierzcie mi że moja rodzina patrzy na mnie jak na kompletnego czubka. Ponadto mam obsesję na punkcie moich dłoni myję je bardzo często,a co ważniejsze po KAŻDYM umyciu muszę je namaścić kremem do rąk.Dla mnie brak kremu do rąk=śmierć! Generalnie mam obsesję nawilżania, sucha skóra to chyba najgorsza rzecz jaka by mi sie moła przydarzyć. Po każdej kąpieli obowiązkowo nakladam balsam na całe ciało (do nie ktorych części osobny,specjalny). Na specjalne traktowanie zasługują także moje stopy,podwójne nawilżanie. Po położeniu do łóżka musze sie specjalistycznie zawinąć w kołdrę, tak żeby stopy były nią owinięte,ale żeby się absolutnie ze sobą nie stykały(muszą być oddzielone kawałkiem materialu). Co więcej mam też obsesję parzystości i symetrii. Jak już wspomniałam uwielbiam wszelkiego rodzaju fusy:w kawie,herbacie,soku,wprost uwielbiam je wyjadać.Mam swój osobisty algorytm jedzenia ,którego nawet nie jestem w stanie wytłumaczyć.Np. Batoniki w czekoladzie albo ptasie mleczko najpierw objadam z czekoladowej skórki a dopiero potem jem nadzienie. Od kiedy tylko nauczyłam się literek nałogowo czytam. Podczas czytania obowiązkowo co kilka stron muszę powąchać ksiązke,wącham także ulotki które ktoś rozdaje na ulicy – kocham zapach papieru !!! Kompletnym wariactwem jest też to że gdy czytam to w specyficzny sposób przygniatam sobie strone,nie jestem tego w stanie nawet za bardzo wytłumaczyć,od zawsze tak robie,jak mój brat to zauważył to obwołał nie wariatką i pewnie ma rację. Nigdy nie zostawiam książki otwartej i odwróconej na kartce na której czytam,bo tak sie łamie grzbiet,zawsze używam zakładek. Generalnie bardzo dobam o ksiązki,moje podręczki szkole zawsze wyglądały jak nowe. Zazwyczaj mam burdel w pokoju,ale moje książki regularnie odkurzam.Po domu zawsze chodze w papuciach,absolutnie nigdy w skarpetach albo (o zgrozo!)na bosaka. Nie zasnę jeśli drzwi do pokoju albo jakaś szafka czy szuflada jest otwarta.Zawsze muszę mieć mój telefon kolo łóżka i lekko uchylone okno(nawet zimą,potrzebuję świeżego powietrza).Przed snem musze miec papucie równo ustawione koło lóżka,gotowe do wskoczenia w nie od razu dnia następnego.Nienawidzę spać z kimś w łóżku.Nawet jak kogoś naprawdę lubie i mam z nim świetny seks to po prostu nie cierpię się budzić rano obok innej osoby,jest w tym dla mnie cos obrzydliwego. Rano wyglądam strasznie,kopie mi z paszczy i generalnie humor mam okropny więc potrzebuje co najmniej godziny na przystosowanie się do życia.Mam jeszcze z milio innych małych obsesji,z niektórych nawet pewnie nie zdaję sobie sprawy.Mogłabym je tak wypisywać bez końca. Pocieszające chociaż że nie jestem w tym sama :)

  83. Izabela napisał(a):

    Nigdy, przenigdy nie wejdę do pierwszej z brzegu toalety w centrum handlowym czy w każdym innym miejscu, gdzie ubikacji jest wiecej niż jedna.Nie wiem o co chodzi. Po prostu nie wejdę i koniec!

  84. Aga napisał(a):

    Tak chciałam wygrać tę książkę, że od czwartku próbuje wymyślić jakieś mega dziwactwo, ale ludzie już się tak naprodukowali, że zapewne nie mam szans! Do tego nawet nic ciekawego i w miarę realnego nie przychodzi mi do głowy.
    Ech, nigdy nic nie wygram!

