Szort 18

Mieliśmy wczoraj na kolacji znajome małżeństwo: S i M. Grill, cydr, opowieści i wspominki przy stole na tarasie. S opowiada właśnie o swoich rowerowych doświadczeniach na ulicy.

S: Wkurza mnie to, że kierowcom samochodów wydaje się, że są nietykalni. Wjeżdża mi taki przed rower, wymusza pierwszeństwo i myśli, że ja wykręcę, wywalę się co najwyżej. A ja postanowiłem, że nie będę się dawał i im się po prostu pakuję w samochód. Tak, żeby roweru nie uszkodzić oczywiście, ale wjeżdżam w nich centralnie. Kupiłem sobie tylko ochraniacze i gdy jakiś mi wyjedzie, to na niego wpadam i w blachę. Potem mi wyskakuje taki z pretensjami, że „panie, co pan robisz?!” a ja mu na to, że „wyjeżdża mi pan z lewej podczas gdy ja mam pierwszeństwo, to niech pan się teraz nie dziwi”. I powiem Wam, że doskonale mi się ta metoda sprawdza. W ciągu tygodnia ze trzy samochody tak rozwaliłem!

Chwilowa cisza, podczas której narrator bierze do ust kęs burgera – i w tym momencie M, która przez całą opowieść męża siedziała sobie w ciszy, popijając prosecco z kieliszka, patrzy na nas wymownie i spokojnie powtarza ostatnie słowo za S. Po prostu je powtarza. Wyraźnie.

M: ROZWALIŁEM.

Kurtyna.

ta jasne

Komentarze do wpisu: 4 Napisz komentarz

    1. sidan napisał(a):

      ja niestety jako piesza nie mogę stosować metody, bo życie ma się tylko jedno, a wątpię, żebym przetrwała starcie z chociaż jednym autem. a przypadkiem przeżyłam dwa. żadne z mojej winy. nie mówię że wszyscy, ale kierowcy mają dziwne poczucie że poruszają się po mieście jako jedyni. strach się poruszać na nogach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.