Nowa moda na instagramie: #AfterSex
Wśród hashtagów na Instagramie zapanowała moda na #aftersex. Mądra i dojrzała część internetu zareagowała jednogłośnie: to żenujące.
Z życia znanej blogerki
Wśród hashtagów na Instagramie zapanowała moda na #aftersex. Mądra i dojrzała część internetu zareagowała jednogłośnie: to żenujące.
Jedź na Gwadelupę, mówili. Dobrze zjesz, mówili. To miała być doskonała mieszanka najlepszej na świecie kuchni francuskiej oraz karaibskich przypraw, owoców i owoców morza. A okazała się największym moim kulinarnym rozczarowaniem.
Kiedyś podróżowało się inaczej. Nie trzeba było płacić za bilet ani szukać hotelu. Nie było ryzyka, że wpakują Cię w obowiązek prowadzenia wynajętego auta ani że będziesz musiał robić zakupy na śniadanie.
Być może zabrzmi to okrutnie wobec Was, doświadczających właśnie polskiego przedwiośnia, czyli pory, gdy spod śniegu wychodzą psie przebiśniegi a temperatura 15’C to już prawdziwy upał, ale… pięknymi, tropikalnymi plażami karaibskimi można się przejeść. Naprawdę.
Z portu w Petit Canal wyruszyliśmy łodzią w kierunku namorzyn. Namorzyny, po francusku mangrove, to takie wyspy drzew w słonej wodzie. Rosną na jej powierzchni, ale korzeniami sięgają głęboko do dna i tam się ukorzeniają.
To niesamowite, jak bardzo może różnić się klimat dwóch części około 60 kilometrowej wyspy. Jedna, płaska, wschodnia część jest regionem typowo plażowym z turystycznymi miastami, lotniskiem i przepiękną, słoneczną pogodą.
Nasze wczorajsze przewidywania co do godzin otwarcia restauracji okazały się fałszywe. Większość restauracji po prostu nie jest czynna… aż do 19. Dziś pilnowaliśmy czasu i byliśmy gotowi na obiad o 14, ale niestety wszystko było zamknięte. Tu się pije do wieczora.
Znów pobudka o szóstej rano i fantastyczna wycieczka po plażach. Od wczoraj udało nam się zwiedzić połowę plaż z tej płaskiej, suchej części Gwadelupy czyli Grande Terre.
Wstaliśmy o 6 rano, tuż po słońcu. A potem było jak w dobrym RPG, którego akcja dzieje się na karaibach. Poszliśmy w poszukiwaniu plaży, która okazała się być o jakieś 2 kilometry dalej, niż się spodziewaliśmy.
Wcale już się tak na tę Gwadelupę nie cieszę, bo za oknem 15’C, słońce, ciepło, wiosennie i coś czuje, że ominie mnie moja ulubiona, polska wiosna. A myślałam, że wzorem zeszłego roku będziecie tu zasypani śniegiem zazdrościć mi palm… No trudno.