  85. Joasia napisał(a):

    Moim obłędem jest oskubywanie listków po tabletkach z tej srebrnej folijki…. Nie jestem w stanie się opanować i zawsze tworzę mnóstwo błyszczących trocin.
    Ogólnie mam tak, że jak widzę, że coś (lakier, naklejka, folia, farba, etc) odchodzi od powierzchni na której się znajduje (nawet w minimalnym stopniu), to ja to muszę zedrzeć, odkleić i zdrapać. Zdzieram więc etykiety z butelek, zdrapuję lakier z paznokci, odbywam wszystkie sterczące nitki od ubrań. Ale listki z lekarstwami to chyba moje największe szaleństwo. Może dlatego, że po wyjęciu tabletki one odstają najwyraźniej.

  86. Paula napisał(a):

    Nie zasne dopóki nie poukładam wszystkich kapci ,dokładnie w rządku przy łóżku i nie powyciągam wszystkich kabli z gniazdka.. Dodatkowo nie napije sie(żadnego! ) napoju bez słomki.. :D

  87. Kiedy oglądam fiml gdzie np. bohaterka rozbija się na jakiejś wyspie czy w innym miejscu pozbawionym dóbr cywilizacji, to nie jestem w stanie myśleć o akcji. Nieustannie myślę tylko o tym jak ona przez ten czas będzie radzić sobie z załatwianiem potrzeb fizjologicznych, z „tymi trudnymi” kobiecymi dniami, rosnącymi włosami na nogach czy nieobcinaniem paznokci.

  88. vucibatina napisał(a):

    Czytanie każdej książki zaczynam zawsze od ostatniego akapitu. Podobno jest to rodzaj dziwactwa, co więcej dla wielu całkowicie niezrozumiały, bo można w ten sposób od razu poznać zakończenie i pozbawić się radości lektury (co już kilkukrotnie mi się przydarzyło). Ale dla mnie jest to rodzaj rytuału i po prostu muszę zacząć czytanie od ostatniego akapitu. Inaczej książka się nie liczy. Zaznaczam, że dotyczy to wyłącznie książek – filmy oglądam typowo, od początku do końca.

  89. Ka napisał(a):

    Nie jem ani nie pijé w samolocie, nawet keska/lyczka, bo jak sie zakrztusze, to nie zdaza wyladowac i przewiezc mnie do szpitala i umre.

  90. Filip napisał(a):

    Tak abstrahując od tematu konkursu, to Poradnik Pozytywnego Myślenia to bardzo dobra książka, zamówiłem ją sobie w dniu, w którym ukazała się notka dot. jej szczotki. Zacząłem ja czytać wczoraj i jutro pewnie skończę a zaznaczam, że nie należę do osób czytających jakoś specjalnie szybko. Niesamowicie wciąga, a główny bohater rozczula swoim zachowaniem jak i potrafi wzbudzić niepokój (np. scena, w której Pat wchodzi do oceanu raz z córką Ronniego, czytając to siedziałem jak na szpilkach). Naprawdę urzekająca historia, godna polecenia.

  91. Ola Kamińska napisał(a):

    Ja mam fobię na punkcie dotykania mojej twarzy. Nikt, absolutnie nikt nie może jej dotknąć. Z czasem wyrobił mi się taki refleks, że widząc jak ktoś chce mnie dotknąć po twarzy podnoszę rękę i blokuje go jak w karate, boksie, albo jakimś podobnym sporcie. Większość moich znajomych już pamięta, że nawet jak mam coś na policzku to trzeba mi o tym powiedzieć, a nie zcierać. Niektórzy robią to sami, więc zaczynam krzyczeć i zmywać ich „ślad” jak wariatka ;D

  92. Aleksandra napisał(a):

    mam siatkę pełną skarpet nie do pary (ale nie wyrzucę bo na pewno reszta się odnajdzie), jeśli dotknę w sklepie
    papryki która nie jest umyta i niechcący włożę palec do buzi, denerwuję
    się przez cały dzień czy przeżyję, nie kupuję niczego w ilości 4 lub 9,
    nie zjem czwartego i dziewiątego czipsa/czekoladki, myję ręce po wyjściu spod
    prysznica przed założeniem majtek, po umyciu się najpierw suszę suszarką stopy, potem dopiero włosy, wieczorem częściej sikam

  93. Olega napisał(a):

    – Za każdym razem, kiedy mój pies do mnie mrugnie jednym
    okiem, zawsze jej odmrugnę, także jednym okiem. Nie mogę nie odmrugnąć,
    ponieważ jestem właściwie pewna, że jest to jakiś tajemny psiejski kod, którego
    nie mogę zignorować i nie odpowiedzieć na przekaz.

    – W restauracjach nie zamawiam nic z jajkiem, ponieważ mam
    pewność, ze kucharz nie usunął jajkowego zarodka wraz z tym okiem brązowym,brr.
    A jajko z gluto-zarodkiem jest niemożliwe dla mnie do zjedzenia (dlatego też
    nie jadam jajek np. na twardo, bo nie miałabym jak usunąć wspomnianego gluta).

    – Wychodzę z pomieszczenia, kiedy tylko ktoś je jabłko. Ten
    dźwięk mnie zabija.

    – W obawie przed upiorami, nie otwieram w ciemności oczu
    NIGDY, a zasypiam z głową owiniętą kołdrą. Inaczej wiem, że jakiś upiór powie
    mi coś do ucha, czego nie zniesę.

    – No i nie sikam w miejscach publicznych, chyba że miejsce
    dobrze znam. Jeśli nie – pęknę, ale dojadę pęknięta do domu.

  94. Jak to naprawdę miło odnaleźć swoich u Segritty :)

    Nienawidzę symetrii.

    Choruję, gdy widzę jakiekolwiek rzeczy poukładane w równych rządkach i odstępach… I największym nieszczęściem są dla mnie równiutko poustawiane znicze na nagrobkach.. Najbardziej choruję 1 Listopada… Niemalże umieram. Oczywiście jak widzę za równo to przestawiam. Na obcych grobach rzecz jasna. Zaprawdę, nie wiem dlaczego tak bardzo wyprowadza mnie to z równowagi..

    Kratery w maśle.

    Jestem w stanie przegryźć aortę każdemu kto u mnie w mieszkaniu, w mojej osobistej lodówce weźmie masło do rączki i smarując pieczywko nie pozostawi gładkiej tafli tylko podziuga mi masło..

    Śmietana do zupy.

    Jedyną zupą, której nie doprawiam śmietaną jest rosół.. Każdą inną doprawiam… ale muszę zrobić to osobiście. Nie ma dla mnie znaczenia czy jestem na przyjęciu rodzinnym czy w restauracji. Nie ma znaczenia czy ta śmietana już jest wcześniej dołożona na etapie gotowania.. Muszę osobiście dołożyć minimum łyżkę do mojego talerza. Jak gospodarze nie mają śmietany.. to nie jem zupy. MUSZĘ i już :)

  95. Asia napisał(a):

    Duszę się, gdy kierowca samochodu, z którym jadę ma brudną przednią szybę; przy czym moja definicja „brudna” zazwyczaj nie pokrywa się ze zdaniem kierowcy. Dlatego w deszczowe dni staram się sama prowadzić ;)

  96. rakasta napisał(a):

    oj, czas trwania konkursu niebawem upłynie, ale może zdążę podzielić się swoją historią :) będzie długo, proponuję herbatkę.

    moja przypadłość dosyć mocno utrudnia życie i wiele osób nie jest w stanie jej zrozumieć. opiszę moje szaleństwo, żeby trochę zwiększyć świadomość społeczną i tolerancję dla podobnych do mnie. mówi się, że to dziwactwo, że jestem nienormalna. względnie niedawno dowiedziałam się, że owa przypadłość na swoją nazwę, nie jestem jedyną ‚wariatką’ i nie jest to nerwica natręctw. coby jeszcze dłużej potrzymać w niepewności zacznę od początku ;>

    już jako dziecko zaczęłam mieć dziwne nawyki. w zimie nosiłam wysoko podwinięte rękawy swetrów, bo podczas rysowania przy biurku nie mogły dotykać blatu. dywaniki w łazience nie mogły stykać się z wanną. niby zwykły wymysł, natręctwo, ale to miało swoje logiczne wytłumaczenie. chodziło o dźwięk. nie znosiłam dźwięku jaki wydawał gruby materiał pocierany o gładką powierzchnię stołu. nie lubiłam różnych faktur, najgorszy był welur i aksamit. jeśli w ‚poradniku pozytywnego myślenia’ było za mało ‚synestezji’, to w moim życiu jest jej czasem za dużo. nienawidzę waty, nie mogę jej dotykać, na samo to słowo mnie ciarki przechodzą. jak ktoś w reklamie czyta nazwę ‚schwarzkopf’ wymawiając ‚f’ na końcu, krew zaczyna we mnie wrzeć. gdy zaczęłam dorastać doszły nowe problemy. nie jestem w stanie wytrzymać w towarzystwie ludzi, którzy siorbią, chrapią, ćlamią, mlaszczą i wydają inne tego typu odgłosy.rodzinne święta przy stole to katorga. wiadomo, że nikt tego nie lubi i to normalne, że ludzie jedzący jak świnie irytują, ale we mnie to wzbudza agresję i ogromny dyskomfort psychiczny. taki już mam mózg, niektóre dźwięki doprowadzają do szału i wiele energii trzeba zużyć, żeby nie dać po sobie tego poznać, kontrolować i o tym nie myśleć. ta dolegliwość nazywa się ‚mizofonia’, można poszukać w google. oj, utrudnia to życie. tleniona blondyna w tramwaju burzy spokój żując gumę wyjątkowo głośno. świszczący dźwięk, jaki wydaje jadące metro sprawia ból. dźwięki bolą. ma się ochotę krzyczeć z wściekłości. apeluję o odrobinę wyrozumienia dla takich pokrętów jak ja ;)
    mam jeszcze jedno specyficzne dziwactwo. uwielbiam koty i inne kjut zwierzątka, ale koty najbardziej. gdy je głaszczę, mimowolnie zaciskają mi się szczęki. z miłości. nie panuję nad tym, a szkliwo się zdziera. dostaję szczękościsku. ‚ojojoj cudowny kotek, kocham go’ mówią moje zaciśnięte szczęki. tego dopiero ludzie nie ogarniają :) szukałam nawet jakichś informacji na ten temat, ale nie było ich wiele. gdzieś trafiłam na opinię, że to taki atawizm z podłożem oralnym, że jak się coś/kogoś kocha, to chce się to zjeść i zaciśnięte szczęki mają temu zapobiec. no może, może.. ;) niektórzy mogą mieć tak w stosunku do dzieci, ale jak wiadomo dzieci są dla tych, którzy nie mogą mieć kota.

    przy okazji skompromituję też mojego brata (w końcu wszystko zostaje w rodzinie), bo on miał nawyk tak absurdalny, że to aż piękne. w dzieciństwie stworzył sobie coś, co nazywało się ‚bacik’ i składało się z kawałka cienkiej klepki podłogowej, do której był przywiązany bandaż (na jednym z końców). po powrocie ze szkoły brat zawsze siadał przed telewizorem, oglądał wiadomości sportowe, brał bacik i.. machał nim wykonując ruchy samym nadgarstkiem. bacik zawsze musiał być podczas oglądania telewizji i tym podobnych czynności, a samo wywijanie nim trwało długo, chyba pomagało się zrelaksować i lepiej myśleć. może nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że trwało to do głębokiego liceum. nie, nie jesteśmy upośledzeni ;)

    ach, na koniec jeszcze trochę się usprawiedliwię – nie lubię wielkich liter, więc w internetach ich raczej nie stosuję, a mój wielokropek to zaledwie dwie kropki. tak mi się podoba, ot zwykła fanaberia. poza tym to ze mnie całkiem przyzwoity grammar nazi. pozdrawiam dziwaków! :)

  97. Po przeczytaniu części komentarzy, nie mam nic do dodania. Mogę śmiało powiedzieć, że do dziś uważałam się za dziwną, a tu się okazuje, że moje dziwactwa wcale nie są takie nietypowe :/ najgorsze z tego jest to, że smuci mnie nie bycie wystarczającą dziwaczką~

  98. moni-libri napisał(a):

    Dziwactwo? Proszę bardzo – wchodząc do mieszkania zaglądam w każdy kąt – za kanapę, pod łóżko, do wszystkich szaf, łazienka, balkon …. wymieniać dalej? Ok, jeszcze panicznie boję się samolotów – nie, nie latać – boję się, że …spadną na mnie! Na każdy dźwięk (nie tylko samolotu – a tych lata nad moim miastem bardzo dużo) podobny do dźwięku silnika truchleję, albo -jeśli jeszcze nie omdlewam – biegnę skulona do okna – nic nie koloryzuję (starsznie boje się jak wpłynie to na moje dziecko, więc ostatnio staram się nie biegać do okna, co nie zmienia faktu, że przejeżdżający traktor może powodować u mnie zimne poty …i tak kilka razy dziennie – pocieszam się, że duży las obok, więc liczę na dobrego pilota, który spadnie tam właśnie ;/). Widziałam też, że co niektórzy rozmawiają tu ze sobą – otóż, poza tym, że lubię rozmowy ze sobą (ależ to nudne) i, że mówię do syna (no tak) to rozmawiam z … robakami, książkami, kurzem itp (np. no chodź do mnie kołtunie, wezmę cię do śmietniczka). I takie normalnostki mam jeszcze jak ciągłe oglądanie się za sobą czy nic nie wyleciało mi z kieszeni, torebki. Nie chodzę do marketów i galerii (a jak już idę to załatwiam wszystko biegiem) bo boję się, że dach spadnie mi na głowę. Nie siadam w autobusach i tramwajach, bo boję się, że ktoś wbije mi nóż w plecy lub poderżnie gardło (z tego też powodu nie lubię kina) i obsesyjnie boję się stać na przystankach i przejściach, bo boję się zostać wepchnięta pod koła;/ .. więcej grzechów nie pamiętam. Ulżyło mi, że tak się wypisałam :) nie tyle o „szczotkę” chodzi ile właśnie o tę ulgę:) Pozdrawiam wszystkich „psycholi” hihi

  99. Daria napisał(a):

    Obsesyjnie zmieniam skarpetki. Nie potrafię mieć jednej pary na nogach dłużej niż przez około 5-6 godzin. do tego gdy tylko wyjmę nogę z buta muszę założyć nową parę, jeśli chodzę w czyimś domu w samych skarpetkach też potem muszę je zmienić. W domu mam 3 szuflady pełne skarpetek ale to i tak mało bo najwygodniej dla mojej psychiki jest gdy zakładam nową parę a nie tylko wypraną co skutkuje tym, ze po około 3 praniach skarpetki już nie założę, Jest to tym bardziej niewygodne, że w zawsze w torebce muszę mieć przy sobie kilka par. Obcy ludzie uważają to za jakąś paranoje ( ba, jeden proponował mi psychologa!), znajomi już nie wnikają, udają, że nie widzą ;)

Dodaj komentarz